Deco: Nie strzelimy sobie w głowę
Zawodnicy i trener Barcelony podkreślają, że porażka w pierwszym meczu rozstrzygnęła losy rywalizacji z Liverpoolem w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Barcelona wygrała na Anfield Road 1:0 po bramce Eidura Gudjohnsena, ale pożegnała się z pucharem.
W Barcelonie liczą na to, że odpadnięcie z Ligi Mistrzów pozwoli skoncentrować się na obronie tytułu mistrza Hiszpanii. - To rozczarowanie, ale nie klęska - powiedział dziennikowi "El Mundo Deportivo" portugalski rozgrywający Barçy Deco. - Nie strzelimy sobie przecież z tego powodu w głowę. Wygrana w zeszłorocznej Lidze Mistrzów wcale nie oznaczała, że musimy powtórzyć ten wyczyn. Staraliśmy się, ale teraz musimy obronić tytuł w kraju.
Xavi podkreśla, że klub nadal walczy w tym sezonie o dwa trofea. Barcelona zajmuje w tej chwili drugie miejsce w lidze ze stratą punktu do liderującej Sevilli, dotarła też do półfinału Pucharu Króla. - Trudno pogodzić się z porażką, ale teraz musimy wygrać ligę i krajowy puchar - powiedział Xavi.
Ronaldinho, który mógł być bohaterem spotkania, ale jego strzał na początku drugiej połowy trafił w słupek podkreśla, że zawodnicy powinni teraz myśleć wyłącznie o sobotnim spotkaniu z Realem Madryt na Camp Nou. - Nie tego oczekiwaliśmy, ale nie możemy tego rozpamiętywać, ponieważ przed nami niezwykle ważny mecz - powiedział Brazylijczyk. - Jesteśmy smutni, ale nie mamy czasu, żeby o tym myśleć. Musimy skoncentrować się na walce w lidze.
Trener Barcelony, Frank Rijkaard podkreśla, że szanse na zwycięstwo w dwumeczu Barça przegrała już w pierwszym spotkaniu. - Po pierwszym meczu znaleźliśmy się w niezwykle trudnej sytuacji - powiedział. - Liverpool miał przewagę z pierwszego spotkania i potrafił w rewanżu zrealizować założenia taktyczne. Rywale grali bardzo uważnie w obronie, a ich ataki sprawiały nam wiele problemów.
Zdaniem Rijkaarda szczęście było jednak blisko. - Kiedy objęliśmy prowadzenie myślałem, że jeszcze nie wszystko stracone - stwierdził. - Przy odrobienie szczęścia mogliśmy pod koniec spotkania odmienić nasz los.
Z opinią trenera zgadza się pomocnik Andres Iniesta. - W pierwszej połowie Liverpool był świetnie zorganizowany - powiedział. - Byliśmy częściej przy piłce, ale nie potrafiliśmy przedrzeć się pod ich pole karne.
Liverpool może wrócić na tron
Rafael Benitez podkreśla, że awans przede wszystkim jest zasługą zawodników. - Taktyka okazała się słuszna, ale to zawodnicy wykonali wielką pracę, żeby zwyciężyć - powiedział po meczu.
Jednym z bohaterów meczu był Jamie Carragher, dla którego był to 57 występ w europejskich pucharach i który wyrównał tym samym klubowy rekord należący do Phila Neilla. Carragher stwierdził, że Liverpool rozegrał wspaniałe spotkanie, lepsze nawet niż finał Ligi Mistrzów z 2005 r., w którym "The Reds" w fantastyczny sposób pokonali Milan. - Uważam, że to nasz najlepszy mecz w europejskich pucharach - powiedział. - Barcelona to nadal najlepszy klub świata i pokonanie ich jest wielkim osiągnięciem. Mieliśmy dziś pecha i przegraliśmy, ale pokonanie Barçy jest dowodem, że stać nas na powtórzenie wyniku z 2005 r.
Kapitan Liverpoolu, Steven Gerrard, również jest zdania, że zespół stać na wygranie Ligi Mistrzów. - Pokonaliśmy w dwumeczu ostatniego triumfatora, co dowodzi, że kiedy mamy swój dzień, jesteśmy w stanie wygrać z każdym - powiedział Gerrard. Podobnego zdania jest Rijkaard. - Przy odrobinie szczęścia Liverpool może pokonać każdego, kto stanie na ich drodze aż do finału - powiedział trener Barcelony.
Benitez po raz udowodnił, że jest znakomitym taktykiem. Jego zespół był znakomicie ustawiony w obu spotkaniach i znakomicie zneutralizował największe atuty rywali. Eksperyment Rijkaarda z ustawieniem 3-4-3 nie przyniósł zamierzonego rezultatu. Jednak trener Liverpoolu podkreślił, że nie traktuje awansu w kategoriach prywatnego triumfu nad Rijkaardem. - Nie lubię mówić o bitwach między menedżerami, bo o wszystkim decyduje postawa zawodników na boisku - podkreślił. - Zagraliśmy dwa dobre mecze przeciwko znakomitemu zespołowi i być może doda nam to pewności siebie w kolejnych spotkaniach.
[źródło: gazeta.pl]
W Barcelonie liczą na to, że odpadnięcie z Ligi Mistrzów pozwoli skoncentrować się na obronie tytułu mistrza Hiszpanii. - To rozczarowanie, ale nie klęska - powiedział dziennikowi "El Mundo Deportivo" portugalski rozgrywający Barçy Deco. - Nie strzelimy sobie przecież z tego powodu w głowę. Wygrana w zeszłorocznej Lidze Mistrzów wcale nie oznaczała, że musimy powtórzyć ten wyczyn. Staraliśmy się, ale teraz musimy obronić tytuł w kraju.
Xavi podkreśla, że klub nadal walczy w tym sezonie o dwa trofea. Barcelona zajmuje w tej chwili drugie miejsce w lidze ze stratą punktu do liderującej Sevilli, dotarła też do półfinału Pucharu Króla. - Trudno pogodzić się z porażką, ale teraz musimy wygrać ligę i krajowy puchar - powiedział Xavi.
Ronaldinho, który mógł być bohaterem spotkania, ale jego strzał na początku drugiej połowy trafił w słupek podkreśla, że zawodnicy powinni teraz myśleć wyłącznie o sobotnim spotkaniu z Realem Madryt na Camp Nou. - Nie tego oczekiwaliśmy, ale nie możemy tego rozpamiętywać, ponieważ przed nami niezwykle ważny mecz - powiedział Brazylijczyk. - Jesteśmy smutni, ale nie mamy czasu, żeby o tym myśleć. Musimy skoncentrować się na walce w lidze.
Trener Barcelony, Frank Rijkaard podkreśla, że szanse na zwycięstwo w dwumeczu Barça przegrała już w pierwszym spotkaniu. - Po pierwszym meczu znaleźliśmy się w niezwykle trudnej sytuacji - powiedział. - Liverpool miał przewagę z pierwszego spotkania i potrafił w rewanżu zrealizować założenia taktyczne. Rywale grali bardzo uważnie w obronie, a ich ataki sprawiały nam wiele problemów.
Zdaniem Rijkaarda szczęście było jednak blisko. - Kiedy objęliśmy prowadzenie myślałem, że jeszcze nie wszystko stracone - stwierdził. - Przy odrobienie szczęścia mogliśmy pod koniec spotkania odmienić nasz los.
Z opinią trenera zgadza się pomocnik Andres Iniesta. - W pierwszej połowie Liverpool był świetnie zorganizowany - powiedział. - Byliśmy częściej przy piłce, ale nie potrafiliśmy przedrzeć się pod ich pole karne.
Liverpool może wrócić na tron
Rafael Benitez podkreśla, że awans przede wszystkim jest zasługą zawodników. - Taktyka okazała się słuszna, ale to zawodnicy wykonali wielką pracę, żeby zwyciężyć - powiedział po meczu.
Jednym z bohaterów meczu był Jamie Carragher, dla którego był to 57 występ w europejskich pucharach i który wyrównał tym samym klubowy rekord należący do Phila Neilla. Carragher stwierdził, że Liverpool rozegrał wspaniałe spotkanie, lepsze nawet niż finał Ligi Mistrzów z 2005 r., w którym "The Reds" w fantastyczny sposób pokonali Milan. - Uważam, że to nasz najlepszy mecz w europejskich pucharach - powiedział. - Barcelona to nadal najlepszy klub świata i pokonanie ich jest wielkim osiągnięciem. Mieliśmy dziś pecha i przegraliśmy, ale pokonanie Barçy jest dowodem, że stać nas na powtórzenie wyniku z 2005 r.
Kapitan Liverpoolu, Steven Gerrard, również jest zdania, że zespół stać na wygranie Ligi Mistrzów. - Pokonaliśmy w dwumeczu ostatniego triumfatora, co dowodzi, że kiedy mamy swój dzień, jesteśmy w stanie wygrać z każdym - powiedział Gerrard. Podobnego zdania jest Rijkaard. - Przy odrobinie szczęścia Liverpool może pokonać każdego, kto stanie na ich drodze aż do finału - powiedział trener Barcelony.
Benitez po raz udowodnił, że jest znakomitym taktykiem. Jego zespół był znakomicie ustawiony w obu spotkaniach i znakomicie zneutralizował największe atuty rywali. Eksperyment Rijkaarda z ustawieniem 3-4-3 nie przyniósł zamierzonego rezultatu. Jednak trener Liverpoolu podkreślił, że nie traktuje awansu w kategoriach prywatnego triumfu nad Rijkaardem. - Nie lubię mówić o bitwach między menedżerami, bo o wszystkim decyduje postawa zawodników na boisku - podkreślił. - Zagraliśmy dwa dobre mecze przeciwko znakomitemu zespołowi i być może doda nam to pewności siebie w kolejnych spotkaniach.
[źródło: gazeta.pl]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)