Trwają mistrzostwa świata w Ameryce Północncej. Lamine Yamal rozpoczął je z ławki, dochodząc do stuprocentowej gotowości do gry po kontuzji. El País przeprowadziło wywiad z 18-latkiem, który wypowiada się na temat swojego życia. Oto pierwsza część rozmowy.
[El País] Jakie jest Twoje pierwsze wspomnienie z mistrzostw świata?
Lamine Yamal: To z 2014 roku. Moja mama była w pracy i wróciła na drugą połowę meczu Kolumbia - Urugwaj, tego, w którym James [Rodríguez] strzelił gola. Przyszła i obejrzeliśmy końcówkę razem. Teraz jest tutaj ze mną. Płakała już przy moim debiucie. Powiedziałem jej wtedy: „Jak to życie się zmienia...”. Moje pierwsze wspomnienie z mundialu wiąże się z nią, a teraz możemy przeżywać to w ten sposób. Marzyłem o tym, ale nigdy nie sądziłem, że wydarzy się to tak wcześnie.
Kiedy patrzysz wstecz, jak dużą rolę w Twojej drodze na szczyt odegrał wysiłek Twoich rodziców?
To, co zrobili moja mama i mój tata… Ja nie potrafiłbym zrobić czegoś takiego dla nikogo innego, poza własnym dzieckiem. Zrozumiałem, że na taki wysiłek stać tylko rodziców. Zacznijmy od tego, że jeśli się nad tym zastanowić, bez pieniędzy bardzo trudno jest sprawić, by Twoje dziecko grało w piłkę. Bez pieniędzy bardzo trudno o prezent na Trzech Króli. Kiedy nie masz pieniędzy, wiele rzeczy jest niesamowicie trudnych. A moim rodzicom udawało się to wszystko spiąć. Grałem w piłkę. Dostawałem prezenty na Trzech Króli. To coś, czego nigdy nie będę w stanie im odpłacić.
Jak radzisz sobie z tak szybką zmianą... od skromnego życia, w którym czegoś brakowało, do luksusu?
Myślę, że są dwa sposoby patrzenia na życie. Są ludzie, którzy żyją normalnie, a potem przechodzą do luksusu, ale na spokojnie. I jestem ja, który uważa, że życiem trzeba się po prostu cieszyć. Wydaje mi się, że ludzie za dużo analizują: co się stanie, jeśli to zrobię; co, jeśli poznam tę osobę; co, jeśli ten związek się rozpadnie; co, jeśli to kupię, a potem nie będę tego chciał. Ja uważam, że kiedy będę starszy, i tak nie wydam wszystkich zarobionych pieniędzy. Mam możliwość zabezpieczyć swoje dzieci, a jednocześnie cieszyć się życiem. Bo życiem trzeba się cieszyć.
Co rozumiesz przez „cieszenie się życiem”?
Wszystko, na co mam ochotę, a czego nie mogłem robić jako dziecko, zamierzam robić teraz. Bez strachu, że może to przesada. Bo sam na to zapracowałem. Nie miałem nic, a wszystko, co mam, wywalczyłem sobie grając w piłkę. Nikt mi tego nie dał w prezencie ani nie dostałem tego w spadku. Dlatego uważam, że mam prawo robić ze swoim życiem to, co chcę. Dla mnie to życiowa zasada: jeśli coś sam osiągnąłeś, możesz robić z tym, co Ci się podoba. Oczywiście, potrzebujesz rad od innych ludzi w stylu: „Na Twoim miejscu bym tego nie robił” i tak dalej. I to jest w porządku.
Mówisz, że musiałeś bardzo szybko dorosnąć.
Każdy ma w życiu jakieś problemy. Każdy: pan, ja, osoba, która czyta ten wywiad. Ale są rzeczy, które dla dziecka są normalne, i takie, które nie są. Musiałem wcześniej zamieszkać sam. Musiałem być daleko od rodziców. Bywały chwile w dzieciństwie, kiedy czegoś bardzo chciałeś, miałeś marzenia i nie mogłeś ich spełnić. Wtedy uczysz się akceptować, że Twoje życie po prostu tak wygląda, i zaczynasz doceniać wszystko, co robią Twoi rodzice. Cały ten proces – patrzenie na to, jak moja mama cierpiała, jak próbowała wszystkiego, żeby dać mi szczęście... To wszystko sprawiło, że dojrzałem wcześniej. Dzięki temu mając 18 lat, mogę wejść do szatni pełnej weteranów i nie wyglądać przy nich jak dzieciak.
Czy ceną, jaką musisz płacić, jest brak możliwości prowadzenia normalnego życia?
Często jem obiad z moją partnerką albo z mamą i nagle słyszę: „Mogę zdjęcie?”. Siedzę sobie spokojnie w ogródku restauracyjnym i myślę: „To chyba nie jest najlepszy moment”. Ludzie nie wiedzą, jaką wartością jest to, że można wyjść się czegoś napić albo spokojnie pójść do kina. My tego nie mamy. Myślę, że oddałbym wiele z tego, co mamy, w zamian za bycie wolnym człowiekiem. Każdy może pojechać do centrum Barcelony, kupić ciuchy, czegoś się napić i wrócić do domu. Ja nie mogę. Dlatego kiedy mam okazję to zrobić... na przykład teraz, gdy jestem w Stanach Zjednoczonych, gdzie nikt mnie nie zna, to wyciskam z tego jak najwięcej.
Pamiętasz moment, w którym zdałeś sobie sprawę, że jesteś już sławny i wszystko się zmieniło?
Tak. Miałem 13 lat i jak każdy dzieciak chciałem po prostu wyjść na dwór. Poszedłem z kumplami do parku i jeden chłopak mnie rozpoznał. Od tego się zaczęło: „To ten chłopak z Barçy, ten, o którym mówią, że jest świetny”.
Porozmawiajmy o ego.
Myślę, że to są dwie różne rzeczy: jest ego i jest pewność siebie. Obie są ważne. Do pewnego stopnia bycie egocentrykiem jest istotne. Nie uważam tego za coś złego. Ale przede wszystkim ważne jest, aby mieć ogromną pewność siebie. Ludzie często mylą to z egocentryzmem. W świecie, w którym żyjemy, jeśli nie jesteś pewny siebie, mogą cię zniszczyć. Poza tym posiadanie odrobiny ego bywa zabawne. Idziesz na konferencję prasową i masz z tego trochę śmiechu.
Miałeś wcześniej przygotowane tamto zdanie: „Dopóki wygrywam, nikt nie będzie mógł mi nic powiedzieć”?
Nie, palnąłem to spontanicznie. Wiem, że jak powiem coś takiego, to potem wracam do domu, kładę się i śmieję z tego, że cały czas o tym dyskutujecie. Podoba mi się ten element, nie przeszkadza mi to. Myślę, że to po prostu futbol. Podobała mi się piłka z dawnych lat, okolice 2010 roku, kiedy były te wszystkie mecze Barça - Real Madryt. Najważniejsze to wierzyć w siebie, bo inaczej można wylądować na dnie.
Gdzie jest granica, żeby nie przesadzić?
Oczywiście, jeśli powiem, że w niedzielę strzelę sześć goli, a wiem, że ich nie strzelę, to pojawia się problem. Ale jeśli powiem ci, że w niedzielę zagram dobry mecz, to wiem, że mam ku temu umiejętności. Chodzi po prostu o znanie swoich ograniczeń.
Nigdy nie miałeś wątpliwości?
Nie. Widzę siebie w znacznie lepszym świetle, niż widzą mnie ludzie. Wiem, że droga jest bardzo długa i mam mnóstwo rzeczy do poprawy. Wiem, że ludzie patrzą na mnie i myślą: „O, to jest jego poziom i tyle”. Ale całą tę pewność siebie, którą mam, mogę wykorzystać na wiele sposobów. Powtórzę: czeka mnie długa droga, mnóstwo nauki. I dużo, dużo, dużo futbolu. Mam 18 lat.
Część druga wkrótce.
Komentarze (38)