Tydzień kazali nam na siebie czekać podopieczni Hansiego Flicka. Na szczęście mimo przerwy nie zeszli ze zwycięskiej ścieżki, pokonując 3:1 Espanyol. Jakie wnioski możemy wyciągnąć z wczorajszego meczu?
1. Gdy drużyna przyspieszy, nie ma na nią mocnych...
Osiemnaście minut. Tyle czasu Barça potrzebowała od wyjścia na prowadzenie do zdobycia trzeciej bramki i zamknięcia meczu. Już po pół godziny gry wynik spotkania był właściwie rozstrzygnięty. Espanyol nie jest pierwszym w tym sezonie przeciwnikiem, który nie wytrzymał narzuconego przez Blaugranę tempa - gdy podopieczni Hansiego Flicka przyspieszą, rywal jest praktycznie niezdolny do rywalizacji.
2. ... ale gra na stojąco jest ryzykowna
W drugiej połowie Barça niewątpliwie włączyła tryb ekonomiczny. Tam, gdzie niektórzy widzieli rozsądne gospodarowanie paliwem, inni dostrzegli jazdę na oparach w wierze, żę zasięgu wystarczy do kolejnej stacji benzynowej. Kibicom trudno dogodzić: jeżeli zespół nie zatrzymuje się do samego końca to pojawiają się obawy, czy takie tempo jest do wytrzymania na dłuższą metę; gdy zaś wyraźnie zwalnia, powodem do zmartwień jest brak porywającej gry. Warto podkreślić, że słabszą drugą połowę zauważył również szkoleniowiec, ale ostatecznie Hansi Flick stanął w obronie zawodników.
3. Kolejny dzień w biurze Iñigo Martíneza i spółki
Aż głupio mi pisać po każdym meczu praktycznie ten sam wniosek, ale nie sposób nie wspomnieć o kolejnych bramkach dla rywali anulowanych po spalonych. I to spalonych minimalnych, praktycznie nie do wychwycenia przez ludzkie oko w czasie rzeczywistym. Mimo rotacji w linii obrony i pojawienia się w niej Hectora Forta, po raz kolejny defensywa kierowana przez Iñigo Martíneza stanęła na wysokości zadania.
4. Marc Casadó to nie tylko waleczność
W pierwszej połowie doszło do dość nietypowej sytuacji. Marc Casadó w wyniku jednej z ofiarnych interwencji otrzymał uderzenie piłką w okolice intymne. Hiszpan mimo wyraźnego bólu wstał, wykonał kolejny wślizg, po czym za chwilę... po raz kolejny został trafiony w to samo miejsce. To ślepe poświęcenie to jednak nie wszystko, co wychowanek daje Barçy. Casadó po raz kolejny popisał się fenomenalną asystą, tym razem idealnie w tempo znajdując wychodzącego na pozycję Raphinhę.
5. Tridente nie odpoczywa
Ostatni raz, gdy ktoś z tercetu Lewandowski, Raphinha, Lamine Yamal nie rozpoczął meczu od pierwszej minuty miał miejsce we wrześniu. Porażka z Osasuną musiała na tyle zapaść w pamięć Hansiemu Flickowi, że Niemiec od tej pory nie zdecydował się na posadzenie na ławce któregokolwiek z trójki podstawowych atakujących. Zobaczymy, czy będą oni podlegać rotacji jeszcze przed wyjazdem na zgrupowania swoich reprezentacji.
Komentarze (14)