Joan Laporta udzielił obszernego wywiadu dziennikowi La Vanguardia. Zapraszamy na pierwszą jego część, poświęconą sytuacji ekonomicznej i sportowej klubu. W odrębnym artykule przedstawimy wypowiedzi dotyczące przebudowy Camp Nou oraz personalnych kwestii dotyczących presidente.
Joan Laporta stawił się punktualnie z samego rana w biurach przy Camp Nou. Jest wiele kwestii, o które trzeba by go spytać, niektóre z nich są trudne, ale prezydentowi FC Barcelony nigdy nie brakowało przekonania i energii, żeby im sprostać. Ekonomia, piłka nożna, Messi, gwarancje bankowe, pozostałe sekcje klubu, cięcia, Espai Barça, Katar… kto inny skurczyłby się w sobie, ale Laporta twierdzi, że zarządzanie tym wielkim klubem jest „łatwiejsze niż się wydaje”. Nie ucieka nawet od rozmowy o swoim zdrowiu. „Zostało mi dużo czasu”, zapowiada.
Wrócił pan na stanowisko prezydenta w marcu 2021 roku. W lipcu 2023 roku klub jest w lepszym czy gorszym stanie niż sobie to pan wyobrażał?
Klub jest w lepszym stanie ekonomicznym, sportowym, społecznym i instytucjonalnym. Ale sytuacja, w której jesteśmy wynika ze spadku, który otrzymaliśmy.
Co pana najbardziej martwi w kwestii sytuacji ekonomicznej?
Nie martwi mnie, zajmuje mnie. Gdy przyszliśmy, sytuacja była krytyczna, ale daliśmy radę zareagować i uratowaliśmy klub od bankructwa. Zaczęliśmy odbudowę od restrukturyzacji długu, a potem nastąpiły dźwignie finansowe, co pozwoliło nam pierwszy raz od wielu lat zakończyć sezon z zyskiem.
Bez dźwigni finansowych nie byłoby zysków. Brakuje autokrytyki, żeby przyznać, że klub ma problemy z ich wygenerowaniem?
Jestem autokrytyczny w czym tylko potrzeba, ale tutaj się nie zgadzam. Abstrahując od tego, że zdobywanie przychodów kosztuje, klub w tym sezonie zanotuje rekord wpływów ze sponsoringu, co zostanie wykazane, gdy zamkniemy księgi finansowe. Na przyszły rok mamy już wypełnione 95% budżetu ze sponsoringu. Klub jest bardzo atrakcyjny dla inwestorów i sponsorów, oni wierzą w naszą historię i w uczucie barcelonismo.
Jest pan dużym optymistą.
Znajdujemy się w momencie, który musimy maksymalnie wykorzystać. Wygraliśmy Ligę Mistrzyń, ligę hiszpańską z Xavim… to wszystko powoduje bardzo pozytywną inercję, odzyskaliśmy radość. Mamy propozycje z USA, z Zatoki Perskiej oraz z Meksyku, żeby grać mecze towarzyskie, które mogą nam przynieść istotne dochody. W koszykówce negocjujemy z Lakersami… wyjedziemy z tunelu.
Wspomniał pan o Zatoce Perskiej. Ale według pana wartości kraj taki jak Katar nie był tym złym?
Nie chcę wracać do przeszłości, ale ja powiedziałem, że nie zgadzam się na traktowanie Qatar Foundation jak UNICEFu z Zatoki Perskiej. Dla mnie to było rażące barbarzyństwo.
Czego dotyczyła pana ostatnia wizyta w Katarze?
Próbujemy poprawić sytuację ekonomiczną klubu i istnieją rynki, na których nie możemy przestać pracować. Katar dopiero co zorganizował Mundial. Chcą inwestować. Udałem się tam, bo niektórzy koledzy z zarządu poznali przedsiębiorcę z Kataru, który jest zainteresowany współpracą z Barçą.
Wartości zmieniają się, gdy jest się w środku?
Nie, nie i nie, mam je te same. Ale jestem też otwartą osobą i jest ewidentne, że w tych krajach są ruchy otwierające się na równość płciową.
Kto zyska więcej, oni piorąc swój wizerunek, czy Barça?
Barça otrzyma pewne środki finansowe, a dla nich jest to interesujące. Sport jest drogą potwierdzającą ruchy otwierające.
Trzeba też zredukować wydatki.
Wiemy, że nasza nadwyżka budżetowa wynika z dźwigni finansowych, to znaczy nie jest to nadwyżka operacyjna. Dlatego redukujemy wydatki i udaje się nam to robić.
Plan finansowy nie został zastosowany zbyt późno?
Choćby nie narzuciła go nam LaLiga, i tak byśmy go zastosowali. Jest to plan bardzo ostry i agresywny, który pozwoli nam na rejestrację zawodników i poprawę finansowego fair play. Od początku wiedzieliśmy, że wydatki na kadrę sportową były ponad limit. Wszystko to wpisuje się w plan strategiczny i biznesowy, aby pierwszy zespół był zdolny rywalizować.
Victor Font nie zgadza się z pana percepcją sytuacji ekonomicznej. Podtrzymuje, że na dziś pana dziedzictwo byłoby gorsze niż to pozostawione przez Bartomeu.
Każdy może mieć swoją opinię, ja to szanuję, ale to nieprawda. On wie najlepiej dlaczego to mówi, ale my, który zarządzamy klubem wiemy, że jest dużo lepiej niż dwa lata temu, mimo przeszkód. Klub w najbliższym roku nabierze prędkości wycieczkowca.
Jest grupa socios, która złożyła doniesienie na opracowany przez pana plan finansowania. Ich opinia jest dla pana ważna?
Oczywiście, że jest ważna. Właściwie już skanalizowaliśmy to przez Komisję ds. ekonomicznych. Wiceprezes do spraw ekonomicznych miał kontakt z nimi wszystkimi, ale uważam, że albo są niedoinformowani albo źle poinformowani.
Czy to normalne, że po takim czasie zarząd musi przedłożyć gwarancje na sześć milionów? Czy to improwizacja?
Skala tragedii, gdy przybyliśmy była gigantyczna. Dług i dziesięć lat rezultatów operacyjnych na minusie nie naprawią się ani w rok, ani w dwa ani w trzy. Opracowaliśmy plan szokowy.
Dźwignie finansowe…
Sprzedano części pewnych aktywów na określony czas i do tego za bardzo dobrą cenę. A to pozwoliło nam na osiągnięcie zysku, zamortyzowanie długu i zdobycie wiarygodności finansowej, żeby osiągnąć inwestycje.
Zamknęliście Barça TV, to bardzo kontrowersyjna decyzja.
Przynosi 12 milionów strat każdego roku. Nie ma żadnego sensu ekonomicznego ani informacyjnego, żebyśmy to znosili. Jest źle zorganizowana, używa środków przestarzałych i bardzo drogich, a w naszej sytuacji musimy postawić na rozwiązania, na które technologia nam pozwala. Cieszę się, że Telefónica doszła do porozumienia z pracownikami, którzy są bardzo ważni. Myślę, że podjęliśmy prawidłową decyzję, mimo bólu i niepokoju wiążących się z odblokowaniem sytuacji.
Dużo się mówi o modelu własności klubu. Wręcz włączyliście tę kwestię w ankietę skierowaną do socios.
Klub stara się pytać o wszystko, żeby wiedzieć jak się miewa barcelonismo, a wskutek newsów podawanych w środkach przekazu, niektórych owładniętych obsesją transformacji klubu w sportową spółkę akcyjną (SAD), zdecydowaliśmy się to zrobić.
Jaka jest pana opinia?
Myślenie o transformacji klubu w SAD jest dużym błędem. Zdanie socios jest determinujące, decydujące i wiążące dla mnie i na szczęście myślą tak jak ja, chcą dalej być właścicielami klubu. Dopóki ja jestem prezydentem, Barça będzie należeć do socios oraz socias.
A rozwiązanie hybrydowe, jak w Niemczech?
Nie podoba mi się. Nasz model zarządzania jest czymś wyjątkowym, należy do naszej historii. Niezależnie od tego jakie rozgrywki będą organizowane.
Nawiasem mówiąc, Superliga spełzła na niczym.
Jesteśmy tutaj, walczący jak ostatni Hiszpanie na Filipinach (nawiązanie do Hiszpanów, którzy bronili się w ufortyfikowanym kościele w Baler przez ponad rok, nie wierząc w zakończenie wojny – przyp. redakcji). Trzeba poczekać na wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej tego lipca (wydanie wyroku w rzeczywistości zostało przeniesione na jesień – przyp. redakcji). Jestem przekonany, że będzie on korzystny i od tego momentu podejmiemy dialog z UEFA.
Nie uważa pan, ze sam prezydent nie może zarządzać tymi wszystkimi tematami? Dlaczego nie wyznaczył pan innego dyrektora generalnego?
Na wszystko będzie czas, ale obecnie dalej jesteśmy w fazie, w której wierzę, że klub potrzebuje tego modelu zarządzania. Sytuacja wymaga stałego nadzoru.
Dużo pan rządzi.
Mamy bardzo poziomą organizację. Moją codzienną walką jest generowanie współpracy pomiędzy różnymi obszarami. Każdy szef obszaru wypełnia funkcje dyrektora generalnego w swoim obszarze, a cotygodniowo się spotykamy. Wszystko jest pod kontrolą i jestem temu w pełni oddany. Mam też to szczęście, że wiceprezes ds. ekonomicznych teraz może się nam poświęcić praktycznie na wyłączność. Do momentu, gdy nie będziemy mieli spokoju i pozytywnych rezultatów operacyjnych, będziemy tak działać.
To bardzo kompleksowe. Barça jest jak międzynarodowa korporacja.
Jeżeli każdy z filarów klubu odgrywa swoją rolę, zarządzanie Barçą nie jest skomplikowane. Chodzi o to, żeby być trochę pozytywnym, optymistycznym i pracować.
Ta formuła zadziałała, żeby przekonać UEFA. Barça w kolejnym sezonie zagra w Lidze Mistrzów.
Byłem przekonany, że tak się stanie i jestem szczęśliwy. Wierzyłem w swoje przeczucie i miałem informacje. Odmienna decyzja nie miałaby sensu, byłoby to skazanie klubu przed jego osądzeniem.
Zdobyciu sześciu lig towarzyszyło ogłoszenie odejścia Miroticia i Jasikeviciusa. Nie można było świętować sukcesu w bardziej adekwatny sposób?
Nie możemy mieć takich pensji w koszykówce. Możemy rywalizować równie dobrze bez inwestowania 40 milionów w pensje. Pozycje Miroticia i klubu są bardzo odległe, ale zobaczymy jak rozwiążemy jego odejście. Dał nam sukcesy, ale to był moment, żeby dokonać tej reorganizacji. Jeżeli chodzi o Jasikeviciusa, był być może najlepiej opłacanym trenerem Europy i gdy zaczęliśmy negocjacje, już wiedzieliśmy, że nie powinniśmy iść tą drogą.
Ale z mniejszym budżetem próba utrzymania poziomu nie będzie wymagała cudu niczym z rozmnożeniem chleba i ryb?
W koszykówce będziemy mieli budżet 30 milionów na pensje, wystarczająco aby rywalizować. W piłce ręcznej jesteśmy na 8 milionach, pierwsi w lidze z dużą przewagą. W futsalu 5 milionów, a nasz najbliższy rywal dopiero na 1.3 miliona. W hokeju, 3 miliony i na poziomie krajowym mamy najwyższy budżet. A w piłce nożnej kobiecej, która przynosi zyski, zwiększyliśmy pensje i przeszliśmy z 8.95 miliona na 9.79 miliona. Kto mówi, że nie stawiamy na sekcje, mija się z prawdą.
Rozumie pan, że Messi zdecydował się na Miami, biorąc pod uwagę, że praktycznie nie było jeszcze odejść, które mogłyby wygenerować miejsce w limicie wynagrodzeń, konieczne dla jego przyjścia?
Rozumiem, ale jedna rzecz nie ma nic wspólnego z drugą. Mieliśmy uzgodnione z LaLigą, że na kontrakt Messiego przeznaczylibyśmy część środków, które mamy. Był uwzględniony w planie finansowym. Zakomunikowaliśmy to Jorge Messiemu, a on powiedział mi, że Leo miał bardzo trudny rok w Paryżu i chciał mniej presji. Gdyby wybrał nas, w dalszym ciągu miałby presję i zrozumiałem jego decyzję. Niech idzie mu jak najlepiej, a my zaczynamy przygotowywać dla niego „superhołd”. Na 125-lecie klubu, kiedy wrócimy na Camp Nou, byłoby idealnie.
Jesteście winni Messiemu pieniądze?
To, co jesteśmy winni to odroczenie pensji uzgodnione przez poprzedni zarząd i powoduje to płatności do 2025 roku. Wykonujemy je skrupulatnie.
Wchodzą one w limit FFP?
Odnoszą się do zarobków, ale to podlega interpretacji. Teraz, po poprawie relacji z LaLigą, odszkodowania przynależne innym sekcjom nie będą miały wpływu na FFP i to jest dobra wiadomość.
To, co będzie miało wpływ na FFP to powroty wypożyczonych. Przypadek Umtitiego został rozwiązany. Jak przedstawiają się inne?
Myślę, że porozumiemy się z Tottenhamem w sprawie Lengleta. Brakuje nam jeszcze Desta. To prawie nigdy nie idzie szybko, zależy od drugiej strony. Jeżeli chodzi o nas, wszystko to są przypadki, które rozwiązalibyśmy wczoraj.
Rekomenduje pan Ansu Fatiemu, żeby został, czy żeby odszedł?
Niech kontynuuje. Musi zdobyć zaufanie Xaviego i robić różnicę kiedy wchodzi na boisko, bo z jego talentem może to uczynić. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że zostanie. Mamy oferty za Christensena, Pedriego, Gaviego, Araujo, Ter Stegena, Ansu, Raphinhę, Balde. Ale nie jesteśmy klubem sprzedającym.
Nie wspomina pan o Kessiem, z ofertą z Arabii Saudyjskiej.
Formalnie nie mamy żadnej wiedzy. Jeżeli chce odejść, uszanujemy to, ale może być bardzo użyteczny dla Barçy.
Xavi powiedział, że sprowadzenie klasowego pivota jest kluczowe.
Xavi rozumie sytuację klubu. Chciałby wzmocnić środek pola, ale wie, że niektóre opcje nie są możliwe i popełnilibyśmy błąd. Ukrócilibyśmy postępy cantery. Jest w niej Marc Casadó, Pau Prim, Gerard Hernández czy Marc Bernal. Najpierw trzeba spojrzeć na to, co mamy w domu.
Opcja Oriola Romeu mogłaby być bardziej ekonomiczna.
Miał świetny rok w Gironie, wcześniej był w naszej szkółce. Dyrekcja sportowa pracuje nad tym typem opcji. Zobaczymy.
Brakuje prawego obrońcy…
Być może, ale musimy zarejestrować Gaviego, Araujo… a później zobaczymy, w zależności od odejść.
To, co się zmienia to pion sportowy z Deco.
W połowie lipca ogłosimy przyjście Deco. Będzie pełnił rolę, którą podczas mojego pierwszego etapu pełnił Txiki Begiristain.
Ma pan bardzo dobrą relację z agentami, takimi jak Jorge Mendes czy Pini Zahavi. Nie trzeba by było zachować większego dystansu?
Mamy relację od lat, a oni nam pomogli. Większość agentów chce mieć dobrą relację z Barçą, relację opartą na szacunku, myślę także o Ivánie de la Peñii. Jeżeli jest jakiś agent, który byłby bardziej wojowniczy, w piłce nożnej nie mamy takich przypadków. Czasami zdarza się to w innych sportach.
Odnosi się pan do agenta Miroticia i Jasikeviciusa?
Nie chcę w to wchodzić. Podejście do negocjacji nie było takie jak być powinno i jak już powiedziałem: kto chce nas postawić pod ścianą, popełnia błąd.
Dobre relacje z agentami ma też Mateu Alemany. Jak zarządzono jego decyzją o pozostaniu?
Normalnie. Był to powód do radości. Zrozumieliśmy, że miał świetną ofertę i chciał odejść, ale potem uznał, ze lepiej się wycofać. Jest jednym z autorów odbudowy klubu.
Innym z autorów jest Xavi. Jak przebiega przedłużenie jego kontraktu?
Wie, że kluczowe jest wzmocnienie zespołu i spełnienie planu finansowego. Później będzie czas na wydłużenie i poprawę jego kontraktu, zasłużył na to. Chce zostać i nie będzie problemów.
Jest pewne napięcie między Guardiolą a Xavim. Jak pan na to patrzy?
Nie mają złych relacji. To, co się dzieje, to że Xavi wzrasta jako wielka postać barcelonismo, a Guardiola jest jednym z naszych wielkich punktów odniesień, i dzieją się te rzeczy. To bardziej kwestia otoczeń i narracji dziennikarskiej niż rzeczywistości. Choć to prawda, że czasami odnosiłem wrażenie, że chwalenie Xaviego oznaczało odrzucenie wszystkiego, co dał nam Pep, a tak nie jest. Chwalenie Xaviego nie oznacza umniejszania dziedzictwu Pepa.
W jakim punkcie znajdują się przedłużenia kontraktów Alexii Putellas i Aitany Bonmati?
Z Alexią jesteśmy blisko porozumienia. Aitanie pozostało więcej kontraktu i póki co nie zaczęliśmy procesu jego przedłużenia.
Komentarze (43)