Man United - Milan 3:2. Ostatnia minuta Rooneya
Manchester bliżej finału Ligi Mistrzów! Milan zaczął wyjazdowy mecz na Old Trafford jeszcze gorzej niż Roma, ale wielka klasa Kaki pozwoliła mu odwrócić losy pierwszego półfinału. "Czerwone Diabły" zwyciężyły jednak 3:2.
Ci, którzy po golu dla Manchesteru już w 4. minucie szukali analogii między Milanem i Romą, musieli potem przecierać oczy ze zdumienia. Na Old Trafford goście przegrywali 0:1 jeszcze szybciej niż rzymianie w ćwierćfinale, a jednak nawet tak zły początek nie zbił z tropu mediolańskich weteranów. Milan nie wpadł w panikę, grał po swojemu, wiedząc, że nie może zostawić miejsca skrzydłowym MU: Giggsowi oraz - przede wszystkim - Cristiano Ronaldo. I nie zostawił. Sam długo trzymał piłkę, nie pozwolił gospodarzom iść za ciosem, a potem najlepszy na boisku Kaka zadawał Anglikom miażdżące ciosy.
Klęska Romy na Old Trafford (1:7) nie miała więc we wtorek dalszego ciągu. Wiadomo, że choć klub z Rzymu jest w tym sezonie jedną z gwiazd Serie A, to Milan wciąż pozostaje najlepszą wizytówką Włoch w Europie. W ostatnich pięciu latach tylko raz przepadł przed półfinałem Champions League i jasne było, że doświadczeniem i efektywnością Manchester równać się z nim nie może. Musiał postawić na dynamikę, fantazję, siłę, ale miał ich w pierwszej połowie za mało.
Tuż przed meczem okazało się, że Milan zagra w absolutnie najsilniejszym składzie, bo bramkarz Dida zdążył wrócić do zdrowia. Co nie znaczy, że zdołał wrócić do formy. Jego zachowanie w 4. min bardzo pomogło gospodarzom zdobyć prowadzenie. Szokujące był jednak zawahanie obrońców Milanu. Stoperzy mieli być słabością Manchesteru (po kontuzjach Rio Ferdinanda i Vidica), tymczasem niezwykle doświadczeni Maldini i Nesta nie okazali się atutem Milanu. Nie wybili piłki po centrze z rożnego, Dida wyszedł z bramki, ale nagle stanął jak wryty zamiast wypiąstkować piłkę jak i Ronaldo bez przeszkód uderzył głową. Trafił co prawda w właśnie w Didę, ale futbolówka odbiła się bardzo wysoko. Skoczył do niej Heinze, a próbujący go uprzedzić bramkarz wbił ją sobie do siatki.
Ten znakomity początek wieszczył jednak nieszczęście Manchesteru. A nieszczęściem był Kaka i rezerwowi obrońcy Heinze, Brown i Evra. Włosi bez nerwów i pośpiechu przejmowali panowanie nad sytuacją, a w 21. min Seedorf fantastycznie podał do Kaki. Brazylijczyk ruszył jak ferrari zostawiając z tyłu poruszającego się w tempie żółwia Heinzego. Ósmy gol w tej edycji Champions League to było jednak dla Kaki za mało. Za chwilę był dziewiąty. W 37. min przerzucił piłkę nad Heinzem, na którego wpadł spanikowany Evra. Gdy obaj gracze Manchesteru zbierali się z murawy, Kaka wznosił ręce świętując prowadzenie Milanu 2:1. Już do końca pierwszej połowy Manchester przypominał zamroczonego boksera.
Oprzytomniał po przerwie. W 59. min Ronaldo wreszcie odegrał z pierwszej piłki, a Scholes błysnął geniuszem, przerzucając piłkę czubkiem buta nad rzędem włoskich obrońców do Rooneya. Było 2:2 i to był kolejny moment zwrotny meczu. Na boisku nie było już Maldiniego i Gattuso - pierwszy został zmieniony w przerwie, drugi doznał kontuzji na początku drugiej połowy.
Manchester uwierzył, że nie wszystko stracone. W 63. min Dida obronił mocny strzał Fletchera po znakomitej akcji gospodarzy. W 73. min zastępujący Maldiniego Bonera sfaulował Rooneya pięć metrów od pola karnego, ale brazylijski bramkarz nie dał się pokonać Giggsowi z wolnego. Manchester odzyskał inicjatywę i nadzieję, że wygra. Ale właśnie wtedy, gdy Anglicy byli najgroźniejsi i najbardziej zdeterminowani, wyczuwający to bezbłędnie goście nie zostawiali im ani metra pod swoją bramką.
Wydawało się, że Włosi obronią remis, kiedy popełnili błąd w środku pola. Giggs pognał prawym skrzydłem jak nastolatek, podał do Rooneya, a reprezentant Anglii strzelił - bez zastanowienia i potężnie - w krótki róg. Dida skończył mecz jak go zaczął - od błędu. Puścił piłkę przy słupku i Manchester stanął przed szansą by po raz pierwszy w swej historii wyeliminować z Pucharu Europy wielki Milan.
[źródło: gazeta.pl]
Ci, którzy po golu dla Manchesteru już w 4. minucie szukali analogii między Milanem i Romą, musieli potem przecierać oczy ze zdumienia. Na Old Trafford goście przegrywali 0:1 jeszcze szybciej niż rzymianie w ćwierćfinale, a jednak nawet tak zły początek nie zbił z tropu mediolańskich weteranów. Milan nie wpadł w panikę, grał po swojemu, wiedząc, że nie może zostawić miejsca skrzydłowym MU: Giggsowi oraz - przede wszystkim - Cristiano Ronaldo. I nie zostawił. Sam długo trzymał piłkę, nie pozwolił gospodarzom iść za ciosem, a potem najlepszy na boisku Kaka zadawał Anglikom miażdżące ciosy.
Klęska Romy na Old Trafford (1:7) nie miała więc we wtorek dalszego ciągu. Wiadomo, że choć klub z Rzymu jest w tym sezonie jedną z gwiazd Serie A, to Milan wciąż pozostaje najlepszą wizytówką Włoch w Europie. W ostatnich pięciu latach tylko raz przepadł przed półfinałem Champions League i jasne było, że doświadczeniem i efektywnością Manchester równać się z nim nie może. Musiał postawić na dynamikę, fantazję, siłę, ale miał ich w pierwszej połowie za mało.
Tuż przed meczem okazało się, że Milan zagra w absolutnie najsilniejszym składzie, bo bramkarz Dida zdążył wrócić do zdrowia. Co nie znaczy, że zdołał wrócić do formy. Jego zachowanie w 4. min bardzo pomogło gospodarzom zdobyć prowadzenie. Szokujące był jednak zawahanie obrońców Milanu. Stoperzy mieli być słabością Manchesteru (po kontuzjach Rio Ferdinanda i Vidica), tymczasem niezwykle doświadczeni Maldini i Nesta nie okazali się atutem Milanu. Nie wybili piłki po centrze z rożnego, Dida wyszedł z bramki, ale nagle stanął jak wryty zamiast wypiąstkować piłkę jak i Ronaldo bez przeszkód uderzył głową. Trafił co prawda w właśnie w Didę, ale futbolówka odbiła się bardzo wysoko. Skoczył do niej Heinze, a próbujący go uprzedzić bramkarz wbił ją sobie do siatki.
Ten znakomity początek wieszczył jednak nieszczęście Manchesteru. A nieszczęściem był Kaka i rezerwowi obrońcy Heinze, Brown i Evra. Włosi bez nerwów i pośpiechu przejmowali panowanie nad sytuacją, a w 21. min Seedorf fantastycznie podał do Kaki. Brazylijczyk ruszył jak ferrari zostawiając z tyłu poruszającego się w tempie żółwia Heinzego. Ósmy gol w tej edycji Champions League to było jednak dla Kaki za mało. Za chwilę był dziewiąty. W 37. min przerzucił piłkę nad Heinzem, na którego wpadł spanikowany Evra. Gdy obaj gracze Manchesteru zbierali się z murawy, Kaka wznosił ręce świętując prowadzenie Milanu 2:1. Już do końca pierwszej połowy Manchester przypominał zamroczonego boksera.
Oprzytomniał po przerwie. W 59. min Ronaldo wreszcie odegrał z pierwszej piłki, a Scholes błysnął geniuszem, przerzucając piłkę czubkiem buta nad rzędem włoskich obrońców do Rooneya. Było 2:2 i to był kolejny moment zwrotny meczu. Na boisku nie było już Maldiniego i Gattuso - pierwszy został zmieniony w przerwie, drugi doznał kontuzji na początku drugiej połowy.
Manchester uwierzył, że nie wszystko stracone. W 63. min Dida obronił mocny strzał Fletchera po znakomitej akcji gospodarzy. W 73. min zastępujący Maldiniego Bonera sfaulował Rooneya pięć metrów od pola karnego, ale brazylijski bramkarz nie dał się pokonać Giggsowi z wolnego. Manchester odzyskał inicjatywę i nadzieję, że wygra. Ale właśnie wtedy, gdy Anglicy byli najgroźniejsi i najbardziej zdeterminowani, wyczuwający to bezbłędnie goście nie zostawiali im ani metra pod swoją bramką.
Wydawało się, że Włosi obronią remis, kiedy popełnili błąd w środku pola. Giggs pognał prawym skrzydłem jak nastolatek, podał do Rooneya, a reprezentant Anglii strzelił - bez zastanowienia i potężnie - w krótki róg. Dida skończył mecz jak go zaczął - od błędu. Puścił piłkę przy słupku i Manchester stanął przed szansą by po raz pierwszy w swej historii wyeliminować z Pucharu Europy wielki Milan.
[źródło: gazeta.pl]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)