Skuteczna Barça: Atlético - Barcelona 0:6!
Na pewno nikt nie spodziewał się pogromu jaki miał w dniu dzisiejszym miejsce na Vicente Calderon. Oczywiście każdy kibic po cichu liczył na przełamanie złej passy meczów z Atlético - jednak tak wysokiego wyniku nie przewidzieli chyba nawet hurraoptymiści. Nie ulega wątpliwości, że gracze w czerwono-białych strojach zagrali fatalny mecz, na pewno nie lepszy niż ten jaki zagrała Duma Katalonii nie tak dawno z Getafe. Fatalna gra Atlético - dobra Barçy, znacznie lepsza niż ta, którą prezentowali piłkarze Franka Rijkaarda jeszcze dwa tygodnie temu.
Do meczu Azulgrana podchodziła z wielką presją, bowiem swoje spotkania wygrały wszystkie drużyny, które liczą się jeszcze w walce o tytuł - Valencia, Sevilla i Real, który to bramkę dającą zwycięstwo strzelił w 92. minucie meczu. Po nienajlepszych ostatnich rezultatach, Barça znalazła się pod wielką presją, a i kolejny rywal wydawał się być bardzo niewygodny.
Początek meczu to presing ze strony przyjezdnych. Przez pierwsze piętnaście minut oba kluby "badały" na co stać rywala - trzeba przyznać, iż początek należał do Atlético - mieli oni bowiem więcej sytuacji, po których mogli strzelić bramkę. Do trzydziestej minuty spotkania jeszcze nic nadzwyczajnego się nie działo, inicjatywę przejęła jednak Barcelona, która spokojnie dyktowała tempo gry. Nielicznymi wypadami popisywała się natomiast drużyna gospodarzy.
W końcówce pierwszej połowy obraz gry zmienił się diametralnie. Najpierw kilka dogodnych sytuacji, niemniej jednak nadal bez bramek. Wydawać się mogło, iż powtórzy się to czego najbardziej nie chcieli kibice Barçy - brak skuteczności. Tym razem jednak wszystko ułożyło się po myśli Franka Rijkaarda. Na sześć minut przed zakończeniem pierwszej połowy miała miejsce dwójkowa akcja pomiędzy Samuelem Eto'o, a Lionelem Messim. Argentyńczyk zagrywał do Kameruńczyka, który był na spalonym (ku radości Cules sędzia tego nie zauważył) ten odgrywał po raz kolejny do młodego Argentyńczyka i mieliśmy rezultat 1:0 oraz radość w sektorze zajmowanym przez kibiców Barçy.
Cztery minuty później każdy kibic Barçy był już w niebie... Znakomita piłka od Thurama do Zambrotty, bramkarz Atlético wyszedł na ósmy metr, a Włoch tymczasem wykorzystał to bez żadnych problemów - bezbłędny lob i 2:0.
Gdy wydawało się, iż gracze Franka Rijkaarda zejdą do szatni prowadząc dwoma bramkami, wtedy z piłką zabrał się Deco, podał do Ronaldinho, Brazylijczyk świetną prostopadłą piłką uruchamia po raz kolejny Portugalczyka, a ten będąc w nieciekawej sytuacji podał do Eto'o, który wpadając do bramki zabrał ze sobą futbolówkę. Wszyscy Cules przecierali oczy ze zdumienia i zadawali sobie pytanie: "czy to jest fakt?" Tak to był fakt... 45. minuta Atlético - 0, Barça - 3.
Do szatni obie drużyny schodziły w zupełnie innych humorach. Piłkarze Barçy w euforii - przecież prowadzili trzema bramkami, natomiast zawodnicy z Madrytu niczym pod wpływem silnego narkotyku - po prostu nie wiedzieli "Co? Gdzie? Dlaczego? No i po co?".
Druga połowa rozpoczęła się od nieśmiałego strzału Galettiego, który bez problemu obronił Victor Valdés. Chwilę później było znów gorąco pod bramką Atlético. Piłkę z rzutu wolnego do Messiego płasko dogrywał Ronaldinho, ten odegrał do Eto'o, Kameruńczyk znów do Leo - młodzian strzelił jednak nie było kolejnej bramki.
Co się jednak odwlecze to nie uciecze. W 57. minucie koronkową akcję przeprowadzili po raz kolejny piłkarze Dumy Katalonii. "Xavi do Deco, Deco do Ronaldinho, Ronaldinho do Eto'o, Eto'o do Ronaldinho i gol! Tak gra FC Barcelona!" - te słowa najlepiej kwitują akcję meczu rozegraną przez piłkarzy mistrza Hiszpanii. Cules w tym momencie byli już nie w niebie, a daleko poza nim.
Dalsza część meczu to już zabawa piłkarzy Barçy. Na 5:0 podwyższył Lionel Messi w 80. minucie meczu. Piękne podanie Gio, Messi wyszedł "sam na sam" i lekkim lobem pokonał Cuellara. Gola przypieczętowującego wygraną Barçy strzelił Andres Iniesta w 90. minucie gry. Szybka kontra, kolejna asysta Eto'o i pogrom stał się faktem.
Barcelona zagrała dobry mecz, Atlético fatalny - spotkanie w pewnym stopniu przypominało rozgrywki podwórkowe i pojedynek mistrza z drużyną co najwyżej trzeciej ligi. Niemniej jednak liczą się trzy punkty. Jeśli forma jaką zaprezentowała w dniu dzisiejszym Duma Katalonii utrzyma się do końca rozgrywek ligowych, mistrzem Hiszpanii AD 2007 powinna zostać Barcelona. I w to wszyscy Cules ciągle mocno wierzą.
Visca el Barça!
Sędzia: César Muniz Fernández
Kartki: Seitaridis (6'), Eller (31' i 71' - czerwona kartka), Luccin (71')
Gole:
0-1, Messi (38')
0-2, Zambrotta (42')
0-3, Eto'o (45')
0-4, Ronaldinho (57')
0-5, Messi (79')
0-6, Iniesta (90')
Do meczu Azulgrana podchodziła z wielką presją, bowiem swoje spotkania wygrały wszystkie drużyny, które liczą się jeszcze w walce o tytuł - Valencia, Sevilla i Real, który to bramkę dającą zwycięstwo strzelił w 92. minucie meczu. Po nienajlepszych ostatnich rezultatach, Barça znalazła się pod wielką presją, a i kolejny rywal wydawał się być bardzo niewygodny.
Początek meczu to presing ze strony przyjezdnych. Przez pierwsze piętnaście minut oba kluby "badały" na co stać rywala - trzeba przyznać, iż początek należał do Atlético - mieli oni bowiem więcej sytuacji, po których mogli strzelić bramkę. Do trzydziestej minuty spotkania jeszcze nic nadzwyczajnego się nie działo, inicjatywę przejęła jednak Barcelona, która spokojnie dyktowała tempo gry. Nielicznymi wypadami popisywała się natomiast drużyna gospodarzy.
W końcówce pierwszej połowy obraz gry zmienił się diametralnie. Najpierw kilka dogodnych sytuacji, niemniej jednak nadal bez bramek. Wydawać się mogło, iż powtórzy się to czego najbardziej nie chcieli kibice Barçy - brak skuteczności. Tym razem jednak wszystko ułożyło się po myśli Franka Rijkaarda. Na sześć minut przed zakończeniem pierwszej połowy miała miejsce dwójkowa akcja pomiędzy Samuelem Eto'o, a Lionelem Messim. Argentyńczyk zagrywał do Kameruńczyka, który był na spalonym (ku radości Cules sędzia tego nie zauważył) ten odgrywał po raz kolejny do młodego Argentyńczyka i mieliśmy rezultat 1:0 oraz radość w sektorze zajmowanym przez kibiców Barçy.
Cztery minuty później każdy kibic Barçy był już w niebie... Znakomita piłka od Thurama do Zambrotty, bramkarz Atlético wyszedł na ósmy metr, a Włoch tymczasem wykorzystał to bez żadnych problemów - bezbłędny lob i 2:0.
Gdy wydawało się, iż gracze Franka Rijkaarda zejdą do szatni prowadząc dwoma bramkami, wtedy z piłką zabrał się Deco, podał do Ronaldinho, Brazylijczyk świetną prostopadłą piłką uruchamia po raz kolejny Portugalczyka, a ten będąc w nieciekawej sytuacji podał do Eto'o, który wpadając do bramki zabrał ze sobą futbolówkę. Wszyscy Cules przecierali oczy ze zdumienia i zadawali sobie pytanie: "czy to jest fakt?" Tak to był fakt... 45. minuta Atlético - 0, Barça - 3.
Do szatni obie drużyny schodziły w zupełnie innych humorach. Piłkarze Barçy w euforii - przecież prowadzili trzema bramkami, natomiast zawodnicy z Madrytu niczym pod wpływem silnego narkotyku - po prostu nie wiedzieli "Co? Gdzie? Dlaczego? No i po co?".
Druga połowa rozpoczęła się od nieśmiałego strzału Galettiego, który bez problemu obronił Victor Valdés. Chwilę później było znów gorąco pod bramką Atlético. Piłkę z rzutu wolnego do Messiego płasko dogrywał Ronaldinho, ten odegrał do Eto'o, Kameruńczyk znów do Leo - młodzian strzelił jednak nie było kolejnej bramki.
Co się jednak odwlecze to nie uciecze. W 57. minucie koronkową akcję przeprowadzili po raz kolejny piłkarze Dumy Katalonii. "Xavi do Deco, Deco do Ronaldinho, Ronaldinho do Eto'o, Eto'o do Ronaldinho i gol! Tak gra FC Barcelona!" - te słowa najlepiej kwitują akcję meczu rozegraną przez piłkarzy mistrza Hiszpanii. Cules w tym momencie byli już nie w niebie, a daleko poza nim.
Dalsza część meczu to już zabawa piłkarzy Barçy. Na 5:0 podwyższył Lionel Messi w 80. minucie meczu. Piękne podanie Gio, Messi wyszedł "sam na sam" i lekkim lobem pokonał Cuellara. Gola przypieczętowującego wygraną Barçy strzelił Andres Iniesta w 90. minucie gry. Szybka kontra, kolejna asysta Eto'o i pogrom stał się faktem.
Barcelona zagrała dobry mecz, Atlético fatalny - spotkanie w pewnym stopniu przypominało rozgrywki podwórkowe i pojedynek mistrza z drużyną co najwyżej trzeciej ligi. Niemniej jednak liczą się trzy punkty. Jeśli forma jaką zaprezentowała w dniu dzisiejszym Duma Katalonii utrzyma się do końca rozgrywek ligowych, mistrzem Hiszpanii AD 2007 powinna zostać Barcelona. I w to wszyscy Cules ciągle mocno wierzą.
Visca el Barça!
Sędzia: César Muniz Fernández
Kartki: Seitaridis (6'), Eller (31' i 71' - czerwona kartka), Luccin (71')
Gole:
0-1, Messi (38')
0-2, Zambrotta (42')
0-3, Eto'o (45')
0-4, Ronaldinho (57')
0-5, Messi (79')
0-6, Iniesta (90')
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)