Barça 3-0 Gimnàstic, mamy lidera!
Co prawda według bukmacherów, Barça była zdecydowanym faworytem dzisiejszego pojedynku, ale dyspozycja Katalończyków w poprzednich meczach na pewno nie mogła napawać optymizmem. Trzy mecze ligowe i zaledwie 2 oczka, to nie jest z pewnością wymarzony wynik dla wszystkich Cules. Dzisiejszy rywal podopiecznych Franka Rijkaarda zajmuje ostatnie miejsce w tabeli La Liga, więc jak nie teraz to, kiedy? Jak się okazało obawy o formę Ronaldinho i spółki nie były bezpodstawne. Co prawda Blaugrana zaaplikowała rywalom z Tarragony trzy gole nie tracąc przy tym żadnego, ale sama gra na pewno pozostawia wiele do życzenia. Miejmy nadzieję, że do meczu z Liverpoolem, dyspozycja całego zespołu wzrośnie, bo jeśli będziemy grac tak jak teraz to grzechem będzie nawet marzenie o wygraniu drugi raz Champions League.
Spotkanie zaczęło się bardzo spokojnie by nie powiedzieć nudno, szkoda, że takie sytuacje zdarzają się coraz częściej. Kibice zgromadzeni na Camp Nou przez pierwszy kwadrans mogli tylko podziwiać piłkarzy obu drużyn bez celu biegających wzdłuż murawy i nie potrafiących stworzyć zagrożenia pod bramką rywala. Piłka przemierzała raz na jedną, raz na drugą stronę połowy i tak do znudzenia (jak w meczu tenisa). Dopiero w 17 minucie Barcelona stworzyła pierwszą ciekawą akcję, która co ciekawe zakończyła się powodzeniem. Uderzenie, a raczej próba uderzenia Oleguera zakończyła się fiaskiem, futbolówka trafiła pod nogi Javiera Savioli, a ten nie wysoki snajper wykorzystał szanse i ku uciesze rzeszy Cules pokonał Bizzarri'ego. Barça jednak nie poszła za ciosem, nie dążyła do zdobycia kolejnych bramek. Za ciosem poszedł za to karateka rodem z Brazylii, który czarny pas wyrobił w Portugalii. Największy walczak w zespole, mowa oczywiście o Deco brutalnym faulem skosił razem z trawą jednego z przeciwników (nie chciałbym być na jego miejscu), za co ujrzał zasłużony żółty kartonik. Kilkanaście minut później Anderson de Souza postanowił przesunąć taśmę i wcisnąć przycisk ‘replay'. Tym razem ofiarą Mohikanina z numerem ‘20' na bordowo-granatowym kimono padł Mingo, który przez jakiś czas nie wiedział gdzie się znajduje. Dobrze, że sędzia ulgowo potraktował przewinienie, Deco, bo gdyby już w 36 minucie wyleciał z boiska nikt nie mógłby mieć pretensji do arbitra.
Chwilę później z dobrej strony po raz kolejny popisał się Javier Saviola. Snajper raczej nie grzeszący wzrostem (wręcz przeciwnie) popisał się świetnym uderzeniem z główki. Niestety tym razem popularny ‘El Conejo' nie miał już tyle szczęścia, co w meczu z Alaves i futbolówka uderzona przez Argentyńczyka trafiła w poprzeczką. Doskonałym dośrodkowaniem popisał się Deco, który już przestawił celownik i tym razem trafił w okrągłą piłkę, a nie nogi rywala. Kibice już się cieszyli z drugiego gola swego ulubieńca, ale była to radość przedwczesna. I to by było na tyle z ciekawych momentów w pierwszej połowie. Szczerze mówiąc ostatnio nasi ulubieńcy nas nie rozpieszczają.
Początek drugiej części gry był identyczny jak początek meczu. Z 30 minut sklejonych z obu części można by stworzyć film, który potrafiłby uśpić nawet ludzi cierpiących na bezsenność. Wynalazek lepszy niż liczenie owiec w jednym z odcinków Jasia Fasoli. Pomocnicy Barcelony nie istnieli, z napastnikami było nieco lepiej, ale ktoś przecież powinien im piłki dogrywać. Nie robił tego Xavi, zawodził także Deco, nie wspominając o Edmílsonie, który sprawiał wrażenie jakby pomylił miejsca pobytu podczas dzisiejszego wieczora. Nie wiem, co chciał robić podczas pobytu w Świątyni Futbolu, ale grą tego nazwać nie można (dziś jestem trochę bardziej łaskawy). Widząc tragiczną grę swoich kolegów z pomocy, do roboty wziął się Oleguer Presas, który pokazał jak powinno się hasać na przodzie. Wychowanek Barcelony zaczął coraz częściej włączać się do akcji ofensywnych i jak się okazało z powodzeniem. ‘Brodaty' defensor wprowadził dużo zamieszania w szeregach beniaminka. Presas dwukrotnie starał się pokonać goalkeeper Gimnastic, ale za każdym razem Bizzari okazywał się lepszy. Przy drugim strzale, szanse na dobitkę miało Saviola, ale ‘Pibito' zmarnował okazję.
Chwilę po ziarnowej szansie, Frank Rijkaard zdecydował się na zmianę. Z boiska zejść miał wcześniej wspomniany Argentyńczyk, a w jego miejsce miał się pojawić Eidur Gudjohnsen. Takiej decyzji nie mogli zrozumieć kibice, którzy w żałosny sposób przywitali wchodzącego Islandczyka, który był nieco zdziwiony i zmartwiony reakcją fanów. Zamiast braw na zachętę, blond włosy napastnik dostał porcję gwizdów, czego nawet nie warto komentować. Zachowanie poniżej krytyki...
Jak się okazało ‘Mister' się nie pomylił i już 2 minuty po wejściu snajpera, Barcelona zdobyła drugiego gola. Dośrodkowanie Ronaldinho z prawej strony trafiło na głowę Guddy'ego, ten uderzył na bramkę, ale strzał zdołał wybronić niezbyt pewnie, Bizzari. Piłkę starał się wybić na korner jeden z obrońców, ale trafił w... poprzeczkę. Nieporozumienie w szeregach gości wykorzystał Giuly, który bez problemów trafił do pustej bramki. Po trafieniu w grze po raz kolejny pojawił się przestój. Przebudzenie nastąpiło w 81 minucie, kiedy to na 3:0 podwyższył wprowadzony z ławki Andres Iniesta. Wspaniała dwójkową akcją popisał się Ronaldinho do spółki z Gudjohnsenem. Świetną sytuację starał się wykończyć ten pierwszy, ale dobrą interwencją popisał się portero z Tarragony. W odpowiedniej chwili i w odpowiednim miejscu stał jednak Iniesta, który trafił na 3:0.
Dopiero w 89 minucie Barça stworzyła kolejną doskonałą okazję do zdobycia gola. Błyskotliwy Iniesta, który wniósł dużo ożywienia do gry zagrał do Gudjohnsen, ale Islandczyk przestrzelił.
Dwie minuty później arbiter zakończył to nudne spotkanie. Barça zwyciężyła, wynik może cieszyć, gra wręcz przeciwnie. Kompletnie zawiedli pomocnicy, Xavi, Deco i Edmílson nie zagrali tak jak nas do tego przyzwyczaili. Na pochwałę z pewnością zasługują Puyol, Thuram, Oleguer oraz Frank Rijkaard, który dokonał bardzo dobrych zmian. Największy gwiazdor zespołu, Ronaldinho błysnął kilkoma zagraniami, ale później był wielokrotnie faulowany przez rywali. Sporo ożywienia do gry wprowadził Iniesta, z dobrej strony pokazali się również Zambrotta i Gudjohnsen. Miejmy jednak nadzieję, ze następne mecze będą zdecydowanie lepsze w wykonaniu naszych ulubieńców...
FC Barcelona - Gimnàstic Tarragona 3-0
1-0 Saviola 17'
2-0 Giuly 67'
3-0 Iniesta 81'
Składy:
Barcelona: Valdés, Oleguer, Thuram (82' Márquez), Puyol, Zambrotta, Edmílson, Xavi, Deco (65' Iniesta), Giuly, Saviola (65' Gudjohnsen), Ronaldinho
Gimnàstic: Bizarri, Calvo, Matellán, César Navas, Mingo, Abel Buades, Morales, Generelo (57' Merino), Cuéllar (66' Pinilla), Juan Díaz, Portillo
Żółte kartki: Deco (24') - Mingo (12'), Portillo (58')
Sędzia: Rubinos Pérez
Stadion / widzów: Camp Nou / 74 343
Spotkanie zaczęło się bardzo spokojnie by nie powiedzieć nudno, szkoda, że takie sytuacje zdarzają się coraz częściej. Kibice zgromadzeni na Camp Nou przez pierwszy kwadrans mogli tylko podziwiać piłkarzy obu drużyn bez celu biegających wzdłuż murawy i nie potrafiących stworzyć zagrożenia pod bramką rywala. Piłka przemierzała raz na jedną, raz na drugą stronę połowy i tak do znudzenia (jak w meczu tenisa). Dopiero w 17 minucie Barcelona stworzyła pierwszą ciekawą akcję, która co ciekawe zakończyła się powodzeniem. Uderzenie, a raczej próba uderzenia Oleguera zakończyła się fiaskiem, futbolówka trafiła pod nogi Javiera Savioli, a ten nie wysoki snajper wykorzystał szanse i ku uciesze rzeszy Cules pokonał Bizzarri'ego. Barça jednak nie poszła za ciosem, nie dążyła do zdobycia kolejnych bramek. Za ciosem poszedł za to karateka rodem z Brazylii, który czarny pas wyrobił w Portugalii. Największy walczak w zespole, mowa oczywiście o Deco brutalnym faulem skosił razem z trawą jednego z przeciwników (nie chciałbym być na jego miejscu), za co ujrzał zasłużony żółty kartonik. Kilkanaście minut później Anderson de Souza postanowił przesunąć taśmę i wcisnąć przycisk ‘replay'. Tym razem ofiarą Mohikanina z numerem ‘20' na bordowo-granatowym kimono padł Mingo, który przez jakiś czas nie wiedział gdzie się znajduje. Dobrze, że sędzia ulgowo potraktował przewinienie, Deco, bo gdyby już w 36 minucie wyleciał z boiska nikt nie mógłby mieć pretensji do arbitra.
Chwilę później z dobrej strony po raz kolejny popisał się Javier Saviola. Snajper raczej nie grzeszący wzrostem (wręcz przeciwnie) popisał się świetnym uderzeniem z główki. Niestety tym razem popularny ‘El Conejo' nie miał już tyle szczęścia, co w meczu z Alaves i futbolówka uderzona przez Argentyńczyka trafiła w poprzeczką. Doskonałym dośrodkowaniem popisał się Deco, który już przestawił celownik i tym razem trafił w okrągłą piłkę, a nie nogi rywala. Kibice już się cieszyli z drugiego gola swego ulubieńca, ale była to radość przedwczesna. I to by było na tyle z ciekawych momentów w pierwszej połowie. Szczerze mówiąc ostatnio nasi ulubieńcy nas nie rozpieszczają.
Początek drugiej części gry był identyczny jak początek meczu. Z 30 minut sklejonych z obu części można by stworzyć film, który potrafiłby uśpić nawet ludzi cierpiących na bezsenność. Wynalazek lepszy niż liczenie owiec w jednym z odcinków Jasia Fasoli. Pomocnicy Barcelony nie istnieli, z napastnikami było nieco lepiej, ale ktoś przecież powinien im piłki dogrywać. Nie robił tego Xavi, zawodził także Deco, nie wspominając o Edmílsonie, który sprawiał wrażenie jakby pomylił miejsca pobytu podczas dzisiejszego wieczora. Nie wiem, co chciał robić podczas pobytu w Świątyni Futbolu, ale grą tego nazwać nie można (dziś jestem trochę bardziej łaskawy). Widząc tragiczną grę swoich kolegów z pomocy, do roboty wziął się Oleguer Presas, który pokazał jak powinno się hasać na przodzie. Wychowanek Barcelony zaczął coraz częściej włączać się do akcji ofensywnych i jak się okazało z powodzeniem. ‘Brodaty' defensor wprowadził dużo zamieszania w szeregach beniaminka. Presas dwukrotnie starał się pokonać goalkeeper Gimnastic, ale za każdym razem Bizzari okazywał się lepszy. Przy drugim strzale, szanse na dobitkę miało Saviola, ale ‘Pibito' zmarnował okazję.
Chwilę po ziarnowej szansie, Frank Rijkaard zdecydował się na zmianę. Z boiska zejść miał wcześniej wspomniany Argentyńczyk, a w jego miejsce miał się pojawić Eidur Gudjohnsen. Takiej decyzji nie mogli zrozumieć kibice, którzy w żałosny sposób przywitali wchodzącego Islandczyka, który był nieco zdziwiony i zmartwiony reakcją fanów. Zamiast braw na zachętę, blond włosy napastnik dostał porcję gwizdów, czego nawet nie warto komentować. Zachowanie poniżej krytyki...
Jak się okazało ‘Mister' się nie pomylił i już 2 minuty po wejściu snajpera, Barcelona zdobyła drugiego gola. Dośrodkowanie Ronaldinho z prawej strony trafiło na głowę Guddy'ego, ten uderzył na bramkę, ale strzał zdołał wybronić niezbyt pewnie, Bizzari. Piłkę starał się wybić na korner jeden z obrońców, ale trafił w... poprzeczkę. Nieporozumienie w szeregach gości wykorzystał Giuly, który bez problemów trafił do pustej bramki. Po trafieniu w grze po raz kolejny pojawił się przestój. Przebudzenie nastąpiło w 81 minucie, kiedy to na 3:0 podwyższył wprowadzony z ławki Andres Iniesta. Wspaniała dwójkową akcją popisał się Ronaldinho do spółki z Gudjohnsenem. Świetną sytuację starał się wykończyć ten pierwszy, ale dobrą interwencją popisał się portero z Tarragony. W odpowiedniej chwili i w odpowiednim miejscu stał jednak Iniesta, który trafił na 3:0.
Dopiero w 89 minucie Barça stworzyła kolejną doskonałą okazję do zdobycia gola. Błyskotliwy Iniesta, który wniósł dużo ożywienia do gry zagrał do Gudjohnsen, ale Islandczyk przestrzelił.
Dwie minuty później arbiter zakończył to nudne spotkanie. Barça zwyciężyła, wynik może cieszyć, gra wręcz przeciwnie. Kompletnie zawiedli pomocnicy, Xavi, Deco i Edmílson nie zagrali tak jak nas do tego przyzwyczaili. Na pochwałę z pewnością zasługują Puyol, Thuram, Oleguer oraz Frank Rijkaard, który dokonał bardzo dobrych zmian. Największy gwiazdor zespołu, Ronaldinho błysnął kilkoma zagraniami, ale później był wielokrotnie faulowany przez rywali. Sporo ożywienia do gry wprowadził Iniesta, z dobrej strony pokazali się również Zambrotta i Gudjohnsen. Miejmy jednak nadzieję, ze następne mecze będą zdecydowanie lepsze w wykonaniu naszych ulubieńców...
FC Barcelona - Gimnàstic Tarragona 3-0
1-0 Saviola 17'
2-0 Giuly 67'
3-0 Iniesta 81'
Składy:
Barcelona: Valdés, Oleguer, Thuram (82' Márquez), Puyol, Zambrotta, Edmílson, Xavi, Deco (65' Iniesta), Giuly, Saviola (65' Gudjohnsen), Ronaldinho
Gimnàstic: Bizarri, Calvo, Matellán, César Navas, Mingo, Abel Buades, Morales, Generelo (57' Merino), Cuéllar (66' Pinilla), Juan Díaz, Portillo
Żółte kartki: Deco (24') - Mingo (12'), Portillo (58')
Sędzia: Rubinos Pérez
Stadion / widzów: Camp Nou / 74 343
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)