Wojciech Szczęsny jest pierwszym wyborem Hansiego Flicka i dziś wystąpi na Ramón Sánchez Pizjuán z Sevillą. Polak nie ma najlepszych wspomnień z pojedynków z tym rywalem. Mierzył się z Andaluzyjczykami jeszcze w barwach Juventusu w półfinale Ligi Europy przed dwoma laty. Wtedy jego zespół odpadł z rozgrywek.
AS wspomina, że Szczęsny będzie mógł się dziś zrewanżować Sevilli za dwumecz półfinałowy z sezonu 2022/23. Wtedy polski golkiper bronił dostępu do bramki Juventusu. Sam bramkarz mówił wtedy: "27 lat minęło od naszego ostatniego tytułu w Europie, a to jedyne, co zostało nam w grze w tym sezonie".
Polak zagrał wtedy dwa bardzo dobre spotkania, zarówno u siebie, jak i na wyjeździe, ale jego parady bramkarskie nie były wystarczające do tego, by pozostać w rozgrywkach. U siebie Juve zremisowało 1:1 również dzięki dwóm obronom Szczęsnego, który wyciągał sytuacje Lucasa Ocamposa i Ivana Rakiticia. Na wyjeździe polski bramkarz również długo utrzymywał włoski zespół w grze. Wszystko skończyło się dogrywką, w której Erik Lamela pozostawił Szczęsnego bez szans. W finale w Budapeszcie Sevilla zmierzyła się z Romą.
Przed pierwszym meczem Barcelony z Los Nervionenses zapowiadało się na to, że Polak zadebiutuje w bordowo-granatowych barwach. Tak ostatecznie się nie stało, gdyż Hansi Flick ufał wtedy Iñakiemu Peñi. Sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Teraz niekwestionowanym liderem na pozycji bramkarza jest Wojciech Szczęsny i nie zapowiada się, żeby coś w tej sprawie się wydarzyło. Ta zmiana była wielką niespodzianką, biorąc pod uwagę błędy Polaka w jego pierwszych meczach. Flick jednak twardo trzyma się swojego wyboru.
Komentarze (1)