Ramón Planes: Byliśmy bardzo blisko ściągnięcia Alexandra Isaka do Barcelony

Dawid Lampa

2 sierpnia 2025, 21:16

Sport

6 komentarzy

Fot. Getty Images

Były dyrektor sportowy Barcelony, Ramón Planes, aktualnie pracujący w saudyjskim Al-Ittihad, udzielił wywiadu dziennikowi Sport. Wspominał m.in. o swoim czasie w Barçy. Poniżej przetłumaczyliśmy jego najciekawsze wypowiedzi.

(Sport) Czy futbol w Arabii to coś więcej niż pieniądze?

Ramón Planes: Przede wszystkim, rozmawia się o tym całkowicie nie znając tego kraju. Mają niesamowitą pasję do piłki nożnej, otwierają się na sport. Ale to futbol jest najpopularniejszym sportem i właśnie dlatego - z tej pasji, którą czują i z wielkiego potencjału wykształcili bardzo silną kulturę. Są dumni z bycia Saudyjczykami, witają cię tak, żebyś czuł się jak jeden z nich. [...]

Wielu ludzi z Barçy poszło do Al-Ittihad, żeby przewodzić temu projektowi. To był klucz do profesjonalizacji?.

Tak, to był kluczowy punkt w negocjacjach. Ja wierzę w działanie grup pracowników. Zawsze jest jedna osoba, którą widać i która zbiera pochwały, a także krytykę. Tak już musi być i trzeba z tym żyć. Ale jeśli nie będzie mieć wokół siebie zgranej grupy ludzi, to będzie bardzo ciężko. Zawsze wierzyłem w taki system i wiedziałem, że projekt potrzebuje lojalnych ludzi, którzy byli ze mną i którzy ze mną pracowali - takich, którzy zrozumieją mój system pracy. Postawiłem na Frana Carbó, który pracował ze mną w Barcelonie i ma dużo doświadczenia w zarządzaniu. Mamy psycholożkę Barçy, Laię Vinaixę. [...] Do tego Jaume Bartrés, który też ze mną pracował w Barcelonie i Espanyolu.

Teraz Arabia Saudyjska to kraj, w którym można dostać sportową szansę?

Cóż, żyjąc tu na co dzień, widzimy, że stoi za tym projektem coś większego, nie jest to tylko na chwilę. Jest wielki plan, pomysł z góry, który idzie od Księcia. Jego praca i wizja jest niesamowita. I to widzi się cały czas, z dnia na dzień. Wszystko się zmienia, ulepsza, jest wielka baza analityczna i jasny cel, jasna wizja tego, że kraj ma być punktem odniesienia dla innych na świecie.

Rozmawiając trochę o Barçy - nie wiem, czy czujesz się trochę odpowiedzialny za to, co się teraz dzieje. Mówię o tym, bo jest wielu piłkarzy, których sprowadziłeś, czy na których postawiłeś i teraz pokazują wysoki poziom.

Cóż, ja uważam, że to, co teraz dzieje się w Barcelonie, jest zasługą zawodników. Wszyscy dołożyliśmy do tego cegiełkę, byliśmy częścią tego procesu. Jestem dumny, że mogę oglądać piłkarzy, których sprowadziliśmy grających na wielkim poziomie. Przepełnia mnie dumą, że robią to w klubie o takich wymaganiach jak Barcelona i są teraźniejszością i przyszłością tego klubu. Cieszę się, że byłem tego częścią. Teraz są w klubie też inne osoby, które im pomagają - na przykład Pedriemu czy Gaviemu, żeby mogli pokazywać swoją najlepszą wersję. Postawienie na nich, kiedy byli młodzi i niezbyt znani ma swoje zasługi, ale rozwinęli się dzięki swojej pracy. [...]

Czasami w klubie zdarzały się ciężkie momenty, jednym z nich mogło być odejście Luisa Suáreza.

To było skomplikowane, bo to był koniec pewnego pokolenia. Tak się dzieje w każdym klubie. Ciężko tym zarządzać, bo piłkarzowi też trudno jest się w tym odnaleźć i to my musimy podjąć decyzje, a trzeba to zrobić z wystarczającą elegancją i szacunkiem, zważając na to, co dali klubowi niektórzy zawodnicy. Dużo czasu zajmowało nam szukanie zastępstwa na tę pozycję. Teraz śmieję się, kiedy widzę, że piszą o Isaku - że są negocjacje i wielka oferta od Liverpoolu. Rozmawialiśmy z jego agentem. Był wtedy w Realu Sociedad, a my szukaliśmy następcy Suáreza, który będzie zaczynał na ławce i krok po kroku wejdzie do pierwszego składu. I będzie to naturalna zmiana. Cóż, nie udało się, ale myślę, że kluczowy w klubach jest, żeby zawodnicy odchodzili w dobrym momencie, a za nich wchodziła nowa generacja piłkarzy.

Kolejny był biurofaks Messiego...

To była najcięższa konferencja prasowa, jaką zorganizowałem w moim życiu. Wtedy była prezentacja Pedriego, a potem przyszedł biurofaks. Dzień później prezentowaliśmy Trincão i od razu po tym musiałem udzielić informacji o sytuacji Leo, o biurofaksie i to była niesamowicie ciężka konferencja prasowa. Rozmawialiśmy przecież o najlepszym zawodniku w historii. Musiałem mówić o kimś, kto dał wszystko dla Barçy. Wtedy myślałem tylko o moim przemówieniu, którego przekaz był pozytywny i konstruktywny w tak trudym momencie. Tylko to mofłem zrobić, bo uważam, że i Barça, i Leo potrzebowali tego typu słów.

Czy jak kupowaliście Pedriego, to musiałeś o to walczyć w klubie?

Nie. Barça nie miała w zwyczaju kupować młodych piłkarzy spoza klubu, mając swoich z La Masii. Z serca Barcelony. Trochę ciężko było zrozumieć, że, mając tę filozofię, wydajemy 4 miliony euro na 17-latka. Nigdy się to nie wydarzyło. Ale nie musiałem się kłócić, wręcz przeciwnie. Muszę publicznie podziękować klubowi, bo uwierzył w to, że chcemy na niego postawić. Były jakieś wewnętrzne głosy ludzi, którzy mówili, że piłkarz musi być naprawdę bardzo dobry, żeby wydać takie pieniądze. A my mówiliśmy, że taki jest. Postawiliśmy na to i wyszło dobrze.

Kiedy słyszysz, że Barcelona może sprzedać Ronalda Araujo, to co myślisz?

Że mogą oddać, według mnie, jednego z najlepszych stoperów na poziomie defensywnym na świecie. Myślę, że ma świetne warunki do gry w obronie i już to pokazał. Czego nie można robić w profesjonalnej piłce, to dać się ponieść emocjom danej chwili. Rozumiem uczucia ludzi, bo bez tych emocji nie byłoby futbolu. Ale my, profesjonaliści, podejmując decyzję, nie możemy się na tym opierać. Araujo pokazał poziom w wielu meczach, za które go chwaliliśmy. Zatrzymał Viníciusa. Grał świetne spotkania, nie jedno, a sporo. Krytykuje się go, że nie ma stylu Barçy, a ja tego nie rozumiem. Trzeba szanować ten styl, ale moim pierwszym idolem barcelonistą był Migueli. Pamiętam jego temperament i finał w Bazylei. Potem idolem był Carles Puyol. Mój ojciec mówił mi o Gallego, ale ja go nie pamiętam. Więc Barça ze swoim DNA gry piłką, posiadania jej, zawsze miała w obronie kogoś, kto miał zdolności przywódcze, był liderem i był w defensywie inny niż reszta. A Ronald ma ten potencjał. Jeśli będzie zdrowy, to może dać bardzo dużo Barçy.

Coś siedzi ci w głowie z przygody w Barcelonie?

Cóż, jest pewna rzecz, ale pozytywna. Myślałem, że praktycznie już straciliśmy Frenkiego de Jonga. Zadzwonił do nas, że o 19:00 wieczorem podpisuje kontrakt z PSG. Wtedy bardzo dobrze sytuacją zarządził Eric Abidal. Pamiętam, że do niego zadzwonił i polecieliśmy tam tego samego dnia. Wsiedliśmy do samolotu prosto do Amsterdamu. Powiedzieliśmy mu, żeby jeszcze wytrzymał pół dnia i jeśli chce wtedy podpisać kontrakt z PSG, to niech to zrobi, ale na razie niech poczeka. Wtedy sytuacja się odwróciła i podpisaliśmy Frenkiego, wielkiego gracza dla Barçy. Później było kilku zawodników, którzy mogli przyjść, ale ostatecznie nie dało się tego zrealizować. Pamiętam przypadek Isaka, który bardzo mi się podobał jako zawodnik. Pasował do profilu Barcelony, zaangażowany w grę, ruchliwy. Podobał mi się w Realu Sociedad. Wtedy byliśmy bardzo, bardzo, bardzo blisko pozyskania go. Ale się nie udało. Podobnie z Darwinem Nuñezem. Kiedy grał w Almeríi, to rozmawiałem z Ronaldem Koemanem o tym, żeby go ściągnąć i wprowadzać podobnie jak Pedriego. Kupić za niewiele pieniędzy, zostawić w Almeríi. Ale przyszła Benfica i zapłaciła 25 milionów euro. Był bardzo blisko przyjścia do nas jako zmiennik Luisa Suáreza. Myślę, że właśnie te poszukiwania napastnika to pewna zadra. Wyzwanie znalezienia dziewiątki na następne dziesięć lat do Barcelony było wyzwaniem niemożłiwym. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (6)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze