Były kandydat na prezydenta FC Barcelony w wyborach w 2021 roku Victor Font zwołał na dziś konferencję prasową, podczas której wyraził wielkie zmartwienie sytuacją klubu. 51-latek odniósł się do odpowiedzi Joana Laporty na jego list, w której prezydent klubu zamiast uspokoić, jeszcze bardziej rozczarował Fonta.
Victor Font: Ten rok był inny, ponieważ w ciągu ostatnich dwóch do trzech miesięcy próbowaliśmy skierować niezadowolenie w Barcelonie. Chciałem wyciągnąć pomocną dłoń. Te obawy nie są moimi osobistymi obawami, ale częścią zespołu, który prowadzę. Nie są one związane z tym, że piłka nie wpada do bramki. W tym roku byłem na kilku meczach wyjazdowych. Było tam spektakularnie. Ludzie mnie zatrzymywali, moja żona towarzyszyła mi w Bilbao i nie rozumiałem tego. Ludzie prosili mnie o uratowanie Barçy.
- 11 czerwca prezydent Laporta odpowiedział na list, który do niego wysłałem. Dziękuję mu za to. Trzy strony listu. List pozostawia mnie bardziej zmartwionym, niż byłem. Są trzy rzeczy, co do których w pełni się z nim zgadzam: po pierwsze, bardzo zależy nam na dobrych wynikach Barçy, zgadzamy się co do tego. Po drugie, jesteśmy bardzo szczęśliwi, że La Masia jest niewyczerpanym źródłem talentów i że nie zawodzi. Chociaż mam wątpliwości, czy takie jest zdanie klubu, kiedy kupowaliśmy Roque za 60 mln, a teraz sprzedajemy Guiu za 6. A w trzeciej, że życzymy Hansiemu Flickowi wszystkiego najlepszego.
- Poza tym list Laporty jest rozczarowujący. Jest niezdolny do przyznania, że istnieje problem, nie stawia prawdziwej diagnozy sytuacji klubu. Nie da się poprawić sytuacji, jeśli nie zidentyfikuje się problemów. Dla mnie ten list jest rozczarowujący. Ten Laporta, zamiast rozwiązaniem, jest problemem. To, co chciałbym zrobić, to powiązać uzasadnienie sytuacji i dlaczego mówimy, że jesteśmy w pełni zaniepokojeni.
- Komunikaty o tym, że wróciliśmy, odzyskaliśmy siły.... Mniej triumfalistyczne przesłanie niż w ostatnich latach, ale jest powtarzalne. Mówi się nam, że radzimy sobie dobrze, że będziemy w stanie podpisywać kontrakty. Ratowanie klubu nie polega na równoważeniu przychodów. Albo mamy miliard długu, albo generujemy zyski, albo nie ratujemy klubu. W tym sezonie nie zbilansowaliśmy też zwykłego biznesu, choć wmawia się nam, że to zrobiliśmy. Zwykłe przychody klubu minus wydatki nadal wykazują deficyt. Zbilansujemy go, sprzedając zawodników. Będą też kwestie księgowe i wszystko to pozwoli zarządowi wyjść i powiedzieć, że uratowali klub.
- Karta kredytowa jest wyczerpana, nie możemy zwiększać zadłużenia. Dlatego sprzedajemy aktywa, czy to zawodników, czy firmy. Sprzedaż 49% Barça Studios nie jest złą wiadomością. Jeśli zrobisz to dobrze. Sprzedaliśmy go dwa lata temu, a dziś nie mamy pieniędzy i nie mamy biznesu. Uciekamy przed siebie. Zostały dwa dni do zakończenia sezonu, a zarząd sportowy nie wie nawet, w jakim kontekście powinien działać na rynku transferowym. Teraz powiedzą nam, że przekonali jakiegoś dostawcę do wejścia do Barça Studios.
- W liście Laporta mówi mi, że jest bardzo szczęśliwy, ponieważ rozliczyli się w ramach zwykłej działalności i że wszystko to odbywa się równolegle z Espai Barça. Tak jakby odbywało się to dzięki zarządowi. Powiedziałbym, że odbywa się to pomimo zarządu. Niedawno odbyła się debata architektów, która sprawiła, że słuchacze jeszcze bardziej martwili się o Espai Barça. Dopiero się okaże, czy uda nam się ruszyć w listopadzie...
- Odeszło około 30 osób, w tym dyrektorzy i menedżerowie, wszystko idzie dobrze! Nie było żadnych nieprawidłowości w kwestii gwarancji! Wszystkie obszary odpowiedzialności w klubie są w rękach przyjaciół i krewnych prezydenta. Szwagier prezydenta, który nie ma oficjalnego stanowiska, jest jednym z najbardziej odpowiedzialnych. To są fakty, rzeczywistość.
- Wszystko to nas martwi. Każdy projekt zależy od talentu ludzi. Jest to klucz do podejmowania wyzwań. Fakt, że jest ponad 30 osób, które odeszły i nie zostały zastąpione, jest niepokojący. Spotykam się z ludźmi z City, Chelsea, Madrytu. Robią rzeczy, których my nie robimy. Ludzie z klubu dzwonili do mnie, by powiedzieć nam, że są zaniepokojeni. Dziś w klubie nie ma nikogo odpowiedzialnego za technologię. Nikogo. Jeden z najważniejszych obecnie obszarów. Ale tak, będziemy mogli kupować, wrócimy do zasady 1:1, wszystko będzie dobrze...
- Kiedy osoby z działu complliance klubu są przyjaciółmi prezydenta, wszystko może się udać z gwarancjami. To musi być ktoś niezależny. Istnieje kodeks etyczny opracowany przez ten zarząd, którego oni sami nie przestrzegają. To oczywiste. To zadziwiające, że można to zamieść pod dywan. Grajcie dalej. Brak talentu i profesjonalizmu prowadzi do załamania w zarządzaniu klubem. Zarząd waha się z Koemanem, z Messim, z Xavim... Kończy się to niedocenianiem trzech super legend klubu. Culés mają bardzo długą historię, z wieloma legendami. Ta trójka jest częścią tej historii. Jak powiedział prezydent, nikt nie jest ponad herbem, ale żaden prezydent też nie jest.
- Nie akceptują naszej diagnozy, że wierzymy, iż klub mógłby zrobić znacznie więcej dla instytucji, dla socio. Laporta wspomina mi, że dwa lata temu na Camp Nou było mnóstwo ludzi. Mówię mu, że martwi mnie to, że zarząd nie był w stanie sprowadzić ludzi na Montjuïc. Średnio byliśmy poniżej 40 tysięcy, dla mnie to problem. Jesteśmy zaniepokojeni wieloma przykładami lekceważenia socios. Na Montjuïc najlepsze bilety są dla turystów. Czy nie powinniśmy być traktowani za to, kim jesteśmy? Kiedy podróżujemy, nie ma obsługi. Zgromadzenia odbywają się nawet dzisiaj, tak jak w latach 80-tych... teraz robimy je telematycznie, wyobrażam sobie, że po to, aby nie było buntów...
- Spektakularne jest to, że klub żyje, ma ogromny potencjał. Wyobraźmy sobie, że wszystko idzie nam choćby minimalnie dobrze... niedawno rozmawiałem o tym z LaLigą. Barça ma odporność, siłę... praktycznie nikt inny tego nie ma. Mamy brutalny talent w La Masii, wyjątkową historię, dlaczego tego nie wykorzystamy? Możemy pokonać Real Madryt Florentino. Dlatego chcemy przewodzić zmianom, musimy zmodernizować tę instytucję raz na zawsze. W 2021 roku wyjaśniliśmy, że jesteśmy spóźnieni, wyobraź sobie teraz. Okazja jest wyjątkowa. W 2024 roku nie wystarczy kochać klub, trzeba też nim zarządzać i robić to dobrze. Potrzebujemy przejrzystości, projektu, a nie improwizacji, chcemy klubu, który szanuje swoje legendy i ich nie lekceważy. Chcemy, aby wszyscy profesjonaliści, którzy odchodzą, pozostawali w klubie.
- Chciałbym móc wypowiadać się w klubowych mediach, nie wiem, dlaczego tylko prezydent może się wypowiadać. Dlatego to wystąpienie różni się od poprzednich, ponieważ krytyczna sytuacja wzrosła. Nie możemy czekać do 2026 roku, aby zmiany były możliwe. Dzięki Bogu widzieliśmy, że klub żyje, że są członkowie, którzy się mobilizują, którzy mówią, że tak nie może być. Nadszedł czas, aby zjednoczyć nasze talenty, domagać się, aby klub robił rzeczy właściwie. Ten Laporta jest bardziej problemem niż rozwiązaniem. Dlatego chcemy wezwać kluby kibica chcące pomóc w zmianach do połączenia sił. Aby mieć już alternatywę. Niech socios się przyłączą, będziemy mogli działać jednym głosem. Nie chcemy czekać do czerwca 2025 roku, aby zorganizować kolejną konferencję prasową, ale być na bieżąco z tym, co musi się wydarzyć od dziś w zarządzie.
- Wotum nieufności? Nie rozważam wniosku o wotum nieufności. Istnieje ruch na rzecz zmian, który musi rosnąć coraz bardziej. Zmiany nastąpią, ale nie wiemy kiedy. Musimy bardziej niż kiedykolwiek skupić się i kontrolować działania zarządu. Im większa jedność, tym lepiej. Bądźmy przygotowani na każdy scenariusz, niczego nie możemy wykluczyć. Nie przestałem pracować od czasu wyborów. Dziś są nas setki. Apel jest taki, że im jest nas więcej, tym bardziej prawdopodobne jest, że w razie potrzeby odniesiemy sukces. Jeśli chodzi o ruch, stabilność jest dla mnie bardzo ważna. Jest zarząd, który demokratycznie wygrywa wybory i trzeba go wspierać, pomagać mu. Niedopuszczalne jest przekonanie, że daje ci to władzę robienia wszystkiego, co chcesz, a ci z nas, którzy się z tym nie zgadzają, są postrzegani jako wrogowie. Wniosek powinien być ostatnim instrumentem... Użyjesz go, gdy zostaną przekroczone czerwone linie: przestępstwo, coś, co poważnie zagraża instytucji.
- Ważne jest, aby wyrazić się jasno. Nie widzę ryzyka upadku instytucji w krótkim okresie. Gdybym to widział, interweniowałbym. Nie wierzę w ten dyskurs. W tym roku po raz pierwszy wydatki zostaną zmniejszone. Podjęto tutaj pewien wysiłek. Głównie z powodu Mateu Alemanyego, którego nie ma już w klubie. Przegapiliśmy wiele okazji. Potrzebna jest średnio- i długoterminowa wizja. Każdego dnia tracimy bardzo duże okazje. Jest dużo niestabilności.
- Musimy stworzyć warunki, aby wszystkie talenty culés mogły się spotkać. Myślę, że to oczywiste, że Xavi może odegrać ważną rolę w klubie. Podobnie jak Puyol, Pep Guardiola... Musimy profesjonalizować klub, aby talenty chciały w nim pracować, a nie odchodzić. To nasza odpowiedzialność i odpowiedzialność rządzących.
- Odejście Xaviego było nonsensem. Byliśmy pośmiewiskiem piłkarskiego świata. Myślę, że to otworzyło wielu ludziom oczy na fakt, że Laporta jest bardziej problemem niż rozwiązaniem. Skandalem było wyjście jednego dnia na kolację z sushi, obściskiwanie się, a dwa tygodnie później to już nie ma sensu. Xavi dowiadujący się wszystkiego z prasy, wielki nonsens. To sprawia, że klub staje się mały. On zasługuje na szacunek i to mnie smuci. Kolejny znak, że tak dalej być nie może. Xavi był ważną częścią projektu i nigdy nie dowiemy się, jak by to działało z inną strukturą. Zapewnilibyśmy mu stabilność i maksymalne wsparcie. Nie natychmiastowość.
- Gdyby Dembélé nie zdecydował się odejść, Lamine Yamal nawet by się nie pojawił. Teraz chcemy sprzedać Vitora Roque po zapłaceniu za niego 60 milionów i rozegraniu dwóch meczów.
Komentarze (63)