Czarne chmury przybyły nad Katalonię

janek

22 lutego 2007, 11:07

Brak komentarzy
Teraz po słabej grze i porażce z FC Liverpoolem nie ma się już co dziwić, że źle się dzieje za murami Camp Nou. Kiedy ekipa dowodzona przez Franka Rijkaarda na początku sezonu wygrywała choć nie była jeszcze do końca zgrana mówiło się, iż potrzeba czasu by takie gwiazdy ponownie poczuły swój rytm gry. Jak się okazuje czas już minął, a rytmu jak nie było tak nie ma. Barcelona gra jeszcze słabiej niż na początku sezonu. Teraz, kiedy wydawało się, że nasi piłkarze w końcu muszą powrócić do gry, jaką prezentowali przed Mistrzostwami Świata, stało się zupełnie co innego. Barça, kiedy wychodzi na plac gry, jest po prostu słaba, bezradna, nie ma pomysłu na grę, a co najważniejsze jest słaba kondycyjnie i powolna w rozgrywaniu swych akcji. Możemy tylko pomarzyć o długich rajdach Ronaldinho, którymi oczarowywał cały świat jeszcze tak niedawno. Również inni piłkarze, nie tylko Brazylijczyk są cieniami dla samych siebie. Wystarczy wspomnieć choćby o Márquezie, czy Xavim, którzy w tym sezonie w każdym meczu sprawiają wrażenie zagubionych niewiniątek na boisku.

Na pewno winy można szukać w tym, że Barce przez cały sezon prześladują kontuzje. Urazy Eto'o i Messiego, które wyłączyły ich z gry na długi czas i wydają się być tą sprawą, która zadecydowała o tak słabej grze Barçy w ostatnim czasie. Jednak trzeba przy okazji wspomnieć, że wielkie klubu muszą być wielkie nawet wtedy, kiedy muszą grać bez 1 czy 2 swych podstawowych zawodników.

Martwić może także bezradność szkoleniowców Azulgrany. Kiedy z klubu odszedł Henk ten Cate, zabrakło w nim dobrego łącznika relacji między Rijkaardem a zawodnikami. Niektórzy z graczy zaczęli krytykować Rijkaarda i wytykać mu błędy, jakie popełnia ustalając skład i taktykę na każdy mecz, a wiele osób zdążyło zauważyć, że zmiany, jakie Holender przeprowadza w czasie meczu, są co najmniej śmieszne. W momencie, gdy Barça przegrywa i musi się wziąć za odrabianie start, na boisko wchodzi Thiago Motta, a schodzi Eidur Gudjohnsen. W takiej sytuacji człowiek nie musi być fachowcem żeby zorientować się, że jest to niezbyt mądre posunięcie. Zresztą, jeśli popatrzeć na grę jaką prezentuje Motta, można się zastanawiać, co taki piłkarz robi w takim klubie jak Barcelona.

Czy to już koniec wielkiej Barçy, na którą będziemy musieli poczekać kolejne 10 lat? Czy to koniec wielkiego geniuszu Ronaldinho? Czy to koniec wielkiej piłkarskiej rodziny? Czy to koniec dumy, jaką przynosiła Barcelonie ostatnim czasem nasza ulubiona ekipa? Na takie pytania już nie jest za wcześnie. Za wcześnie jest natomiast na odpowiedzi na te pytania. A znaczną część odpowiedzi poznamy 6 marca. Wtedy to miliony fanów z całego świata zasiądzie przed telewizorami z nadzieją, z wiarą w to, że futbol jest nieprzewidywalny, że futbol jest piękny, a Barça zgra tak jak grać potrafi. Czyli szybko, technicznie, skutecznie, z pomysłem i finezją. A wszystko tylko po to by duma znów wróciła do Katalonii...

[źródło: Własne]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze