FC Barcelona pokonała 2:0 Getafe i jest już o krok od obrony mistrzostwa Hiszpanii. Co warto wyróżnić po dzisiejszym spotkaniu?
1. Jaki tu spokój...
Starcia z Getafe od lat wymykają się standardowym ramom. To nie są mecze, z których doświadczenia można w prosty sposób przełożyć na inne spotkania, bo sposób gry zespołu Bordalasa jest... specyficzny.
Ci, którzy regularnie oglądają ekipę spod Madrytu (współczuję), doskonale wiedzą o co chodzi. Futbol Getafe jest oparty na chaosie, przerywaniu gry i maksymalnym utrudnianiu przeciwnikowi funkcjonowania. Dlatego każdy wniosek wyciągnięty z takiego meczu trzeba traktować z dużym dystansem – to po prostu inny sport niż większość spotkań w sezonie.
O dziwo, mimo że dziś standardowo nie obejrzeliśmy pasjonującego widowiska, to jednak poszło dużo łatwiej - i lepiej - niż z reguły na Coliseum. Tak właściwie trudno było sobie wyobrazić lepszy scenariusz z perspektywy Hansiego Flicka.
2. Bez strat
Z perspektywy Barcelony to może być kluczowy „wniosek” tego popołudnia. W meczu tego typu łatwo stracić nie tylko punkty, ale i zdrowie – a tym razem udało się tego uniknąć.
Po wczorajszym remisie Realu Madryt z Betisem przewaga Barçy jest już bardzo komfortowa i trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym ten mecz mógłby znacząco poprawić jej pozycję. Mógł natomiast ją skomplikować – właśnie poprzez ewentualne urazy.
Chyba wszyscy zadrżeliśmy, gdy na murawę bez kontaktu z rywalem padł Gerard Martin. Ostatecznie skończyło się jednak tylko na strachu i podopieczni Hansiego Flicka wracają spod Madrytu w tym samym stanie osobowym, w jakim udali się na dzisiejsze spotkanie.
3. Zabójcza skuteczność
Barcelona nie stworzyła w tym meczu wielu klarownych okazji, ale wykorzystała te, które miała – i to w sposób, do którego w tym sezonie nie zawsze byliśmy przyzwyczajeni. Dwie świetne sytuacje, dwa gole.
Najpierw w pierwszej połowie Fermín López wykorzystał okazję sam na sam, a po przerwie to samo zrobił Marcus Rashford. Obaj zachowali spokój i precyzję, która wcześniej bywała problemem. W meczu tego typu to właśnie robi różnicę – nie liczba stworzonych okazji, a chłodna głowa w kluczowym momencie.
Efekt? Barça strzeliła dziś więcej goli niż wynikałoby to ze wskaźnika xG.
4. Żelazna (prawie) defensywa
Getafe nie jest zespołem, który regularnie zasypuje rywali strzałami, ale to nie znaczy, że w meczach przeciwko nim można zlekceważyć obronę. Wręcz przeciwnie - w takich spotkaniach kluczowe jest jedno: samemu wyjść na prowadzenie i nie dać przeciwnikowi tlenu. Barcelona zrobiła dokładnie to, co powinna – zachowała czyste konto.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje Pau Cubarsí, który miał ogromny wpływ na przebieg meczu po obu stronach boiska. Młody stoper nie tylko uchronił Barçę od straty bramki, ale był kluczowy przy obu trafieniach. To od jego interwencji zaczęła się akcja bramkowa, w której Pedri podał do Fermína. Z kolei przy drugim golu ponownie odegrał ważną rolę w sekwencji zakończonej podaniem Roberta Lewandowskiego do Marcosa Rashforda.
Defensor, który daje spokój w obronie i pozytywnie na ofensywę – trudno o lepszy pakiet.
5. Blisko, coraz bliżej...
Barcelona robi swoje – regularnie punktuje, nie wpada w większe kryzysy i konsekwentnie powiększa przewagę. W tym samym czasie Real Madryt traci kolejne punkty i coraz częściej skupia się na tematach pozaboiskowych zamiast na samej grze.
Zespół Hansiego Flicka może wciąż celować nawet w symboliczne sto punktów, co tylko podkreśla skalę dominacji w lidze. Owszem, sezon w Europie i krajowych pucharach pozostawia niedosyt – przez przegrane dwumecze z Atlético – ale w ligowej codzienności nie ma wątpliwości: Barça to najbardziej regularna i najlepsza drużyna w Hiszpanii.
Scenariusz idealny jest na wyciągnięcie ręki. Mistrzostwo może zostać przypieczętowane w El Clásico, które odbędzie się już za dwie kolejki. Jeśli tak się stanie, będzie to nie tylko formalność, ale też symboliczne potwierdzenie dominacji. Niezależnie od tego, co Álvaro Arbeloa i jego podopieczni myślą o szpalerze dla odwiecznego rywala.
Komentarze (12)