Raphinha: Bardzo bym chciał zakończyć karierę w Barcelonie [cz. 2/2]

Mateusz Doniec

5 listopada 2025, 12:00

GQ

2 komentarze

Fot. Getty Images

W drugiej części wywiadu Raphinhi dla magazynu GQ Brazylijczyk wypowiedział się m.in. na temat sugestii, jakoby rzekomo zaistniała między nim a Lamine Yamalem rywalizacja w kontekście walki o Złotą Piłkę. Skrzydłowy kategorycznie temu zaprzeczył. Wyznał też, że bardzo chciałby zakończyć karierę w Barcelonie.

GQ: Niektórzy mówią, że między tobą a Lamine’m Yamalem istnieje rywalizacja. To prawda?
Raphinha: Nie, taka rywalizacja nie istnieje. Rzeczywistość jest zupełnie inna, niż myślą niektórzy. Mam ogromny szacunek do Lamine’a – jako piłkarza i jako człowieka – a nasze rodziny są ze sobą bardzo blisko. Oczywiście futbol to sport rywalizacji, ale między nami jest tylko zdrowa, motywująca konkurencja. Wzajemnie się napędzamy, pomagamy sobie i wspieramy. Poza boiskiem mamy świetne relacje – śmiejemy się, spędzamy czas razem, wspieramy się nawzajem. Traktuję Lamine’a jak rodzinę. Między nami jest podziw, zaufanie i przyjaźń, nie rywalizacja.

Który zawodnik najbardziej cię zachwycił na boisku?
W karierze grałem z wieloma wspaniałymi piłkarzami, ale jeśli miałbym wskazać jednego – to Neymar. Z bliska widać, jak genialnie rozumie grę, jak naturalnie robi rzeczy, które dla innych są niemożliwe. To poziom światowy. Inspirował mnie nie tylko talentem, ale i łatwością, z jaką tworzy magię.

W innych wywiadach wspominałeś, że w Barcelonie przeszedłeś trudne chwile. Jak pomogła ci praca z psychologiem?
To było kluczowe. Futbol skupia się głównie na fizyczności i technice, a to przecież umysł utrzymuje cię w ryzach w trudnych momentach. Praca z psychologiem nauczyła mnie rozumieć własne emocje, radzić sobie z krytyką, presją i wątpliwościami. Dała mi narzędzia, by zachować spokój i skupienie. Terapia sprawiła, że rozwinąłem się nie tylko jako zawodnik, ale też jako człowiek, mąż i ojciec. Stałem się bardziej zrównoważony i gotowy na wyzwania.

Czy ojcostwo pomogło ci spojrzeć na życie z innej perspektywy?
Zdecydowanie tak. Rodzina zmieniła wszystko. Kiedyś żyłem tylko futbolem – wynik decydował o moim nastroju, energii, dniu. Teraz, gdy wracam do domu i widzę, jak mój syn biegnie, żeby mnie przytulić, wiem, że życie to coś więcej. Futbol wciąż jest moją pasją, ale nie jest wszystkim. Rodzina trzyma mnie przy ziemi i przypomina, co naprawdę się liczy.

Jakie wartości chcesz przekazać swojemu synowi?
To coś, o czym myślę każdego dnia. Dorastałem w Restindze, w trudnych warunkach, i to mnie ukształtowało. Chcę, żeby mój syn – mimo że dorasta w innej rzeczywistości – miał te same wartości: szacunek, pokorę, wdzięczność i pracowitość. Ma wiedzieć, że nic nie przychodzi łatwo i że rodzina oraz dobro są zawsze najważniejsze.

Jakie chwile najbardziej cenisz z nim spędzone?
Szczerze? Te najprostsze. Zabawa w parku, wspólne śniadanie, odprowadzanie do szkoły, zwykłe rozmowy. Te codzienne momenty są bezcenne. Oczywiście są też te wyjątkowe – gdy ogląda mnie na stadionie, gdy mogę świętować gola z nim – ale najbardziej cenię zwykłą codzienność.

Czym dla ciebie jest sukces poza trofeami?
Sukces to dla mnie spokój ducha. Wiedzieć, że dałem z siebie wszystko, że pozostałem wierny swoim wartościom i że mam miłość bliskich. Sukces to mieć szacunek ludzi, z którymi pracuję, i inspirować dzieci, które pochodzą z miejsc takich jak moje – pokazać im, że marzenia się spełniają.

Czy uważasz, że sportowcy powinni wykorzystywać swoją platformę do walki o to, w co wierzą?
Tak. Mamy ogromny zasięg i miliony ludzi nas słuchają. Oczywiście trzeba mówić odpowiedzialnie, ale nie można milczeć wobec niesprawiedliwości. Wiem, że czasem to rodzi krytykę, ale jeśli będziemy cicho, nic się nie zmieni. Nie jestem tylko piłkarzem – jestem też ojcem, obywatelem i człowiekiem. To część mojej odpowiedzialności.

Jakie sprawy poza futbolem są ci szczególnie bliskie?
Dzieci i rodziny z trudnych środowisk, takich jak moje. Wiem, co znaczy brak szans, brak możliwości. Dlatego staram się wspierać inicjatywy dotyczące edukacji i pomocy dla najmłodszych. Ważna jest dla mnie też walka z uprzedzeniami – rasowymi, społecznymi, jakimikolwiek. Wiem, jak to jest być ocenianym przez pochodzenie.

Czy chciałbyś zakończyć karierę w Barcelonie?
Tak, bardzo bym chciał. Barcelona dała mi wiele i czuję się tu jak w domu. Gdyby to było możliwe, chciałbym zakończyć tu karierę – wygrywając tytuły, pomagając młodym i zostawiając po sobie ślad. Ale wiem też, że futbol jest nieprzewidywalny, więc skupiam się na teraźniejszości – na tym, by każdego dnia dawać z siebie wszystko w tej koszulce.

Jaki był największy luksus, na jaki sobie pozwoliłeś?
Kupienie domu dla mojej rodziny w Brazylii i drugiego w Hiszpanii. Luksus to dla mnie nie tylko drogie rzeczy, ale spokój, bezpieczeństwo i możliwość zapewnienia bliskim lepszego życia. Jasne, lubię auta, modę, zegarki – ale nic nie przebije widoku szczęśliwej rodziny.

Lubisz zegarki?
Tak, bardzo. Każdy zegarek ma swoją historię, design i znaczenie. Nie traktuję ich jak symbol statusu, raczej jak sztukę i rzemiosło. Mam kilka wyjątkowych sztuk, które przypominają mi o ważnych momentach w życiu i karierze.

Interesujesz się modą?
Tak, to dla mnie forma wyrażania siebie. Na boisku robię to piłką, poza nim – ubiorem. Nie trzymam się sztywnych zasad, lubię eksperymentować i ubierać się zgodnie z nastrojem. Moda to dla mnie wolność – a także część kultury i muzyki, które mnie inspirują.

Jaka część twojej historii jest wciąż mało znana?
Wielu zna moją drogę z Restingi do Barcelony, ale nie zna trudnych momentów – wątpliwości, łez, zamkniętych drzwi. Ludzie widzą tylko sukces, nie poświęcenie i presję. A to właśnie te chwile mnie ukształtowały.

Jakie jest twoje pierwsze wspomnienie z piłką?
Proste, ale niezapomniane – gra boso na ulicy w Restindze, na klepisku. Bramkami były klapki albo kamienie. Piłka była czymś więcej niż zabawką – towarzyszką, marzeniem, sposobem na lepsze życie. Do dziś, gdy wychodzę na murawę, czuję tamtą dziecięcą radość.

Co znaczy dla ciebie dojść z Restingi na szczyt światowego futbolu?
To wszystko. To dowód, że marzenia są możliwe, nawet jeśli wydają się nierealne. To nie tylko moje zwycięstwo – to zwycięstwo rodziny, przyjaciół i wszystkich, którzy we mnie wierzyli. Dumnie noszę swoje pochodzenie – przypomina mi, skąd jestem i dlaczego nie mogę się poddać.

Jakie lekcje dał ci futbol?
Nauczył mnie odporności, cierpliwości, pracy zespołowej i pokory. Pokazał, że talent bez ciężkiej pracy nic nie znaczy. I najważniejsze – że trzeba być wdzięcznym, bo nie każdy ma szansę żyć swoim marzeniem.

Czy stereotyp o brazylijskich piłkarzach jako niezdyscyplinowanych imprezowiczach to już przeszłość?
Tak, to przeszłość. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale dzisiejsi brazylijscy piłkarze są profesjonalni, skupieni i świadomi. Nadal mamy talent, ale dziś jest też świadomość przygotowania i dbałości o ciało i psychikę. Tamten stereotyp już do nas

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (2)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze