Nadchodzą kluczowe momenty tego sezonu

Looky

27 lutego 2007, 12:40

Brak komentarzy
Dwie porażki, najpierw z Valencią, a zwlaszcza ta następna z Lverpoolem uświadomiły wszystkim Cules, że w grze Barcelony wiele musi się zmienić, by z powodzeniem walczyć na trzech frontach. W niedzielę na boisko powrócił Samuel Eto'o i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ujrzeliśmy nowe - stare oblicze Barcelony.

Momentalnie ucichła krytyka pod adresem Ronaldinho, który po zakończeniu spotkania w blasku fleszy z dumą prezentował swój brzuch. Na przekór wszelkim teoriom spiskowym o słabej formie, Gaúcho stworzył w ataku Barçy z powracającym Samuelem na czele, nową jakość, której niepowstydziłaby się wielka Barcelona z minionego sezonu. Oczywiście nie można porównywać Athletic Bilbao do najbliższych przeciwników - Zaragozy i Liverpoolu, bo w tych pojedynkach Katalończycy takiej swobody i tylu dobrych sytuacji mieć nie będą, pewnym jest jednak, że w niedzielę na Czamp Nou znów widzieliśmy magiczną Barçę, Barçę której gra zapierała dech w piersiach.

Teraz widać ile dla zespołu znaczy Samuel Eto'o. Ani Saviola, który nie imponuje takim przyspieszeniem, ani tym bardziej Gudjohnsen, nie są zawodnikami mogącymi wziąć na siebie ciężar gry środkowego napastnika. Niedzielne poczynania Ronaldinho z Samuelem kibice mogli określić mianem "sztuki", którą w wykonaniu "Dumy Katalonii" po ubiegłorocznym finale Ligi Mistrzów chce oglądać cała Europa.

Marzeniem Cules jest powrót wielkiego trio do ataku Barcelony. Brakującym ogniwem jest Messi, który w meczu z Athletic zagrał 23 minuty. Rijkaard chciał oszczędzić Argentyńczyka, który czuje w nogach 90-minutowy pojedynek z Liverpoolem, a będzie drużynie bardzo potrzebny w najbliższych spotkaniach. Właśnie teraz Barça potrzebuje całej swej najmocniejszej artylerii, by zwłaszcza w rewanżu na Anfield po raz pierwszy od 22. listopada 2006 roku triumfować w wyjazdowym meczu. A jest to możliwe, bo skoro ta Barça potrafiła wygrać na Stamford Bridge, Bernabeu czy San Siro, może także zwyciężyć na Romareda i w Liverpoolu.

[źródło: Mundo Deportivo/własne]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze