Messi: To mój najlepszy mecz w życiu
"Po prostu w odpowiednim czasie znajdowałem się w odpowiednim miejscu, piłka spadała mi pod nogi i trafiałem do siatki", mówi po hat-tricku w meczu z Realem Madryt argentyński napastnik Barcelony Lionel Messi
Jak się czujesz po strzeleniu trzech goli Realowi?
Lionel Messi: Szczęśliwy. Ale jestem spokojny, pozostaję takim samym człowiekiem, jakim byłem. Jeszcze nie wróciłem do formy po kontuzji, choć ciężko pracowałem przez ostatnie tygodnie.
To Twój najlepszy mecz w Barcelonie?
Pierwszy raz strzeliłem trzy bramki, i to od razu w takim meczu!
Byłeś aktywny jak nigdy.
Nie zauważyłem. Byłem bardzo spokojny, wyluzowany. Nie biegałem dużo. Po prostu w odpowiednim czasie znajdowałem się w odpowiednim miejscu, piłka spadała mi pod nogi i trafiałem do siatki.
Dla kogo był napis na koszulce, który pokazałeś po pierwszym golu ["Fuerza tio" - trzymaj się, bądź dzielny]?
Dedykowałem go swojemu chrzestnemu, któremu niedawno zmarł tata. Jest dla mnie jak drugi ojciec. Teraz przeżywa ciężkie chwile, chciałem go wesprzeć.
Remis to sprawiedliwy wynik?
Chyba tak. W pierwszej połowie byliśmy lepsi, ale traciliśmy bramki. Mieliśmy sporo okazji, brakowało szczęścia pod bramką. A potem, kiedy sędzia wyrzucił Oleguera, już tak łatwo nie było. Madryt miał inicjatywę, przeważał. Dobrze, że skończyło się remisem.
Czy w tym meczu narodził się drugi Maradona? Twój rodak też grał w Barcelonie, a Twoje nazwisko też zaczyna się na "M".
Nie mówcie tak. Jestem zbyt skromnym człowiekiem, by w tym momencie porównywać mnie do wielkiego Diego. Moja epoka jeszcze nie nadeszła. W sobotę grała cała drużyna. Razem traciliśmy gole, razem je zdobywaliśmy. Ja trafiałem do siatki, ale były zasługą moich kolegów.
Odpadliście z Ligi Mistrzów, o co jeszcze gracie?
Już w połowie marca przegraliśmy najważniejsze dla nas rozgrywki. Żałujemy, ale co zrobić? Została nam walka o mistrzostwo kraju i Puchar Króla. Chcemy zdobyć oba te trofea. Na osłodę.
[źródło: gazeta.pl]
Jak się czujesz po strzeleniu trzech goli Realowi?
Lionel Messi: Szczęśliwy. Ale jestem spokojny, pozostaję takim samym człowiekiem, jakim byłem. Jeszcze nie wróciłem do formy po kontuzji, choć ciężko pracowałem przez ostatnie tygodnie.
To Twój najlepszy mecz w Barcelonie?
Pierwszy raz strzeliłem trzy bramki, i to od razu w takim meczu!
Byłeś aktywny jak nigdy.
Nie zauważyłem. Byłem bardzo spokojny, wyluzowany. Nie biegałem dużo. Po prostu w odpowiednim czasie znajdowałem się w odpowiednim miejscu, piłka spadała mi pod nogi i trafiałem do siatki.
Dla kogo był napis na koszulce, który pokazałeś po pierwszym golu ["Fuerza tio" - trzymaj się, bądź dzielny]?
Dedykowałem go swojemu chrzestnemu, któremu niedawno zmarł tata. Jest dla mnie jak drugi ojciec. Teraz przeżywa ciężkie chwile, chciałem go wesprzeć.
Remis to sprawiedliwy wynik?
Chyba tak. W pierwszej połowie byliśmy lepsi, ale traciliśmy bramki. Mieliśmy sporo okazji, brakowało szczęścia pod bramką. A potem, kiedy sędzia wyrzucił Oleguera, już tak łatwo nie było. Madryt miał inicjatywę, przeważał. Dobrze, że skończyło się remisem.
Czy w tym meczu narodził się drugi Maradona? Twój rodak też grał w Barcelonie, a Twoje nazwisko też zaczyna się na "M".
Nie mówcie tak. Jestem zbyt skromnym człowiekiem, by w tym momencie porównywać mnie do wielkiego Diego. Moja epoka jeszcze nie nadeszła. W sobotę grała cała drużyna. Razem traciliśmy gole, razem je zdobywaliśmy. Ja trafiałem do siatki, ale były zasługą moich kolegów.
Odpadliście z Ligi Mistrzów, o co jeszcze gracie?
Już w połowie marca przegraliśmy najważniejsze dla nas rozgrywki. Żałujemy, ale co zrobić? Została nam walka o mistrzostwo kraju i Puchar Króla. Chcemy zdobyć oba te trofea. Na osłodę.
[źródło: gazeta.pl]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)