5-0 Barcelona zniszczyła Inter w meczu o Puchar Gampera!

IceMan

29 sierpnia 2007, 21:22

Brak komentarzy
Piłkarze Barçy na murawę Camp Nou wyszli z koszulkach Sevilli z numerem 16 i nazwiskiem Puerty na plecach. Maksyma "més que un club" to symbol klubu ze stolicy Katalonii, dzisiejszego wieczora po raz kolejny mogliśmy się o tym przekonać. Gospodarze oddali hołd zmarłemu wczoraj Antonio Puercie. Chwilę później była minuta ciszy i twarz Puerty oraz Causasa na ekranie telebima... łzy same cisnęły się do oczu... Aż ciężko było skoncentrować się na meczu, ale chcąc nie chcąc trzeba było.

Już od początku spotkania zawodnicy w bordowo-granatowych trykotach zaczęli dominować chcąc bardzo szybko pokazać , że Inter będzie dziś tylko tłem dla podopiecznych Franka Rijkaarda. Katalończycy od pierwszych minut groźnie atakowali bramkę Francesco Toldo i już w 7 minucie pojawiła się doskonała okazja do uzyskania prowadzenia. Doskonale w pole karne do Dos Santosa zagrał Xavi, młody Meksykanin został ścięty przez Cristiana Chivu i sędzia wskazał na wapno. Jedenastkę na gola bez najmniejszych problemów zamienił Ronaldinho Gaúcho, a zdobytą bramkę zadedykował Puercie. Barça nie zamierzała na tym poprzestać o czym ‘Nerrazurri' boleśnie się przekonali... Już w 12 minucie, kiedy to było 2-0, a autorem gola był nie kto inny jak Giovani Dos Santos. Młodziutki piłkarz przejął świetne podanie Yaya Toure, ośmieszył Chivu i pewnym strzałem pokonał bezradnego Toldo. Czas mijał, a Barcelona nie zwalniała swojego tempa wprowadzając w zachwyt publiczność, która w komplecie przybyła na Camp Nou. W środku pola błyszczał Yaya Toure, który był prawdziwą ścianą nie do przejścia dla graczy z Mediolanu. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej doskonale radził sobie również w ofensywie wyprowadzając akcje swojego zespołu. Gospodarze co chwila tworzyli akcje, które robiły ogromne wrażenie na wszystkich obserwujących mecz. Swoją wielkość Yaya udowodnił w 35 minucie kiedy to atomowym strzałem z 30 metrów strzelił bramkę na 3-0. Francesco Toldo po raz kolejny był bez szans, a Barça kontynuowała wielki koncert dla Antonio Puerty. Wydaliśmy na Yaya 12 milionów euro. Zagrał zaledwie kilka meczów, a dam sobie głowę ściąć (żelowego irokeza też), że ta kwota spłaci się w pełni już w pierwszym sezonie. 12 baniek wydane na czarnoskórego pomocnika wydaje się kwota wręcz śmieszną w porównaniu do tego, co ten człowiek wyrabia na zielonym boisku. Doskonały spektakl rozgrywał Thierry Henry, który popisywał się fenomenalnymi zagraniami technicznymi i bardzo dużym zaangażowaniem w grę co musi podobać się sympatykom wicemistrzów Hiszpanii. Francuz grał tak jak wszyscy od niego oczekują.

Po 45 minutach WSPANIAŁEJ gry arbiter zakończył pierwszą połowę i 11 herosów z głowami uniesionymi do góry przy owacji na stojąco od publiczności schodziła do szatni. Popis gry Barcelony, która z taką dyspozycją zapewne zniszczy wszystko, co stanie na jej drodze. Tylko żeby tak grali nie tylko w meczach towarzyskich... Cristian Chivu. Pamiętacie go jeszcze? To ten, za którego prawie wydaliśmy niespełna 20 milionów oferując przy tym bardzo wysoki kontrakt. Nie wiem, komu dziś dziękować, że ten gość na Camp Nou nie trafił. To co dziś robił z nim Gio Dos Santos i nie tylko... Nawet nie ma się z czego śmiać bo przy cholernie utalentowanym młodym Meksykaninie Chivu wyglądał jak drewniany amator grający na co dzień w klasie B mając na sobie czarne trampki z czterema białymi paskami po bokach. Albo jak kto woli... karnacja Iniesty i Ronaldinho? Widać dużą różnicę nie? No to tak niejaki Chivu wyglądał dziś przy graczach Barçy. Aż żal chłopaka....

PS. Nie rozpisywałem się za dużo o pierwszej połowie, bo akcji było tyle, że spokojnie można byłoby napisać książkę, ale, że jestem człowiekiem pracującym to czasu brak.

Druga połowa zapowiadała się równie wspaniale jak zakończyła się pierwsza. Frank Rijkaard wraz z Johanem Neeskensem dokonali kilku zmian i tak na boisku pojawił się m.in. Lionel Messi. Co wtedy musiał sobie myśleć Chivu... Nie będę strzelał, ale pewnie zbyt szczęśliwej miny nie miał. Na murawie zjawił się również Samu Eto'o. Już podczas pierwszego kontaktu z piłką stworzył cudowną, dwójkową akcję z Henrym i chyba tylko cud sprawił, iż piłka nie zatrzepotała w siatce. Niestety Kameruńczyk nie nacieszył się grą zbyt długo... Na boisku spędził zaledwie 4 minuty. Musiał zejść z powodu kontuzji, ale najprawdopodobniej nie jest to nic groźnego. Zejście ‘Czarnej Perły' wcale nie zatrzymało rozpędzonej Barcelony. W 54 minucie było już 4-0, a to, co z obroną Interu zrobili gracze Blaugrany z Panem Messim na czele sprawiło, iż klaskały nawet moje uszy. Doskonałe dogranie Argentyńczyk bez problemów wykończył Iniesta i wielki spektakl trwał nadal. Zawodników zmieniał także Roberto Mancini, ale nie interesował się tym nawet realizator. W sumie nawet się nie dziwię, bo gracze Interu na boisku niby byli, ale... jakby ich nie było. Statystowali będąc omijanym przez rycerzy Rijkaarda jak tyczki przez slalomistów. W 63 minucie Cules musieli wstać po raz kolejny, bowiem z boisku schodził dzisiejszy Number One. Yaya Toure nie potrzebował zbyt wiele czasu by swoją wspaniałą grą podbić serca kibiców. Reprezentant WKS schodził z boiska żegnany oklaskami jak na bohatera przystało. A joga bonita trwała nadal... Heeeeeenry co chwila dogrywał piłki (bardzo rzadko w sposób normalny) wywołując okrzyki radości i dumy na trybunach ‘Świątyni Futbolu'. Titi grał jak we śnie, podobnie zresztą jak genialny dziś Deco, który na boisku robił co chciał. I to w jakim stylu! W 78 minucie było już 5-0 a dzieła zniszczenia dokonał Thiago Motta, który niczym Mariusz Wlazły wyskoczył wysoko w górę i uderzył piłkę. Głową, Wlazły robi to, co prawda ręką, ale skacze tak wysoko, że spokojnie mógłby ścinać także głową. Ale mniejsza z tym. 5-0. Inter co chwila upokarzany w końcu nie wytrzymał i zaczął grac ostro. Za ostro. Czy specjalnie czy nie już wnikał nie będę, ale niektórych akcji nie wypadałoby w takich meczach robić. Ale to w końcu Włosi. W 89 minucie boisko opuścił Chivu. Jakby było mu mało fatalnego występu, to na pożegnanie dostał sporą porcję gwizdów od publiczności. Ale pretensji nie mam, wręcz przeciwnie. Musi być silny psychicznie by przetrwać. W 90 minucie sędzia zagwizdał po raz ostatni kończąc to wspaniałe spotkanie.

Barça w znakomitym stylu rozgromiła Inter Mediolan aż 5-0 co jest dobrym prognostykiem przed meczem w La Liga z Bilbao. Tyle, że to był mecz towarzyski, więc nie otwierajcie szampanów. A Bilbao zapewne będzie broniło w 11 za sukces uznając przekroczenie środkowej linii boiska... Miejmy nadzieję, że taką Barçę zawsze będziemy mogli oglądać.

5-0... Wynik wspaniały, gra również... dla Ciebie Antonio...

Hasta siempre, campeón!

Barça: Jorquera (Valdés, 46'); Zambrotta (Thuram, 46'), Márquez (Milito, 46'), Oleguer, Abidal (Sylvinho, 46'); Xavi, Touré Yaya (Crosas, 66'), Deco; Giovani (Eto'o, 46'; Motta, 49'), Henry, Ronaldinho (Messi, 46').

Inter Mediolan: Toldo (Alfonso, 62'); Burdisso, Rivas, Chivu (Filippini, 87'), César; Cambiasso, Luis Jiménez (Recoba, 60'), Pelé, Solari (Fatic, 66'); Crespo (Balotelli, 60') i Adriano (Marouffi, 60').

Gole: 1-0, min.6: Ronaldinho (p). 2-0, min.11: Giovani. 3-0, min.35: Touré Yaya. 4-0, min.55: Iniesta. 5-0, min.80: Motta.

Arbiter: Iturralde González
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze