Nie ma drugiego 'Dream Teamu'
Wszystko ma swój koniec - na to powiedzenie wczoraj bardzo liczyli piłkarze Barçy. Bowiem jeszcze nigdy w historii, gdy w ostatniej kolejce o triumf w La Liga walczyły trzy zespoły nie triumfowała drużyna, która nie zajmowała pierwszego miejsca przed ostatnim meczem. Stało się inaczej choć wszyscy Cules myśleli, iż modlitwy zostały wysłuchane. Do godziny 22:28 wszystko szło jeszcze po myśli Katalończyków. Niemniej jednak wtedy właśnie Santiago Bernabeu ożyło, kiedy gola wyrównującego strzelił Reyes.
Obecna drużyna została już przyrównana do wielkiego składu jakim władał w latach 90-tych Johan Cruyff - 'Dream Team', tak był nazywany. Drużyna ta trzykrotnie z rzędu wywalczyła tytuł mistrza kraju, za każdym razem w ostatniej kolejce ligowej. Kwiat Cruyffa nie wykiełkował w jego rodaku - Franku Rijkaardzie, pomimo, iż Barça rozbiła Nastic (1-5). Być może wszystko za sprawą pomarańczowych koszulek, pamiętamy przecież wszyscy porażkę z Getafe (0-4) wtedy też Katalończycy grali w rzucających się w oczy trykotach. Firmie "Nike", która jeżeli chce, aby Barça triumfowała, poradzić można, aby zaprojektowała stroje z facjatami wszystkich świętych.
Kibice Azulgrany już za pewne myśleli nad tym jakby tutaj pogratulować Mallorce. Bowiem gola w 16. minucie meczu, który dał prowadzenie przyjezdnym strzelił Varela. Mallorca była szczęśliwa, Katalonia była szczęśliwa, niemniej jednak nadszedł moment gdy worek z bramkami dla Realu rozerwał się, pierwszą bramkę ‘Królewscy' strzelili w 68. minucie spotkania.
W pewnej chwili Nou Estadi aż zadrżało. W 80. minucie gry wszystko legło w gruzach. Gola na 2-1 wpakował Mallorce Diarra. Rozpacz kibiców Barçy w Tarragonie, euforia w Madrycie. Chwile, bo dwie minuty później było jeszcze smutniej, zespół z Balearów dobił Jose Antonio Reyes - były piłkarz Sevilli bardzo podobnie cieszył się ze zdobycia gola aniżeli Diarra. Po bramkarz Realu, Barcelona zupełnie opadła z sił... Nastic zdołało strzelić gola honorowego.
Na kilka minut przed końcowym gwizdkiem Boixos zaczęli dawać się we znaki, interweniowała policja...
Na koniec prezentujemy Wam inforgrafike, która przedstawia wczorajszą walkę, kliknij.
[źródło: Mundo Deportivo]
Obecna drużyna została już przyrównana do wielkiego składu jakim władał w latach 90-tych Johan Cruyff - 'Dream Team', tak był nazywany. Drużyna ta trzykrotnie z rzędu wywalczyła tytuł mistrza kraju, za każdym razem w ostatniej kolejce ligowej. Kwiat Cruyffa nie wykiełkował w jego rodaku - Franku Rijkaardzie, pomimo, iż Barça rozbiła Nastic (1-5). Być może wszystko za sprawą pomarańczowych koszulek, pamiętamy przecież wszyscy porażkę z Getafe (0-4) wtedy też Katalończycy grali w rzucających się w oczy trykotach. Firmie "Nike", która jeżeli chce, aby Barça triumfowała, poradzić można, aby zaprojektowała stroje z facjatami wszystkich świętych.
Kibice Azulgrany już za pewne myśleli nad tym jakby tutaj pogratulować Mallorce. Bowiem gola w 16. minucie meczu, który dał prowadzenie przyjezdnym strzelił Varela. Mallorca była szczęśliwa, Katalonia była szczęśliwa, niemniej jednak nadszedł moment gdy worek z bramkami dla Realu rozerwał się, pierwszą bramkę ‘Królewscy' strzelili w 68. minucie spotkania.
W pewnej chwili Nou Estadi aż zadrżało. W 80. minucie gry wszystko legło w gruzach. Gola na 2-1 wpakował Mallorce Diarra. Rozpacz kibiców Barçy w Tarragonie, euforia w Madrycie. Chwile, bo dwie minuty później było jeszcze smutniej, zespół z Balearów dobił Jose Antonio Reyes - były piłkarz Sevilli bardzo podobnie cieszył się ze zdobycia gola aniżeli Diarra. Po bramkarz Realu, Barcelona zupełnie opadła z sił... Nastic zdołało strzelić gola honorowego.
Na kilka minut przed końcowym gwizdkiem Boixos zaczęli dawać się we znaki, interweniowała policja...
Na koniec prezentujemy Wam inforgrafike, która przedstawia wczorajszą walkę, kliknij.
[źródło: Mundo Deportivo]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)