Dalej w sprzedaży jest kalendarz kibica na 2024 rok (dostępny tutaj). Zaznaczyliśmy w nim między innymi 25 dat istotnych dla historii FC Barcelony. Kolejne z wybranych wydarzeń, które miało miejsce równe siedem lat temu, na pewno zapadło w pamięć wszystkim kibicom Blaugrany. Mowa o epickiej remontadzie w rywalizacji z PSG w 1/8 finału Ligi Mistrzów 2016/2017.
Barcelona w pierwszym spotkaniu na Parc des Princes zebrała niemiłosierne lanie, przegrywając aż 0:4. Mimo tak sromotnej klęski w katalońskim klubie nie było poczucia rezygnacji i obniżenia pewności siebie. Barça podeszła do rewanżu z zamiarem odrobienia strat i pokazała to już od pierwszego gwizdka, rzucając się na rywali. Sygnał do ataku dał Luis Suárez, który w 3. minucie wyprowadził Blaugranę na prowadzenie po bramce zdobytej głową. To trafienie jeszcze bardziej spotęgowało na Camp Nou nastawienie na remontadę.
Na następne gole trzeba było jednak trochę poczekać. W 40. minucie piłkę do własnej siatki skierował Layvin Kurzawa po niesłychanym popisie nieustępliwości, zręczności i techniki Andrésa Iniesty. Czasem szczęściu trzeba pomóc i to właśnie zrobił legendarny pomocnik. Tuż po przerwie wynik podwyższył Leo Messi, skutecznie wykonując rzut karny po faulu na Neymarze.
Gdy wydawało się, że odrobienie strat jest tak blisko, PSG zadało cios. Edinson Cavani mocnym strzałem zmniejszył prowadzenie Barcelony, co miało szczególne znaczenie, ponieważ wtedy gole strzelone na wyjeździe były jeszcze cenniejsze. Barça musiała zdobyć nie dwie, ale trzy bramki, aby pozostać w Lidze Mistrzów. Na pół godziny przed końcem wydawało się to niewykonalne, a poczucie rezygnacji ubezwładniało kibiców Blaugrany.
Koniec? To dopiero początek...
A jednak Barcelona po raz drugi tego samego wieczoru pokazała niesamowity charakter i hart ducha. W 88. minucie Neymar trafił do siatki po znakomitym uderzeniu z rzutu wolnego. U niektórych zaświeciła się mała lampka nadziei, ale większość nadal mogła pozostawać sceptyczna. Zadanie strzelenia dwóch goli w doliczonym czasie gry było traktowane w kategoriach cudu. Jednak cuda się zdarzają.
Najpierw sędzia odgwizdał rzut karny po ataku na Luisie Suárezie, który do dziś budzi kontrowersje. Jedenastkę na bramkę zamienił Neymar. Wtedy już wszyscy oglądali ten mecz na stojąco, nawet przed telewizorami. Końcówka była całkowicie szalona. Marc-André ter Stegen musiał się wracać z pola karnego rywali na 40 metr od ich bramki, aby odzyskać piłkę. Chwilę potem był faulowany przy próbie rozegrania futbolówki. Barcelonie nie udało się dobrze dośrodkować ze stałego fragmentu gry, ale potem z akcji Neymar posłał znakomite podanie w pole karne do wbiegającego Sergiego Roberto, który dopełnił remontady.
Camp Nou pogrążyło się w całkowitej euforii. Na ten jeden moment wszyscy kibice Barcelony stracili nad sobą kontrolę i poczuli najlepsze możliwe odczucie w futbolu. Mecz z PSG przeszedł do annałów jako jedna z najlepszych remontad w historii Ligi Mistrzów i jeden z najbardziej działających na emocje pojedynków w historii Barcelony. O takich starciach opowiada się wnukom. Do dziś pozostaje ono wzorem determinacji, żeby nigdy się nie poddawać.
Komentarze (10)