Pedri udzielił obszernego wywiadu dziennikowi AS przed niedzielnym meczem 1/8 finału mistrzostw świata z Portugalią. Pomocnik reprezentacji Hiszpanii opowiedział między innymi o Hansim Flicku, marzeniach związanych ze Złotą Piłką, Leo Messim oraz celu, jaki stawia sobie podczas mundialu.
AS: Stała się viralem twoja prognoza, że Wyspy Zielonego Przylądka będą rewelacją mundialu. Bardziej niż sama anegdota interesuje nas jednak to, co z niej wynika. To odbicie mundialu, który jest bardzo wyrównany i pełen niespodzianek?
Pedri: Tak, to bardzo trudny i wyrównany mundial. Wiele reprezentacji, które przed turniejem były uznawane za faworytów, zaczyna mecze od strat gola, choć później czasem potrafią je odwrócić, a czasem nie. Poziom jest naprawdę bardzo wysoki i doskonale to widać. Muszę pogratulować Wyspom Zielonego Przylądka – rozegrali fantastyczny turniej. Nie przegrali żadnego meczu w regulaminowym czasie gry.
Jaka jest twoja pierwsza mundialowa pamiątka i który piłkarz zrobił na tobie największe wrażenie?
Najbardziej pamiętam ten mundial, który wygraliśmy. Miałem wtedy osiem lat i pamiętam kilka meczów, przede wszystkim finał. Każdy go pamięta. A jeśli chodzi o zawodnika, wybieram Andrésa Iniestę. Już jako dziecko bardzo się w niego wpatrywałem, a do tego strzelił gola, który uszczęśliwił nas wszystkich.
Luis Enrique nie lubi wyróżniać jednostek, ale w twoim przypadku zrobił wyjątek. Powiedział: "Przypomina mi Andrésa". Wyobrażasz sobie strzelenie gola podobnego do tego Iniesty?
(uśmiecha się) Śniłem o tym. Wiele razy. Każdy z nas na zgrupowaniu marzył o zdobyciu takiej bramki. Ale do ewentualnego finału jeszcze bardzo daleka droga. Musimy twardo stąpać po ziemi. Najbliższy mecz będzie bardzo trudny i trzeba zachować spokój.
Wiesz doskonale, czym są mecze pucharowe na mundialu. Jakie wnioski wyciągnęliście z Kataru – jako drużyna i osobiście?
Przede wszystkim nauczyliśmy się, jak wielkie znaczenie mają drobiazgi. W meczu jest ich mnóstwo i to one robią różnicę. Jeden prosty błąd może odesłać cię do domu. Taki właśnie jest mundial. Trzeba być skoncentrowanym przez pełne 90 minut, bo w każdej chwili wszystko może się odwrócić – możesz odpaść albo awansować.
Według Transfermarkt wartość obu kadr przekracza łącznie dwa miliardy euro. Czy taki mecz nie jest zbyt wielki jak na 1/8 finału?
To prawda, że obie reprezentacje należą do światowej czołówki i są w gronie kandydatów do zdobycia mistrzostwa świata. To dwa potężne zespoły, więc będzie bardzo trudno. Oczywiście chcemy awansować za wszelką cenę. Zapowiada się piękne i bardzo wyrównane spotkanie.
Przed wami rewanż za finał Ligi Narodów w Monachium. Oglądaliście już tamten mecz?
Jeszcze nie, ale teraz przeanalizujemy go razem z trenerem i sztabem. Sprawdzimy, co trzeba poprawić, co już robimy lepiej i nad czym jeszcze musimy pracować. Zawsze jest coś do poprawienia. Pamiętamy, że tamten finał przegraliśmy. Chcemy odegrać się za to na mundialu.
Dużo będzie się mówiło o pojedynku Pedri – Vitinha. Graliście przeciwko sobie wiele razy, także w Lidze Mistrzów. Jak go oceniasz i co chciałbyś od niego przejąć?
Vitinha to piłkarz najwyższej klasy. Szczególnie imponuje mi jego kontrola nad piłką i sposób, w jaki zarządza tempem meczu. Gdy grałem przeciwko niemu, zaskoczyło mnie, jak dużo biega. Nigdy nie stoi w miejscu. Zawsze znajduje wolnego kolegę z zespołu i zagrywa do niego piłkę. To jeden z najlepszych środkowych pomocników na świecie.
Vitinha dużo biega, ale ty również. W niektórych meczach pokonujesz ponad 14 kilometrów.
(uśmiecha się) Tak, zawsze. Mój tata powiedział mi kiedyś jedno zdanie: "Jeśli nic ci nie wychodzi i nie jesteś w najlepszej formie, przynajmniej biegaj i pracuj dla drużyny". Zawsze o tym pamiętam. Uwielbiam pracować dla zespołu, odbierać piłki. Nawet jeśli jej nie odbiorę, sam pressing już bardzo pomaga. W tej reprezentacji widać, że wszyscy biegamy dla innych, a nie dla siebie.
Choć postrzega się ciebie jako kreatywnego pomocnika i jesteś zawodnikiem z największą liczbą podań do ostatniej tercji boiska, to jednocześnie najczęściej odbierasz tam piłkę. Czujesz się bardziej kompletnym piłkarzem niż tylko magikiem od efektownych zagrań?
Staram się robić po trochu wszystko i być przydatnym w każdej fazie gry. Patrzę na to, czego potrzebuje drużyna, a nie tylko na wymyślanie efektownych akcji. Od tego mamy Lamine'a, który potrafi stworzyć coś z niczego (uśmiecha się). Jeśli widzę możliwość zagrania dobrego podania, próbuję, ale bardziej skupiam się na pomaganiu drużynie niż na tworzeniu efektownych momentów.
Gdy zdobyłeś nagrodę Golden Boy w 2021 roku, nie chciałeś wielkiego świętowania, bo nigdy nie lubiłeś w centrum uwagi. Wspominałeś jednak o marzeniach związanych z golem Iniesty. A Złota Piłka? To też jedno z marzeń?
Każdy piłkarz marzy o zdobyciu Złotej Piłki. To indywidualna nagroda, a ja bardziej cenię trofea drużynowe, ale jeśli zapytasz któregokolwiek reprezentanta Hiszpanii, każdy chciałby kiedyś wygrać Złotą Piłkę. Choć jednego zdobywcę już mamy (śmiech).
Jesteś w Stanach Zjednoczonych od miesiąca. Właśnie tutaj nastąpił też ważny moment w twojej karierze. Na Uniwersytecie w Baltimore przeanalizowano twoje włókna mięśniowe i od tamtej pory wszystko zaczęło wyglądać lepiej. Czy uważasz to za punkt zwrotny?
Tak, wiele osób tak mówi. Ja szczerze mówiąc nie wiem i chyba nigdy nie dowiem się, dlaczego wcześniej pojawiały się kontuzje. Nigdy nie poznamy odpowiedzi. To prawda, że zaczęliśmy zmieniać różne rzeczy, sprawdzać, czy coś można poprawić. Zawsze próbujesz kolejnych rozwiązań, aż trafisz na takie, które najlepiej działa dla twojego organizmu. Tak było w moim przypadku. Teraz czuję się dobrze, jestem szczęśliwy z mojej formy fizycznej i oby trwało to przez wiele lat.
Hansi Flick również bardzo wpłynął na twój rozwój w Barcelonie. Poprosił cię nawet o bycie liderem. Czy poprosił cię o coś, czego wcześniej nie robili inni trenerzy?
Przede wszystkim ustawił mnie niżej, u podstaw budowania akcji, żebym miał częstszy kontakt z piłką. To prawda, że Luis Enrique też chciał, żebym często schodził po piłkę i czuł się komfortowo przy rozegraniu. Flick zmienił jednak moją pozycję na boisku, a przede wszystkim przekazał nam mentalność zwyciężania i rywalizacji. To właśnie on zmienił sposób myślenia tej drużyny. Trzeba mu za to podziękować – odmienił mentalność Barcelony.
Jesteś częścią słynnej grupy jeżdżącej po Barcelonie na rowerach. Dani Olmo powiedział nam, że wyobraża sobie przejazd Piątą Aleją w Nowym Jorku tak samo jak aleją Diagonal w Barcelonie. Ty też?
Tak, wyobrażam to sobie. Jeśli będzie okazja wyjechać na rowerach, to oby. To oznaczałoby, że wygraliśmy mundial. Nie wiem, czy ochrona by nam na to pozwoliła, ale moglibyśmy spróbować (śmiech).
Jest też inna słynna tradycja – rzut karny wykonywany przez twojego ojca podczas świętowania. Co ona dla was znaczy?
Tak, moi rodzice byli tutaj niemal przede mną i pewnie wyjadą dopiero razem ze mną albo nawet później. Są dla mnie bardzo ważni i zawsze staram się mieć ich blisko. Mój tata wiele lat temu był bramkarzem, dlatego kiedy sam staję w bramce, zawsze żartuję, opowiadając o nim. Kiedyś po zdobyciu jednego z tytułów strzeliłem mu karnego i tak narodziła się ta tradycja. Obym mógł wykonywać jeszcze wiele takich rzutów karnych, bo to będzie oznaczało kolejne trofea.
Przewinęli się już tutaj Oyarzabal, Dani Olmo i Cucurella. Wszyscy apelowali do kibiców o wiarę. Jaki byłby twój przekaz?
Przede wszystkim chciałbym powiedzieć kibicom, żeby nam ufali. Z każdą kolejną rundą będziemy coraz silniejsi. Wiara, którą mamy wewnątrz drużyny, jest naprawdę niesamowita.
Twój wielki wybuch talentu nastąpił u boku Leo Messiego. Śledzisz jego występy na tym mundialu? Marzy ci się finał przeciwko niemu?
To byłoby coś wyjątkowego, bo oznaczałoby, że jesteśmy w finale mistrzostw świata. To byłby bardzo dobry znak. Oglądam go z ogromną przyjemnością. Miałem szczęście trenować z nim na co dzień i wiem, jaki jest. To, co robi w swoim wieku, jest niewiarygodne. Takie rzeczy potrafi robić tylko dzięki swojej jakości. Dla mnie Messi jest najlepszym piłkarzem w historii.
Komentarze (9)