Robert Lewandowski nie strzelił gola we wczorajszym starciu z PSG, ale nawet bez tego zanotował bardzo udany występ. Nikt nie wygrał więcej pojedynków od niego, a napastnik wyróżnił się też znakomitą skutecznością podań. Polak potwierdził zwyżkę formy w końcowej fazie sezonu.
Lewy nie zatrzymuje się po świetnym występie w spotkaniu z Atlético (gol i dwie asysty) i dwóch bramkach w dwumeczu z Napoli. Tym razem 35-latek nie zdołał wpakować piłki do siatki, ale to nie znaczy, że nie miał wpływu na końcowy wynik. Przede wszystkim Lewandowski świetnie zachował się przy pierwszym golu Raphinhi. Polak przeprowadził piłkę kilkanaście metrów, mijając paru rywali, i dograł do Lamine Yamala. Skrzydłowy chciał zwrócić futbolówkę Lewemu, ale napastnika ubiegł Gianluigi Donnarumma. Piłka odbita przez bramkarza trafiła jednak do Raphinhi, który otworzył wynik.
To jednak Lewandowski jako pierwszy był blisko strzelenia gola, ale po jego uderzeniu głową Nuno Mendes wybił piłkę z linii bramkowej. Oprócz tego Lewy miał tylko jedną próbę, jednak wydaje się, że to głównie wina jego partnerów, którzy w kilku sytuacjach nie zdołali (lub nie próbowali – jak João Felix) dostarczyć mu futbolówki. Lewandowski nadspodziewanie dobrze radził sobie w grze piłką, gdy cofał się do rozegrania akcji. PSG nie potrafiło poradzić sobie w takim wariancie. Statystyki Polaka są w tym zakresie wręcz rewelacyjne – 91% skuteczności podań to dorobek godny wytrawnego rozgrywającego, a 29 celnych zagrań to wynik dwa razy wyższy od średniej napastnika z tego sezonu Ligi Mistrzów (13,8).
Wystarczyłoby zakończyć na tym, żeby stwierdzić, że to był dobry mecz Lewandowskiego. A jednak to nie było wszystko. Lewy do jednego kluczowego podania dorzucił aż 10 wygranych pojedynków na 18 stoczonych. To zdecydowanie najlepszy wynik z grona wszystkich piłkarzy będących na boisku. Rywale aż trzykrotnie nie potrafili sobie poradzić z Robertem inaczej niż poprzez faul. Warto dodać, że Polak pracował też w obronie, zaliczając trzy odbiory.
Lewandowski nie ukrywał zadowolenia ze swojej poprawy, choć liczy na więcej: „Mam nadzieję, że ta forma pójdzie jeszcze do góry. Na pewno jednak cieszę się z tego, jak gram i jak wyglądam, bo to też sprawia mi radość. Wiadomo, że gdzieś szukanie tego ostatniego podania, wykończenia, fajnie by było, gdyby było tego więcej, bo wiadomo, że napastnik inaczej się czuje, jak ma sytuację, odda strzał, wtedy jeszcze więcej może dać. Ale tak jak mówię, cierpliwość popłaca i mam nadzieję, że w tym drugim meczu też postawimy kropkę nad i”.
Komentarze (37)