Sport: Cała prawda o (nie)podpisanej umowie Leo Messiego

Tomasz Jastrzębski

26 grudnia 2024, 12:50

Sport

54 komentarze

Fot. Getty Images

Wydaje się, że powiedziano na ten temat już wszystko, a jednak dziennikarze wciąż wracają do momentu, w którym całe barcelonismo zamarło, czyli chwili, w której okazało się, że Leo Messi nie będzie już grał w Barcelonie. Dziennikarz Sportu, Ivan San Antonio, wraca do tych wydarzeń, powołując się na zakulisowe informacje. Na ile jest to prawda, sami możecie ocenić, ale trzeba przyznać, że wiele z tego ma sens i znalazło potwierdzenie we wcześniej publikowanych doniesieniach.

Ivan San Antonio zaczyna swoją opowieść od przypomnienia sytuacji, w której Joan Laporta wygrywał wybory. Jedną z jego głównych obietnic było właśnie podpisanie nowej umowy z Leo Messim. Obecny prezydent Barcelony na każdym kroku podkreślał swoje świetne stosunki z rodziną Leo i miał być gwarantem tego, że legenda Barçy pozostanie w stolicy Katalonii. Dla zdecydowanej większości socios (a może dla wszystkich), był to warunek konieczny, żeby uzyskać ich poparcie. Nikt nie wyobrażał sobie, żeby coś mogło pójść nie tak w tej kwestii.

Oczywiście sytuacja ekonomiczna Barçy, ale i wszystkich klubów LaLigi była po pandemii w opłakanym stanie. Javier Tebas wziął się do roboty i znalazł sposób na zarobienie wielkich pieniędzy przez kluby. Tym sposobem miała być sprzedaż praw telewizyjnych na 25 (lub więcej) lat funduszowi inwestycyjnemu CVC, który był gotowy wyłożyć, według różnych źródeł, od około 2 do 2,7 miliarda euro. Prezes LaLigi spotkał się z Laportą oraz Jaume Rouresem 3 lipca 2021 roku, w miejscowości Lleida w restauracji „Mini” i uzyskał zgodę prezydenta Barcelony na procedowanie umowy. To pozwalało mu być pewnym, że uda się podpisać nową umowę z Messim, co wcześniej obiecał nie tylko socios, ale też osobiście dał słowo ojcu Leo i jednocześnie jego agentowi – Jorge Messiemu.

Jednakże miesiąc później, w poniedziałek 2 sierpnia, kiedy Javier Tebas przedstawił szczegóły umowy klubom (czas trwania, kwoty oraz fakt, że będzie to kredytu, który będzie długiem na poczet przyszłych dochodów), był dniem, w którym Joan Laporta zaczął rozumieć, że jego plan może się nie powieść. Kiedy Florentino Pérez dowiedział się o umowie z CVC (według San Antonio, było to dopiero właśnie tego dnia) wpadł w szał i nie miał zamiaru ustępować Tebasowi. Zadzwonił do Javiera de Jaime, który był w CVC odpowiedzialny za rynek Hiszpanii i Włoch i umówił się z nim na spotkanie jeszcze tego samego dnia. Poprosił o wyjaśnienie wszystkich szczegółów umowy i nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. Według niego układ ten był znacznie bardziej korzystny dla samego funduszu niż dla klubów. Uważał, że jego klub nie potrzebuje tych pieniędzy aż tak bardzo, żeby miały go tak drogo kosztować (miały być liczone jako dług). Twierdził też, że umowa powinna była być zdecydowanie bardziej atrakcyjna finansowo.

W ciągu tego miesiąca od spotkania do ogłoszenia przez Javiera Tebasa kształtu kontraktu Joan Laporta przygotowywał wszystko, żeby obwieścić całemu światu nową umowę Leo Messiego, którego podpis miał być jedynie formalnością. Miało się to odbyć w czwartek, 5 sierpnia tego samego tygodnia, a dzień wcześniej miał przylecieć, zapewniany o tym, że wszystko jest już dopięte na ostatni guzik, Jorge Messi. Przygotowano już oficjalną notę dla prasy, która jedynie czekała na wysłanie.

Jednak już w tamten poniedziałek Florentino Pérez zaczął działać, żeby porozumienie z CVC nie mogło dojść do skutku. Poprosił swoją prawą rękę i jednocześnie dyrektora generalnego Realu Madryt José Angela Sáncheza, żeby zadzwonił do swojego odpowiednika w Barcelonie -  Ferrana Revertera i zapytał go, czy znał szczegóły porozumienia z CVC. Okazało się, że jedynie Laporta był wtajemniczony i Reverter nic nie wiedział. Zamysłem prezydenta Barçy było poinformowanie swoich współpracowników dopiero po tym, gdy Messi podpisze nowy kontrakt.

Ferran Reverter postanowił przekazać te informacje do José Eliasa, który udzielił Laporcie gwarancji finansowych na kwotę 40 milionów euro i tym samym umożliwił mu objęcie sterów Barcelony. To zachowanie zostało potraktowane przez Laportę jako zdrada i było bezpośrednim powodem zakończenia współpracy z Reverterem w lutym 2022 roku. Elias po tym jak usłyszał szczegóły porozumienia z CVC, zdenerwował się, że nie został o niczym poinformowany i uważał, że ta umowa może wpłynąć na jego gwarancje finansowe. Zadzwonił do Laporty i zagroził wycofaniem swoich pieniędzy, jeśli tylko prezydent zgodzi się dać zielone światło dla kontraktu z CVC. Prezydent Barçy nie miał wyjścia -  musiał zastosować się do poleceń Eliasa lub zrezygnować ze swojej funkcji. To oczywiście oznaczało, że Leo Messi nie będzie mógł zostać w klubie.

Joan Laporta musiał poinformować Jorge Messiego, który już leciał do Barcelony oraz samego Leo o tym, że nie będzie w stanie dotrzymać danego słowa. Cała wina miała paść na „nieakceptowalną” umowę z CVC, która miała zobowiązać klub na 25 lat i była bardzo niekorzystna finansowo. O tym jednak Laporta wiedział już wcześniej, ale dopiero działanie Eliasa sprawiło, że był zmuszony przedstawiać ją w złym świetle. Rodzina Messich nic z tego nie rozumiała i ojciec zawodnika wyraził gotowość do przyjęcia jakichkolwiek warunków finansowych i zapewniał, że dla nich nie jest to żadnym problemem. Jednakże było już za późno. Decyzja została podjęta, a błędna strategia Laporty przyniosła jedno z największych rozczarowań w historii klubu.

Czy myślicie, że tak właśnie mogły wyglądać zakulisowe rozgrywki, które doprowadziły do tego, że Leo Messi musiał odejść z Barçy?

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (54)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze