Kolejna kontuzja Ansu Fatiego stanowi duży cios dla aspiracji napastnika, który liczył na wywalczenie sobie miejsca w kadrze Barcelony podczas presezonu. Szanse 21-latka zostały znacznie zredukowane, a kataloński klub będzie miał zagwozdkę, co teraz zrobić z wychowankiem.
Do tej pory mieliśmy do czynienia z różnymi doniesieniami dotyczącymi Ansu Fatiego. Jedni twierdzili, że Barcelona totalnie na niego nie liczy, a drudzi zakładali, że dostanie szansę przynajmniej na pokazanie swojej wartości podczas presezonu. Pojawiały się też informacje, że Fati zrobił na Hansim Flicku całkiem dobre wrażenie. Przy braku kilku napastników wychowanek rzeczywiście miał spore szanse na duże minuty podczas meczów towarzyskich w USA. Okres przygotowawczy mógł być dla niego okazją na zakotwiczenie w zespole na kolejne rozgrywki. W głosowaniu czytelników FCBarca.com tylko Mikayil Faye (16,76% głosów) i Vitor Roque (17,72%) cieszyli się większą popularnością od Fatiego (14,97%) w kontekście wyboru największej niespodzianki presezonu.
Niestety kontuzja znacznie zmniejsza szanse napastnika na osiągnięcie celów. Nawet jeśli Fati będzie pauzował tylko trzy tygodnie, czyli najkrótszy prognozowany czas rehabilitacji, to i tak w zasadzie straci całą resztę przygotowań. A nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że dla 21-latka to tym bardziej istotny okres ze względu na historię kontuzji. Fati mógł wreszcie sensownie przygotować się do sezonu, złapać trochę rytmu i pewności siebie, odbudować się fizycznie bez presji. Teraz znów został wybity z tego rytmu i będzie próbował go nabierać, gdy drużyna rozpocznie już sezon, a jego konkurenci w walce o miejsce w składzie powinni być już wypoczęci i w pełni gotowi na wyzwania. O ile nie dozna kolejnej kontuzji…
Sprzedać, ale dokąd?
Pytanie brzmi, co Barcelona może teraz zrobić z Fatim. Najprostszym i populistycznym rozwiązaniem byłoby „sprzedać, zapomnieć”. Warto jednak zadać sobie pytanie „komu?” i „za ile?”. Osobiście nie wierzę, że ktokolwiek zaoferuje za Fatiego jakiekolwiek sensowne pieniądze, nie po tylu kontuzjach i wątpliwościach związanych z jego aktualnym poziomem i przyszłością. 21-latek ma obecnie najniższą wartość rynkową od pojawienia się w Blaugranie, a na tym etapie zainwestowanie w niego wiązałoby się z ogromnym ryzykiem. Nie ma zresztą obecnie żadnych realnie brzmiących doniesień, które łączyłyby Fatiego z transferem do innego europejskiego klubu. A piłkarz raczej nie zdecyduje się na przejście do Arabii Saudyjskiej.
Brak miejsca w Barcelonie
Pozostanie w Barcelonie też nie wydaje się sensownym ruchem. Fati będzie startował z dużo gorszej pozycji niż jego koledzy. Jeżeli do Barcelony trafi Nico Williams, wychowanek praktycznie nie będzie miał szans gry na skrzydłach, gdzie będą też Lamine Yamal i Raphinha. Jedynym wariantem byłoby zostanie dublerem Roberta Lewandowskiego. A trudno oczekiwać, żeby akurat Hansi Flick miał drastycznie ograniczyć minuty swojego podopiecznego z Bayernu. Nie można zapominać, że potencjalnymi konkurentami Fatiego byliby też Ferran Torres i Vitor Roque. Nawet jeśli Brazylijczyk odejdzie, to 24-latek byłby znacznie bliżej do zastępowania Lewego. Dlatego ten presezon był tak kluczowy, bo 21-latek mógł zdążyć zaskarbić sobie sympatię Flicka przed powrotem innych napastników.
Kiedy więc Fati miałby się odbudować w takich okolicznościach? Kiedy miałby stopniowo łapać rytm, poprawiać swoje przygotowanie fizyczne i techniczne w warunkach meczowych? Można raczej przewidywać, że zrobiłby kolejny krok w tył, otrzymując śladowe minuty przez kolejne miesiące. Dla Fatiego w jego obecnej sytuacji nie ma nic gorszego (poza urazami) niż brak regularnej gry. Zwłaszcza że ta stagnacja trwa już bardzo długo.
Kolejne wypożyczenie?
Wygląda na to, że Barcelonie pozostanie więc wypożyczyć Fatiego, aby spróbować odbudować jego wartość na jakikolwiek sensowny poziom. W takim wariancie klub byłby stratny, bo musiałby opłacać zdecydowanie większą część pensji zawodnika. Podobnie jak w przypadku sprzedaży – nikt raczej nie przejmie odpowiedzialności za pełne wynagrodzenie Fatiego. Dlatego nie jest to rozwiązanie idealne, ale byłaby przynajmniej jakaś minimalna szansa odbudowania zawodnika. Na obecnym etapie raczej nie da się wyjść z tego bez jakichś strat.
Barcelona prawdopodobnie będzie czekała do samego końca okienka transferowego na podjęcie decyzji w sprawie Fatiego. Przy okazji zapewne nie omieszka wypuścić parę informacji do mediów, że „da szansę” piłkarzowi, ale tylko po to, żeby podbić jego wartość. Takie manewry mogą się jednak nie udać, podobnie jak w przypadku wielu innych graczy, których wycena sportowa spadła na łeb, na szyję. Dlatego dobrze by było jak najszybciej rozwiązać sprawę, żeby Fati mógł aklimatyzować się w nowym otoczeniu i walczyć o przychylność nowego trenera. Zwłoka może mu tylko utrudnić zadanie, a przecież pod względem mentalnym już ostatnie lata były dla niego koszmarem.
Sevilla naprawdę wybrzmiewa tu jak ostatnia deska ratunku dla zawodnika. Ansu był już w tym klubie w dzieciństwie, a potencjalni konkurenci w walce o miejsce w składzie ekipy z Pizjuán na pewno są gorszego sortu niż ci w Barcelonie. A przecież trenerem jest García Pimienta, który dobrze go zna. Oczywiście gwarancji powodzenia nie ma, zwłaszcza jeśli Fati nadal będzie miał problemy zdrowotne. Wypożyczenie do Brighton też zapowiadało się świetnie, ale poważny uraz wszystko zniweczył.
Mimo wszystko oddanie gdzieś Fatiego na rok wydaje się najbardziej racjonalnym i wykonalnym rozwiązaniem. Najlepiej do Hiszpanii. Nawet gra w zespole z dolnej strefy tabeli nie może być dla 21-latka ujmą. Fati musi schować honor i ambicje do kieszeni i zgodzić się przejść tam, gdzie będzie mógł regularnie występować, nawet gdyby to miał być klub walczący o utrzymanie. Jego cała kariera już stoi pod znakiem zapytania i piłkarz musi się ratować.
Co ciekawe, jeszcze w czerwcu większość uczestników ankiety dotyczącej zatrzymania Fatiego uważała, że powinien on zostać w Barcelonie. Jak będzie tym razem?
Komentarze (68)