Pedri zajął dopiero 11. miejsce w plebiscycie Złotej Piłki 2025. Wynik ogłoszony w oczekiwaniu na galę w Théâtre du Châtelet w Paryżu wywołał spore kontrowersje, bo pomocnik Barcelony był jednym z kluczowych piłkarzy Blaugrany w sezonie 2024/25 i dla wielu ekspertów zasługiwał na miejsce w ścisłej czołówce.
Hiszpan imponował regularnością, wizją gry, a nawet liczbami, co nie jest w jego przypadku regułą – w LaLidze i Lidze Mistrzów odegrał rolę lidera środka pola, a jego duet z Frenkiem de Jongiem stał się fundamentem drużyny Hansiego Flicka. Statystyki Pedriego, jego wpływ na dynamikę meczu i zdolność do podnoszenia poziomu kolegów z drużyny sprawiają, że 11. lokata jawi się jako rozstrzygnięcie krzywdzące, wręcz nieadekwatne do rzeczywistej wartości piłkarza.
Dodatkowego smaku całej sytuacji dodaje fakt, że w najlepszej dziesiątce znalazł się m.in. Cole Palmer. Anglik ma za sobą dobry sezon w Chelsea ze świetnym finałem Klubowych Mistrzostw Świata, ale zestawienie go ponad Pedrim wygląda na absurd. Trudno nie odnieść wrażenia, że Pedri padł ofiarą układu głosów i narracji skupionej wokół ofensywnych statystyk, podczas gdy jego rola – mniej spektakularna, ale fundamentalna – została niedoceniona.
Dla kibiców Blaugrany i wielu obserwatorów światowego futbolu 11. miejsce Pedriego to nie tylko zaskoczenie, ale wręcz skandal.
Komentarze (26)