Ludovic Giuly - Pilkarz wyjątkowy. Nie zgadzasz się? Albo nie masz pojęcia o futbolu, albo nie potrafisz docenić wielkiej klasy tego zawodnika, albo jesteś po prostu zaślepionym idiotą.
Nigdy nie byłem fanem kochającym Ronaldinho czy Eto'o, którzy powszechnie uważani są za największe gwiazdy FC Barcelony. Zawsze bardziej ceniłem graczy z charakterem jak Deco, Larsson, Valdés czy Ludovic Giuly.
To właśnie temu ostatniemu chciałbym w dzisiejszym felietonie poświęcić kilka słów. Bo z całą pewnością zasłużył na to by na pożegnanie napisać o nim kilka ciepłych słów... Do Barcelony przybył przed rozpoczęciem sezonu 2004/05 z AS Monaco. Wszyscy fani zespołu z Camp Nou byli zadowoleni z transferu po wspaniałym roku gry w klubie z Księstwa, z którym Giuly doszedł aż do finału Ligi Mistrzów. Był kapitanem swojej drużyny, liderem potrafiącym zmobilizować partnerów z boiska do jeszcze większego wysiłku. Monaco prowadzone przez Didiera Deschampsa miało być kopciuszkiem, który dostanie srogie baty od największych europejskiej piłki. Tak jednak nie było, i to mały klub z Francji bił rywala po rywalu. Po wyjściu z grupy biało-czerwoni odprawiali z kwitkiem kolejno Lokomotiv Moskwa, Real Madryt i Chelsea Londyn. Dotarli do finału. Z każdym meczem zyskiwali sobie coraz to więcej kibiców. Wszyscy zachwycali się wspaniałymi rajdami i podaniami Jerome Rothen'a, ale to nie on był największym bohaterem na boisku. Był nim Ludo Giuly, malutki facet, który przebierał nogami szybciej aniżeli koliber skrzydłami. Wspaniałe rajdy, kolejni ośmieszani rywale, efektowne bramki piętą i nożycami. Cały świat pokochał małego rycerza, który marzył by doprowadzić swój klub na szczyt. Z pewnością był jednym z najpoważniejszych kandydatów do nagrody najlepszego gracza Ligi Mistrzów, ale szczęście mu nie sprzyjało. Już na początku finałowego spotkania Champions League nabawił się urazu, który uniemożliwił mu dalszą grę. Kapitan zespołu ze łzami w oczach opuszczał murawę, żegnany przez komplet widzów na Arena Auf Schalke. Monaco pozbawione swojego lidera nie potrafiło stawić czoła FC Porto, z którym ostatecznie przegrało aż 0:3.
Team z Księstwa poniósł dotkliwą porażkę, ale każdy klub liczący się w Europie pragnął mieć ich kapitana w swych szeregach. Szybko napłynęły oferty za błyskotliwego skrzydłowego, który nie zastanawiał się długo i wybrał ofertę Barcelony, gdzie budowano zespół mający walczyć o najważniejsze trofea w Hiszpanii i Europie. Tryskający humorem Ludovic z miejsca stal się jednym z ulubieńców publiczności i duszą towarzystwa w szatni. Gdy jego nowi koledzy dowiedzieli się, iż Francuz ma drobny problem z przeciekającym dachem w swoim nowym domu kupili mu na pierwszy trening... kask strażacki. Giuly jak później sam przyznał z prezentu był bardzo zadowolony. Szybko wszystkim udowodnił, że miano największego jajcarza w zespole należeć będzie do niego. Na rewanż nie trzeba było czekać bowiem na kolejny trening przybył przed czasem i... związał wszystkim sznurowadła nie wiedząc kto był pomysłodawcą strażackiego prezentu. Ściąganie spodenek i opowiadanie kawałów o partnerach z boiska stało się niemal codziennością na treningach drużyny. Partnerzy z boiska z miejsca pokochali zawodnika, który wyróżniał się swoim niskim wzrostem. Nie przeszkadzało mu to jednak nawet podczas gry w... koszykówkę, gdzie musiał walczyć ze znacznie wyższymi od siebie Márquezem czy Oleguerem. Nawet z nimi potrafił wygrywać grając oczywiście nieprzepisowo i przy okazji żartując z kolegów doprowadzając do łez tych, którzy obserwowali poczynania piłkarzy. Ciekawych i zarazem śmiesznych sytuacji z Ludo w roli głównej było wiele, ale nie o tym przecież chciałem pisać. Poczucie humoru ‘wielkoluda' jak krzyknął kiedyś na niego Edmílson, spotkało się z bardzo dobrą grą zawodnika, który nie miał najmniejszych problemów z aklimatyzacją w nowym zespole.
W swoim pierwszym sezonie w Katalonii zagrał w 29 spotkaniach strzelając 11 bramek. Tylko Samuel Eto'o mógł popisać się lepszym dorobkiem bramkowym. Ludo był zdecydowanie jednym z najważniejszych zawodników w ekipie Franka Rijkaarda, która po kilku latach przerwy ponownie sięgnęła po Mistrzostwo Hiszpanii. Nikt nie miał wątpliwości, że ‘Mały książę' miał duży wpływ na sukces FC Barcelony. Francuz wyróżniał się niesamowitą szybkością, dzięki której szalał na prawej flance. "Jest fantastyczny. Nigdy nie miałem okazji grać z tak szybkim człowiekiem" - mówi o Ludo, Xavi Hernandez. I rzeczywiście. Dzięki swojej szybkości Ludo zyskał sobie przydomek ‘Speedy', a w porównaniu ze swoimi rywalami był jak Kawassaki Ninja w pojedynku z polskim komarkiem. Szybki jak błyskawica Francuz także w drugim swoim sezonie w Barcelonie miał być kluczowym zawodnikiem. Było jednak inaczej. 17-letni chłopak, który zadebiutował w meczu z Albacete pod koniec rozgrywek w sezonie 04/05, Lionel Messi, był prawdziwym objawieniem sezonu 05/06. To właśnie młodziutki Argentyńczyk wygryzł ze składu bardziej doświadczonego kolegę i sprawił, iż Giuly na długo zasiadł na ławce rezerwowych. ‘Mały Książę' zdecydowanie częściej oglądał mecze z ławki rezerwowych, na dodatek coraz częściej był dręczony przez kontuzje, które uniemożliwiały mu równą rywalizację z Leo. Giuly miał jednak i swój moment. Dostał szansę od Franka Rijkaarda w meczu półfinałowym Ligi Mistrzów przeciwko Milanowi na San Siro. Zdobył wspaniałego gola, który jak się później okazało był przepustką do wielkiego finału. Także w tym najważniejszym meczu Francuz wyszedł w podstawowym składzie, gdyż kontuzjowany był Messi. Barça po zaciętym spotkaniu pokonała Arsenal Londyn 2:1 i po raz drugi w historii wygrała Ligę Mistrzów. Błyskotliwy zawodnik spełnił swoje marzenie i uniósł w górę puchar mistrzów. Zdawał sobie sprawę, iż dołożył do sukcesu swoją cegiełkę i ani myślał o przeprowadzce.
Rijkaard przed rozpoczęciem sezonu 2006-07 zadeklarował, iż to Lionel Messi będzie grał na prawym skrzydle, a Giuly będzie tylko jego zmiennikiem. Mimo pesymistycznych wiadomości gracz rozumiał i akceptował decyzję trenera. "Lionel jest w tym momencie w lepszej formie niż ja. W tym momencie nie ma lepszego klubu na świecie niż FC Barcelona i za wszelką cenę chce tu zostać i walczyć o miejsce w pierwszej jedenastce. Wiele się tu nauczyłem i chcę to kontynuować. Barcelona gra na wielu frontach i jestem pewny, że dostanę jeszcze wiele szans od trenera na pokazanie swoich umiejętności"- mówił pewny siebie zawodnik. Messi już na początku sezonu nabawił się jednak kontuzji, więc do podstawowej 11 powrócił popularny ‘Speedy'. Gracz miał częste kłopoty ze zdrowiem i nierówną formą (zresztą tak jak cały zespół). Giuly zawodził, zawodziła również Barça. Po wyleczeniu urazu Messi odzyskał miejsce w podstawowym składzie, a Ludo znów trafił na ławkę rezerwowych. Sezon zakończył się fatalnie dla Katalończyków, którzy nie zdobyli żadnego prestiżowego tytułu. Giuly wiedział, iż również w kolejnym sezonie będzie musiał pogodzić się z rolą rezerwowego, ale nie robił z tego problemu. Mimo wszystko chciał pozostać na Camp Nou, w klubie gdzie uwielbiali go kibice i przede wszystkim sami zawodnicy. Nie ukrywał swojego przywiązania do bordowo-granatowych barw oraz do samego miasta, gdzie był bardzo szczęśliwy. Z pewnością także i tym razem Ludovic nie robiłby problemów po tym jak Rijkaard ogłosiłby, iż graczem nr 1 na prawym skrzydle będzie Messi. Holender nie chciał już jednak byłego gracza Monaco w swoim zespole. Publicznie zdeklarował, iż dla zawodnika nie ma miejsca w drużynie na nadchodzący sezon, i że Giuly może sobie szukać nowego pracodawcy. Jak się później okazało było z tym sporo problemów. Nikt bowiem nie chciał zapłacić za francuską torpedę pieniędzy jakie żądali Katalończycy. W końcu, po długich rozmowach gracz i klub doszli do po rozumienia z AS Romą i właśnie we Włoszech 164-centymetrowy skrzydłowy będzie grał w następnym sezonie. Miejmy nadzieję, że jego debiutancki sezon będzie tak wspaniały jak ten w Barcelonie.
Momentu, gdy szedłeś po murawie Stade de France z synkiem na plecach, mając łzy w oczach... nie zapomnę nigdy...
Dziękujemy za wszystko! Powodzenia Ludo!
1,2, 3, 4,5,6,7,8,9,10,11
Odchodzi Piłkarz wyjątkowy...
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)