Wczorajsze ostre wejście Neyou w nogi Lamine Yamala momentalnie wywołało strach u kibiców Barcelony. Choć wyglądało to groźnie i kostka wygięła się w nienaturalny sposób, to Hiszpan po chwili wrócił na boisko. Błędem jednak było pozostawienie go na murawie przez taki długi czas i przedkładanie wyniku meczu z drużyną znajdującą się w dolnej części tabeli nad jego zdrowiem. Mając w zespole piłkarza zdolnego do odwrócenia wyniku jednym podaniem, mogącego wchodzić w różne role, z którym w składzie gramy zdecydowanie lepiej, powinniśmy go chronić za wszelką cenę.
Błąd sztabu
Hiszpan po ostrym wejściu był co prawda w stanie kontynuować grę, jednak widoczne było, że dyskomfort wpływa na jego dyspozycję, co przekładało się na niedokładności i bardziej zachowawczą grę. Pod koniec pierwszej połowy Lamine prosił nawet o zmianę i wydawało się pewne, że zostanie zmieniony w przerwie. Zaskoczeniem było więc to, że grę kontynuował od początku drugiej części. O ile możemy zrozumieć, że 17-latek dograł do końca pierwsze 45 minut, to braku późniejszego zejścia nie da się wytłumaczyć i wybronić. Kompletnie nie przekonują też tłumaczenia i informacje, że Lamine był gotowy kontynuować grę. Logiczne w takiej sytuacji jest to, że każdy zawodnik, a zwłaszcza tak młody, będzie chciał pozostać na boisku i pomagać drużynie w odniesieniu zwycięstwa.
Decyzja jednak w takiej sytuacji nie powinna należeć do Lamine Yamala. Jeżeli ocenienie stanu kostki Hiszpana w trakcie piętnastu minut przerwy, gdy noga jest jeszcze rozgrzana, a ból piłkarza przykryty emocjami spotkania, nie jest najłatwiejsze, to w takim momencie powinien pomóc zdrowy rozsądek, aniżeli fachowe, medyczne rozpoznanie. W przypadku widocznych problemów z kostką powodujących problemy z normalną grą wniosek mógł być tylko jeden - zmiana Lamine Yamala w przerwie. Tak się jednak nie stało i jeżeli możemy w jakimś stopniu bronić sztab medyczny, który miał utrudnione zadanie, to z pewnością możemy winić Hansiego Flicka i jego asystenta Marcusa. To oni powinni zdecydować o oszczędzaniu zawodnika i ściągnięciu go z boiska. 17-latek pełniący tak kluczową rolę w zespole i będącym tuż przed bardzo ważnym spotkaniem z Atlético Madryt powinien być chroniony i nawet w delikatniejszych sytuacjach w sztabie powinno dmuchać się na zimne. Niestety, tak się tym razem nie stało.
Brak nauki na błędach
Nie chcemy w tym przypadku przypominać sytuacji Ansu Fatiego, gdyż jego uraz, późniejsze problemy i same okoliczności były inne, dlatego porównanie to byłoby nad wyraz. Barcelona powinna być jednak świadoma, jakie ryzyko niesie za sobą nadmierne obciążanie młodych zawodników, którzy często grają z jeszcze większym zaangażowaniem i wciąż nie są w pełni rozwinięci fizycznie, o czym jakiś czas temu w Marce mówił hiszpański lekarz Manuel Leyes:
Na poziomie zawodniczym, są to dzieciaki, które grają w niższych kategoriach i nagle mają okazję grać lub trenować z pierwszą drużyną, a tam wymagania są znacznie wyższe. Prawdopodobnie istnieje również czynnik niepokoju, gdy masz taką możliwość, ponieważ chcesz dać z siebie wszystko, a oni nie są w pełni rozwinięci, innymi słowy, są bardziej umięśnionymi dziećmi.
Obciążenie zawodników jest oczywiście regularnie monitorowane, lecz w sytuacjach stykowych, gdy już doszło do groźnego kontaktu z rywalem i istnieje większe ryzyko odniesienia kontuzji lub jej pogłębienia, klub powinien wykazać się większą ostrożnością i świadomością. Po wczorajszym pojedynku mogą nam się również przypominać okoliczności, w jakich urazu w poprzednim roku doznał Gavi. Hiszpan przy wyniku 1:1 spotkania reprezentacyjnego z Gruzją ucierpiał po starciu z rywalem. Został jednak opatrzony, a następnie kontynuował grę, a w późniejszej akcji źle stanął i nie był w stanie kontynuować gry. Nie musimy przypominać co wydarzyło się później i jaka była diagnoza. Możliwe, że w tej sytuacji Gavi miał pecha, lecz już samo wpuszczanie go z powrotem na murawę było błędem, którego można było uniknąć.
Barcelona traci skrzydło i największy atut
Klub bez Lamine Yamala i z Raphinhą grającym głównie w środku pola stracił kolejną flankę. Stracił też zawodnika, który ze względu na decyzyjność i umiejętność do odwrócenia wyniku jednym zagraniem lub indywidualną akcją może być uważany za najważniejszego w kadrze Hansiego Flicka. Z kolei spośród pięciu meczów, w których Lamine w tej kampanii nie zagrał lub nie rozpoczął go od pierwszych minut, Barça wygrała tylko raz - z Brestem w Lidze Mistrzów. W pozostałych starciach przegrała trzy razy i raz zremisowała, tracąc w tych pojedynkach dziewięć bramek i strzelając pięć.
Same suche statystyki strzelonych goli czy przegranych meczów bez Lamine’a nie pokazują nam wszystkiego. Faktem bowiem jest to, że z Barcelona z Hiszpanem w wyjściowym składzie gra znacznie lepiej, jest bardziej nieprzewidywalna, łatwiej kreuje okazje bramkowe, szybciej przechodzi do ataku, a w finałowej tercji jest zdecydowanie bardziej nieprzewidywalna. Młody skrzydłowy zapewnia nie tylko liczby w postaci asyst i goli, ale też lepszy ruch w polu karnym i jego obrębach, a dodatkowo wyższą dynamikę czy uaktywnienie Julesa Koundé na prawej stronie. Jego strata będzie więc widoczna na kilku płaszczyznach, a kibicom pozostaje jedynie odliczanie dni do jego powrotu oraz liczenie na to, że Hansi będzie potrafił załatać jego brak.
Komentarze (23)