Okiem Chowańskiego. Gwiazda na miarę możliwości

24 września 2023, 08:30

19 komentarzy

Fot. Getty Images

Kylie Minogue podbijała listy przebojów na różne sposoby. Tegoroczne „Padam Padam” jest z nich najkrótszym. Czuję inspirację młodszym pokoleniem. Jego hity rzadko przekraczają 2,5 minuty. Liche kilkanaście milionów wyświetleń na YouTube to kropla w morzu szalonej popularności utworu Australijki na TikToku. Wielki sukces po 35 latach w grze dowodzi jej elastyczności oraz skutecznej adaptacji do nowych warunków. W futbolu zaczęto kojarzyć te cechy z władzami FC Barcelony.

Mimo skrajnie złej sytuacji finansowej, latem zdołano ściągnąć na Camp Nou gwiazdę. Gwiazdę gdzie indziej niechcianą, przygasłą, démodé – za to niedrogą. Taką na miarę aktualnych możliwości. Co jest złego w łapaniu okazji?

João Felix doszedł do takiego etapu, że gdyby nie wyszło z Barçą – zostałby mu tylko transfer do Arabii.
Sebastian Chabiniak, komentując mecz z Osasuną w Eleven Sports [03.09.2023]

Kto nie ryzykuje, ten nie pije bąbelków. A kto ryzykuje w sporcie? Ten, kto rusza do boju ze straconej pozycji. Kto musi gonić peleton. Kto obstawił złego konia. Albo czarną owcę. Kto, popełniwszy strategiczne błędy, wciąż trawi ich konsekwencje. Kto w trudnym procesie restrukturyzacji nie może liczyć na rurociąg gotówki szejków. Na przykład Barcelona.

Zarządzanie ryzykiem w sporcie

Postawienie na Feliksa jest w moim odczuciu kolejnym z licznych przykładów świadomego ryzyka, jakie na wielu płaszczyznach przynosi katalońskiemu klubowi zmiana Zarządu. Od tzw. dźwigni finansowych balansujących na granicy przepisów po zmianę trenera, rewizję stylu gry i gruntowną wymianę kadry.

Patrząc na swą kartę soci, mówię o tym bez żalu do osób kierujących klubem. Uważam, że nie mają innej drogi, aby osiągnąć cel. Tym jest jak najszybsze przywrócenie Barçy wyników na miarę historii klubu i ambicji fanów. Cel taki, co zawsze.

To jest Barca, tu nie ma lat przejściowych. Celem jest zdobywanie trofeów.
Xavi podczas konferencji prasowej przed meczem z Villarrealem [19.10.2022]

Odcinam się od opinii, że Laporta pływa dziś po trudnych wodach z wyboru czy chęci wykazania się. Do podejmowania ryzyk zmusza go zastana sytuacja. Jeśli wraz ze swymi ludźmi odnajduje się w tym z korzyścią dla klubu – mam dla niego uznanie zamiast posądzeń o złe intencje.

Projekt „Wracamy”

W pierwszej pełnej kampanii Xaviego Hernándeza Barça zdobyła mistrzostwo, dołożyła drugie trofeum i (znowu) przepadła w Europie. Czas na krok do przodu. Wyobraźmy sobie, że mimo trudnych okoliczności celem Katalończyków na rozgrywki 2023/24 jest zdobycie Ligi Mistrzów. To z wielu powodów mało prawdopodobne, ale zachęcam na potrzeby chwili.

Należałoby wtedy zrestrukturyzować pensje, dokapitalizować budżet, wyremontować stadion, zająć się długami, „przeorać” pion sportowy, spełnić taktyczne cele trenera, wymienić połowę składu i sprowadzić (lub wykreować) jakieś gwiazdy światowego formatu. Praktycznie rzecz biorąc… Zarząd Laporty wdrożył ten plan wiele miesięcy temu.

Kolektyw daje trofea, indywidualności – oglądalność

W tym względzie wielki sport łączy się z filmem. Za końcowy efekt odpowiada masa ludzi. Tylko nieliczni mieszczą się na afiszu. Choć sytuacja klubu z Katalonii była jeszcze trudniejsza przed rokiem, już wtedy zdołano ściągnąć absolutną gwiazdę w Robercie Lewandowskim. Wyniki osiągnięte od tego czasu pokazały, że działacze, sztab i piłkarze nadal mają do wykonania dużo pracy. Tymczasem oglądanie Barçy znów stało się ekscytujące. Radość ze zdobycia pierwszego trofeum „ery Xaviego” przebił styl zachwycający widzów – z tymi w bieli włącznie.

Dotkliwa weryfikacja w rozgrywkach europejskich i krytyka ligowego „jednozeryzmu” odbijała się głośną czkawką w komentarzach zawsze wymagającego barcelonismo długo po zakończeniu zeszłego sezonu. Na domiar złego Barça zaczęła rozgrywki 2023/24 z wybojami. Nic dziwnego, że powszechne w gronie sympatyków Barçy i obserwatorów LaLigi stało się przekonanie, że bez dalszych topowych transferów ekipa Xaviego nie zdoła wykonać wymaganego w tym sezonie postępu. To przekonanie, jakie z większością stanowczo podzielam.

Gdy sprowadzenie, jak określił to Jasnowidz Romano, „naprawdę wielkiego nazwiska” – w połowie sierpnia kolejny raz przełożono, w intencji chwilowego uspokojenia publiki informatorzy mediów otrzymali od Laporty polecenie wypuszczenia dętej plotki o nagłym przyspieszeniu transakcji Roque (mnie rozbawiła). Księgowi liczyli bilanse. Dyrekcja sportowa odliczała płynący czas. Zespół potrzebował nowego prawego obrońcy, nowego skrzydłowego, pomocnika, a pod znakiem zapytania stały rejestracje Iñigo Martíneza, Balde i innych. Perspektywa ogarnięcia tego przez „jednak-odchodzącego” Alemanyego z jego „jeszcze nieoficjalnym” następcą Deco tylko wzmagała obawy culés, czy klub zabezpieczy newralgiczne pozycje i spełni zapowiedzi na czas.

Zespół w kryzysie stawia na piłkarza na zakręcie

Felix z Cancelo mają w nowym klubie początek jak na zamówienie. Z perspektywy dnia dzisiejszego łatwo zapomnieć, jak trudno przyszło Barçy sprowadzenie „duetu Joaów”. Co jasne, ważniejszy dla klubu i trudniejszy do sprowadzenia był Portugalczyk z Madrytu. Barça ma skuteczną „9-kę”, jednak niskie zagrożenie w ataku ze strony innych piłkarzy stanowiło potężny problem drużyny w kampanii 2022/23. Zwłaszcza wtedy, gdy „Lewy” był bez formy lub świetnie kryty przez topowych rywali. Poza Polakiem nikt w zespole Xaviego nie zdobył więcej niż 10 goli na dystansie 53 meczów. Co do wydziału kreacji, zwracam Waszą uwagę, że więcej asyst od De Jonga (4), Fatiego (4) i Torresa (4) mieli w minionym sezonie obrońcy Balde, Alba i Koundé (po 6). Na poszczególnych etapach sezonu zasłużona krytyka spadła na każdego ze skrzydłowych: Raphinhę, Torresa, Dembélé, Fatiego. Niezależnie, kto z nich grał – Barçy często brakowało dryblingu i iskry w ataku.

João Felix spełnia kilka wymagań… w teorii. W toku rozpoczętej w lipcu transferowej sagi złośliwi nazywali go „gwiazdorem z promocji Biedronki” lub „gwiazdą z recyklingu”. Takie słowa najlepiej weryfikuje czas. Co uważam za ważniejsze, kataloński klub potrzebował gracza tego kalibru bardziej niż tlenu. Tlen nie zarabia pieniędzy, nie przyciąga fanów na stadion, nie strzela goli.

Kupiony w 2019 roku za 127 milionów euro skrzydłowy uchodził wtedy za czołowy talent Europy. Mało kto wypominał mu cenę, mówiono raczej o „dobrej inwestycji”. Kłopoty z formą i trudna relacja z Simeone sprawiły, że jego marka spadła. Wypożyczenie wiosną tego roku do pogrążonej w implozji Chelsea wynikało bardziej z desperackiej chęci wysłania go gdziekolwiek niż planu odzyskania gracza na przyszłość. Liczby skrzydłowego z Viseu za zeszły sezon siłą rzeczy są skromne: 3 gole w Anglii, 4 w LaLidze, zaledwie 53 minuty (!) średnio na mecz i w sumie 3 podania strzelcom. Dziewięć występów w Pucharze Europy dla Atlético i Chelsea skończył bez gola ani asysty.

Naro… Odrodzenie gwiazdy

Na memie wygląda, że Barça zastąpiła jednego cudaka z Francji innym, tym razem portugalskim. To tylko śmieszny obrazek, który dobrze się klika. Widzę zasadniczą różnicę między kupionym za fortunę i „kwitnącym” tu sześć lat Dembélé, a graczem przychodzącym na wypożyczenie za grosze. Jego niska pensja w Katalonii nie przekracza pół miliona euro netto. Finansowo Barça zrobiła świetny interes. Co z innymi względami?

Gdy na meczu z Betisem część widzów jeszcze oswajała się z myślą, że trafił do Barçy, on trafił już do siatki. Sama gra, poruszanie się bez piłki oraz współpraca z kolegami podobały mi się już podczas kwadransa z Osasuną. Po świetnym występie z Betisem – dał jeszcze skuteczniejszy z Antwerpią. „Szkoła Simeone” wpoiła mu zadziorność. W całej debacie o jego przydatności dla Barçy mało kto podnosi argument 4-letniego doświadczenia gracza w LaLidze. Trudno uznać mi to za wadę.

Z wysokości trybun główny orędownik transferu musiał zacierać ręce. Oprócz wsparcia Barçy w ataku, zdobywania goli i tak potrzebnego Xaviemu pressingu na atakowanej połowie, widzę inny aspekt decydujący o sprowadzeniu Feliksa. W sezonie przymusowych przenosin na Montjuïc, klub nie ściągnie fanów na stadion samymi Pedrim, „Lewym” i grupą nastolatków. Z tego samego powodu Zarząd rozważał w sierpniu nawet Neymara! Felix ma być dodatkowym powodem przychodzenia ludzi na mecze. Efekty jego gry, póki co, zbierają oklaski i przebijają oczekiwania.

A jeśli się nie uda?

W trzech występach tego sezonu Felix ma 3 gole i 1 asystę. Według matematyki notuje udział przy golu co 35,5 minuty. Obok Ferrana jest czołową postacią rozkręcającego się ataku Blaugrany. Wątpię, aby Portugalczyk utrzymał takie liczby cały sezon, natomiast bardziej od statystyk cieszy mnie swoboda jego gry. Felix i Barça wyglądają obiecująco.

Bez względu na miły początek, portugalski skrzydłowy pozostaje dla Katalończyków pomysłem ryzykownym. Piłkarzom na wypożyczeniu zawsze towarzyszy aura tymczasowości. Takim bazującym na szybkości, dryblingu i dynamicznych zmianach kierunku biegu w tym stopniu, co Portugalczyk, długi okres bez regularnej gry – podnosi prawdopodobieństwo urazu mięśniowego. W którymś momencie sezonu Raphinha i Torres będą występować więcej. Czy Felix utrzyma wtedy formę?

Jeśli ten związek się nie uda, Barcelona będzie mieć problem z głowy, bo Portugalczyk wróci do Madrytu. Jak się sprawdzi – zobaczymy. Powitam taki dylemat z radością. Daleko mi do obaw w typie Javiego Miguela z „AS-a”. „Odpalenie” Portugalczyka w Barçy wzmocni przecież jej wyniki, więc także finanse. Jeśli Laporta, Xavi i Deco zdecydują się na transfer po sezonie, znany nam już upór gracza w wyborze kolejnego punktu kariery może wpłynąć na cenę tylko z korzyścią dla Blaugrany.

Dzisiaj Barçy wynika ze wczoraj

Latem z Clementa Lengleta rezygnowali kolejni chętni, bo jego pensja jest oderwana od realiów rynku. Jaki prezes zgodził się podpisać ten kontrakt? U podstaw „dzisiaj” FC Barcelony nadal leży jej „wczoraj”.

Było ono wyjątkowo paskudne z powodu niekompetencji Bartomeu, ale moim zdaniem również z powodu tego, że zbyt wiele osób w Can Barça uwierzyło w swą nieomylność. Mam na myśli w równym stopniu piłkarzy, działaczy, trenerów. Lokalne media na półkę odłożyły krytykę w zarodku za cenę doraźnych profitów. Stagnacja i przekonanie o własnej wspaniałości są bezwzględnymi mordercami sukcesu. Ten koktajl czynników doprowadził klub i drużynę do strategicznych błędów na płaszczyznach finansowej, kadrowej i sportowej. Efekty to blamaże w Rzymie, Liverpoolu i 2:8.

Felix symbolem Barçy mądrzejszej po błędach

FC Barcelona tak dawno nie piła szampana z uszatego pucharu Ligi Mistrzow, że na FCBarca.com nagrywamy quizy, które Wam o tym przypominają. Daleki jestem od tezy, że ekipę Xaviego stać na rywalizację z najlepszymi na kontynencie już w tym sezonie. Natomiast kataloński klub, odkąd zaczęła się druga kadencja Laporty – próbuje wrócić do (nie)dawnej chwały wszelkimi możliwymi sposobami. Sprowadzenie do klubu João Felixa, jednego z niewielu graczy na rynku robiących różnicę jednym zagraniem, jest dla mnie silnym wyrazem tych starań. Ja to doceniam. Tym bardziej, że deklaracja zawodnika z połowy lipca umieściła go w wąskiej orbicie aktualnych możliwości finansowych Barcelony za obcą gladiatorom klawiatury cenę publicznego linczu „irl”. Dla mnie oznacza to czyjąś gotowość do poświęcenia, zespołowości, pracy. Ten klub bardzo potrzebuje tych cech w szatni.

Prowadzi mnie to do myśli, że determinacja w sporcie rzadko jest czymś złym. Gambit klubu z Felixem może się udać. Kilka takich występów więcej i z „gwiazdy” na miarę możliwości stanie się taką na miarę potrzeb. W całej sytuacji ważniejsze dla ekonomicznej i sportowej przyszłości Barcelony wydaje mi się, że tym razem zdołano sprowadzić gracza z bożą iskrą za drobne w formie wypożyczenia zamiast „wysypania” na transfer co najmniej 100 milionów euro. Pozwala mi to stwierdzić, że na kadrowych błędach minionych lat kataloński klub czegoś się nauczył. Lepiej późno niż później.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (19)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze