Gracza takiego jak Lamine Yamal chroni się za wszelką cenę

Piotr Guziński

16 grudnia 2024, 18:30

23 komentarze

Fot. Getty Images

Wczorajsze ostre wejście Neyou w nogi Lamine Yamala momentalnie wywołało strach u kibiców Barcelony. Choć wyglądało to groźnie i kostka wygięła się w nienaturalny sposób, to Hiszpan po chwili wrócił na boisko. Błędem jednak było pozostawienie go na murawie przez taki długi czas i przedkładanie wyniku meczu z drużyną znajdującą się w dolnej części tabeli nad jego zdrowiem. Mając w zespole piłkarza zdolnego do odwrócenia wyniku jednym podaniem, mogącego wchodzić w różne role, z którym w składzie gramy zdecydowanie lepiej, powinniśmy go chronić za wszelką cenę. 

Błąd sztabu

Hiszpan po ostrym wejściu był co prawda w stanie kontynuować grę, jednak widoczne było, że dyskomfort wpływa na jego dyspozycję, co przekładało się na niedokładności i bardziej zachowawczą grę. Pod koniec pierwszej połowy Lamine prosił nawet o zmianę i wydawało się pewne, że zostanie zmieniony w przerwie. Zaskoczeniem było więc to, że grę kontynuował od początku drugiej części. O ile możemy zrozumieć, że 17-latek dograł do końca pierwsze 45 minut, to braku późniejszego zejścia nie da się wytłumaczyć i wybronić. Kompletnie nie przekonują też tłumaczenia i informacje, że Lamine był gotowy kontynuować grę. Logiczne w takiej sytuacji jest to, że każdy zawodnik, a zwłaszcza tak młody, będzie chciał pozostać na boisku i pomagać drużynie w odniesieniu zwycięstwa. 

Decyzja jednak w takiej sytuacji nie powinna należeć do Lamine Yamala. Jeżeli ocenienie stanu kostki Hiszpana w trakcie piętnastu minut przerwy, gdy noga jest jeszcze rozgrzana, a ból piłkarza przykryty emocjami spotkania, nie jest najłatwiejsze, to w takim momencie powinien pomóc zdrowy rozsądek, aniżeli fachowe, medyczne rozpoznanie. W przypadku widocznych problemów z kostką powodujących problemy z normalną grą wniosek mógł być tylko jeden - zmiana Lamine Yamala w przerwie. Tak się jednak nie stało i jeżeli możemy w jakimś stopniu bronić sztab medyczny, który miał utrudnione zadanie, to z pewnością możemy winić Hansiego Flicka i jego asystenta Marcusa. To oni powinni zdecydować o oszczędzaniu zawodnika i ściągnięciu go z boiska. 17-latek pełniący tak kluczową rolę w zespole i będącym tuż przed bardzo ważnym spotkaniem z Atlético Madryt powinien być chroniony i nawet w delikatniejszych sytuacjach w sztabie powinno dmuchać się na zimne. Niestety, tak się tym razem nie stało.

Brak nauki na błędach

Nie chcemy w tym przypadku przypominać sytuacji Ansu Fatiego, gdyż jego uraz, późniejsze problemy i same okoliczności były inne, dlatego porównanie to byłoby nad wyraz. Barcelona powinna być jednak świadoma, jakie ryzyko niesie za sobą nadmierne obciążanie młodych zawodników, którzy często grają z jeszcze większym zaangażowaniem i wciąż nie są w pełni rozwinięci fizycznie, o czym jakiś czas temu w Marce mówił hiszpański lekarz Manuel Leyes:

Na poziomie zawodniczym, są to dzieciaki, które grają w niższych kategoriach i nagle mają okazję grać lub trenować z pierwszą drużyną, a tam wymagania są znacznie wyższe. Prawdopodobnie istnieje również czynnik niepokoju, gdy masz taką możliwość, ponieważ chcesz dać z siebie wszystko, a oni nie są w pełni rozwinięci, innymi słowy, są bardziej umięśnionymi dziećmi.

Obciążenie zawodników jest oczywiście regularnie monitorowane, lecz w sytuacjach stykowych, gdy już doszło do groźnego kontaktu z rywalem i istnieje większe ryzyko odniesienia kontuzji lub jej pogłębienia, klub powinien wykazać się większą ostrożnością i świadomością. Po wczorajszym pojedynku mogą nam się również przypominać okoliczności, w jakich urazu w poprzednim roku doznał Gavi. Hiszpan przy wyniku 1:1 spotkania reprezentacyjnego z Gruzją ucierpiał po starciu z rywalem. Został jednak opatrzony, a następnie kontynuował grę, a w późniejszej akcji źle stanął i nie był w stanie kontynuować gry. Nie musimy przypominać co wydarzyło się później i jaka była diagnoza. Możliwe, że w tej sytuacji Gavi miał pecha, lecz już samo wpuszczanie go z powrotem na murawę było błędem, którego można było uniknąć. 

Barcelona traci skrzydło i największy atut

Klub bez Lamine Yamala i z Raphinhą grającym głównie w środku pola stracił kolejną flankę. Stracił też zawodnika, który ze względu na decyzyjność i umiejętność do odwrócenia wyniku jednym zagraniem lub indywidualną akcją może być uważany za najważniejszego w kadrze Hansiego Flicka. Z kolei spośród pięciu meczów, w których Lamine w tej kampanii nie zagrał lub nie rozpoczął go od pierwszych minut, Barça wygrała tylko raz - z Brestem w Lidze Mistrzów. W pozostałych starciach przegrała trzy razy i raz zremisowała, tracąc w tych pojedynkach dziewięć bramek i strzelając pięć.

Same suche statystyki strzelonych goli czy przegranych meczów bez Lamine’a nie pokazują nam wszystkiego. Faktem bowiem jest to, że z Barcelona z Hiszpanem w wyjściowym składzie gra znacznie lepiej, jest bardziej nieprzewidywalna, łatwiej kreuje okazje bramkowe, szybciej przechodzi do ataku, a w finałowej tercji jest zdecydowanie bardziej nieprzewidywalna. Młody skrzydłowy zapewnia nie tylko liczby w postaci asyst i goli, ale też lepszy ruch w polu karnym i jego obrębach, a dodatkowo wyższą dynamikę czy uaktywnienie Julesa Koundé na prawej stronie. Jego strata będzie więc widoczna na kilku płaszczyznach, a kibicom pozostaje jedynie odliczanie dni do jego powrotu oraz liczenie na to, że Hansi będzie potrafił załatać jego brak.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (23)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze