Przedsiębiorca z wybrzeża Costa Brava, którego firma Movetia wprowadziła na rynek Bizum (hiszpański odpowiednik Blika) Jordi Termes przygotowuje się do jednego z największych celów swojego życia: bycia prezydentem Barcelony. Sport opublikował dziś z nim wywiad, a poniżej przedstawiamy jego najciekawsze wypowiedzi.
Ivan San Antonio (Sport): Nie idzie Panu tak źle. Stworzył pan Bizum i płatności mobilne...
Jordi Termes: Cóż, myślę, że stworzyłem firmę, która jest ekspertem w usługach cyfrowych i zrobiłem to od zera.
Rywalizowanie w tym świecie pewnie nie jest łatwe z tak małymi zasobami.
Rywalizowałem z wielkimi firmami międzynarodowymi z tego sektora, płacąc niższe pensje, co znaczy, że na początku musiałem szukać osób z talentem, żeby potem mogły one rozwijać się wraz z rozwojem firmy. I pewnego dnia otrzymałem list od Financial Times, który wybrał moją firmę, jako jedną z tysiąca najlepiej rozwijających się w Europie. Byliśmy na tej liście trzy lata z rzędu.
Skąd u Pana pasja do Barçy?
Przypuszczam, że było to nieuniknione: z domu, od rodziców, od dziadków. Kiedy miałem pięć, sześć, siedem lat, to usypiałem, słuchając krzyków, kiedy Barcelona strzelała gola.
Dlaczego chce Pan zostać prezydentem Barçy?
Odpowiem bezpośrednio: są ludzie, którzy tworzą firmy, żeby zarabiać pieniądze. Ja nigdy tego nie robiłem. A kiedy robiłem to na swój sposób, pieniądze przychodziły jako konsekwencja, a nie jako cel. Nie jestem tutaj, bo chcę coś zabrać z Barçy. Jestem tutaj, bo jestem przygotowany. Anulowałem wakacje i zaczynam spać mniej godzin, ale jestem bardzo zadowolony, że mogę tutaj być.
Co może Pan wnieść do klubu?
Żyjemy w świecie, w którym każdy ze sobą rywalizuje, więc trzeba robić wszystko niesamowicie profesjonalnie i zatrudniająć profesjonalistów. [...] Przedstawię się podczas kampanii wyborczej i stworzę wygrywający projekt. Mogą stać się dwie rzeczy: wygrana lub jej brak. Jeśli nie wygram, to będzie musiał być przede mną ktoś, kto zrobi to wszystko lepiej. Jestem socio Barçy i jeśli ktoś to zrobi, to mu pogratuluję.
Jak widzi Pan aktualną sytuację, z którą zmaga się klub: ekonomiczną, społeczną, instytucjonalną i sportową?
Dużo razy widzieliśmy się z Laportą w S'Agaró, gdzie przyjeżdża na wakacje. Zawsze się ze mną witał i traktował z szacunkiem, takim samym, jakim ja mam do niego. Ale widzę rzeczy, które mi się nie podobają.
Jakie rzeczy?
Że Barcelona zwiększyła swój dług i zmniejszyła swój majątek. Przez to ekonomicznie klub jest w gorszym położeniu, niż jak przychodził. Nie mamy stadionu... Przy okazji, w Katalonii są firmy, które mogłyby pracować przy Camp Nou i nie trzeba było iść do Turcji. Nie mamy dobrych profesjonalistów. Ci dobrzy uciekają z Barçy, a chciałbym, żeby ustawiali się w kolejce, by tu pracować.
I dlaczego uciekają?
To byłoby dobre pytanie do Laporty.
Jak rozpocząć pasmo sukcesów z wygranymi na boisku i w biurach?
To bardzo złożone zarządzać taką jednostką, jak Barça, bo trzeba robić wszystko to, co się mówi, a czasem nie jest to takie proste. Na koniec nie jesteś w stanie zagwarantować wygranej. Jeśli docierasz do półfinału Ligi Mistrzów i przegrywasz, to spokojnie, nic się nie dzieje i w następnym sezonie użyjesz pieniędzy, które zarobiłeś, by się wzmocnić.
Czy widzi Pan Laportę, wygrywającego wybory na kolejną kadencję?
Będzie próbował się utrzymać tak długo, jak będzie mógł. Powiedziałbym mu, że jest wiele rzeczy, które robi, które mi się nie podobają, ale widzę wyraźnie, że to osoba, która kocha Barçę. Dlatego powiedziałbym mu, żeby zostawił klub dla następnych generacji, bo przychodzimy przygotowani, co pokazaliśmy w przedsiębiorstwach. Wtedy może mógłby wrócić Guardiola. To ważne, żeby wracać do miejsc, gdzie ludzie dalej cię kochają. Odejdź Laporta, podziękujemy ci, ale zostaw to dla nowych generacji.
Czy uważa Pan, że to dobry moment na mocne zainwestowanie we wzmocnienia takie jak Nico Williams i Dani Olmo?
Cóż, gdybym ja był prezydentem Barçy, to zarobilibyśmy w tym roku pieniądze i tymi pieniędzmi zapłacilibyśmy za transfery Nico Williamsa i Daniego Olmo.
Jak by Pan je zarobił?
Cóż, to bardzo proste. Masz przed sobą klub, który obraca 800 milionami euro i na początku musisz zwiększyć przychody w wielu środowiskach. Po drugie, musisz wydawać mniej pieniędzy, niż teraz wydajesz. Barça ma 500 osób pracujących w klubie i nawet sam klub nie zdaje sobie sprawy z tego, czy potrzebuje ich więcej, czy mniej oraz ile na to wydaje. Trzeba mieć osoby, które mają wiedzę do robienia tego, co robią. To znaczy, że trzeba wydawać mniej pieniędzy, zwiększać przychody i dzięki tym pieniądzom tworzyć nadzieję ściągając wielkich piłkarzy. Myślę, że tak, trzeba ich podpisać.
Widzi Pan Guardiolę wracającego do Barçy?
To osoba, która robi wszystko w bardzo spójny sposób. Wie perfekcyjnie, że to Laporta dał mu szansę na zaistnienie w wielkim świecie, dlatego nigdy nie zrobi nic przeciwko niemu. Ludzie mówią, że powinien wrócić do klubu, ale uważam, że nigdy tego nie zrobi. Wie, co się z tym wiąże.
Gdzie widzi się Pan w przeciągu dwóch lat?
Najkrótszy dystans między dwoma punktami, to linia prosta. Myślę, że będę następnym prezydentem FC Barcelony.
Komentarze (13)