Jak informowaliśmy kilka dni temu na łamach naszego portalu, FC Barcelona i Villarreal za zgodą RFEF i LaLigi chcą rozegrać mecz ligowy na terenie Stanów Zjednoczonych, a jako konkretnym miejscu mówi się o Miami. Oprócz protestów piłkarzy obu drużyn doszło też do oficjalnego sprzeciwu ze strony Realu Madryt, który jak się okazuje może być nieskuteczny.
Wyższa Rada ds. Sportu (CSD) to organizacja znana kibicom Barcelony od czasów, kiedy przyznała Barçy rację w sporze o rejestrację Daniego Olmo i Pau Victora. To właśnie do organu kierowanego przez Uribesa odwoływał się Real Madryt we wczorajszym piśmie prosząc o nieudzielanie zgody Villarrealowi i Barcelonie na rozegranie spotkania poza terenem Hiszpanii. Problem w tym, że CSD nie ma umocowania prawnego, żeby móc zablokować ten pomysł.
Hiszpańskie IUSPORT zajmujące się sportem od strony prawnej przeprowadziło swoją analizę, zgodnie z którą Wyższa Rada ds. Sportu nie ma kompetencji, żeby wypowiadać się na temat rozgrywania meczu dwóch drużyn klubowych w innym państwie. Nie zagłębiając się zbytnio w prawniczy język chodzi o to, że zgoda CSD jest wymagana w przypadku organizacji międzynarodowych zawodów w Hiszpanii w zakresie ich zgodności z hiszpańską polityką zagraniczną i międzynarodowymi umowami, lub gry drużyny narodowej i klubów w turniejach rangi międzynarodowej, natomiast zmiana miejsca rozegrania meczu nie ingeruje w ogólne ramy rozgrywek, stąd też znajduje się poza kompetencjami CSD.
Nie oznacza to jednak, że Barcelona zagra z Villarrealem w USA. Decydujący głos w tej sprawie będzie miała FIFA, która może odrzucić wniosek hiszpańskiej federacji lub udzielić wymaganej zgody. Ponieważ wszystkie zainteresowane strony zgadzają się na to rozwiązanie to wydaje się, że jesteśmy bardzo blisko podjęcia decyzji, która zadowoli Joana Laportę i Javiera Tebasa.
Komentarze (15)