Byłe gwiazdy Barçy o 'kodeksie postępowania'
Temat wdrożenia nowego kodeksu zasad w Barcelonie nie omija nawet byłych członków drużyny. Jeden z nich, Antoni Ramallets podkreśla, że owy 'wewnętrzny kod' musi istnieć w "sumieniu każdego zawodnika, bowiem oczywistym jest to, że jeśli gracz będzie respektował pewne zasady, wszystko będzie się dobrze układać". Legendarny bramkarz Barçy z lat 50-tych i 60-tych powraca do czasów kiedy to on grał w piłkę: "Wtedy nie było żadnych pisanych warunków, to była era słów. Jednak wszystko co może wyjść piłkarzom na dobre, wydaje mi się korzystne". W trakcie swojej piłkarskiej kariery, Ramallets zdążył poznać wielu szkoleniowców: "Helenio Herrera i Balmanya to byli prości trenerzy, którzy budzili szacunek w zespole. Za Fernando Daucika grało się za to ładną piłkę...".
Juan Manuel Asensi, były kapitan Azulgrany, który w latach 70-tych wywalczył z zespołem m.in. Puchar Zdobywców Pucharów podkreśla: "Za moich czasów także istniał pisany zbiór zasad i swego rodzaju dyscyplina. Wiedzieliśmy co możemy, a czego nie wolno nam robić, choć oczywiście czasem bywało, że było to dla nas przeszkodą". Asensi uważa, że pomysł spisania kodeksu jest słuszny: "Dobrze, że zostało to zdefiniowane na piśmie, zespół wie jakimi zasadami musi się kierować. Zawodnicy Barçy to profesjonaliści i muszą się dostosować".
Inaczej wypowiada się Angel ‘Pichi' Alonso, który zaznacza, że nigdy nie spotkał się z pisanym 'kodeksem postępowania'. "U nas stniał niepisany 'wewnętrzny kod', wszyscy go respektowali. Wiedzieliśmy, by nie uprawiać niebezpiecznych sportów, by punktualnie przybywać na trening, by na zajęcia przychodzić będąc w dobrej kondycji". Już jako trener Metalurga Donieck, Pichi zdecydował się wprowadzić pisany kodeks postępowania: "Teraz jest to istotne, piłkarze muszą znać swoje prawa i obowiązki. Chodzi tu o ‘niewidzialny trening', o to jak odpoczywasz, jak regenerujesz siły i inne aspekty jak dyscyplina czy współpraca z zespołem".
Dla byłego napastnika Barçy sprawa jest prosta. "Kiedy nie szanujesz tych zasad, musisz ponieść konsekwencje swoich czynów. Ten system jest jednak elastyczny, wiele zależy od nastawienia trenera trenera i członków zespołu".
Były członek 'Dream Teamu' Johana Cruyffa, Jose Mari Bakero jest zdania, że w tym wypadku "nieważne są słowa, lecz czyny". Guillermo Amor przypomina, że za czasów jego kariery w Barcelonie "część zasad była regulowana słownie, a część zapisana w kontrakcie, jak warunki dotyczące ryzyka uprawiania niebezpiecznych sportów. Nie było pisanych zasad samych w sobie, bowiem oczywistym stawał się fakt, że na 48 godzin przed meczem należy powstrzymać się od nocnych wojaży. Piłkarze są profesjonalistami, są dorośli i wiedzą co mają robić".
[źródło: Sport]
Juan Manuel Asensi, były kapitan Azulgrany, który w latach 70-tych wywalczył z zespołem m.in. Puchar Zdobywców Pucharów podkreśla: "Za moich czasów także istniał pisany zbiór zasad i swego rodzaju dyscyplina. Wiedzieliśmy co możemy, a czego nie wolno nam robić, choć oczywiście czasem bywało, że było to dla nas przeszkodą". Asensi uważa, że pomysł spisania kodeksu jest słuszny: "Dobrze, że zostało to zdefiniowane na piśmie, zespół wie jakimi zasadami musi się kierować. Zawodnicy Barçy to profesjonaliści i muszą się dostosować".
Inaczej wypowiada się Angel ‘Pichi' Alonso, który zaznacza, że nigdy nie spotkał się z pisanym 'kodeksem postępowania'. "U nas stniał niepisany 'wewnętrzny kod', wszyscy go respektowali. Wiedzieliśmy, by nie uprawiać niebezpiecznych sportów, by punktualnie przybywać na trening, by na zajęcia przychodzić będąc w dobrej kondycji". Już jako trener Metalurga Donieck, Pichi zdecydował się wprowadzić pisany kodeks postępowania: "Teraz jest to istotne, piłkarze muszą znać swoje prawa i obowiązki. Chodzi tu o ‘niewidzialny trening', o to jak odpoczywasz, jak regenerujesz siły i inne aspekty jak dyscyplina czy współpraca z zespołem".
Dla byłego napastnika Barçy sprawa jest prosta. "Kiedy nie szanujesz tych zasad, musisz ponieść konsekwencje swoich czynów. Ten system jest jednak elastyczny, wiele zależy od nastawienia trenera trenera i członków zespołu".
Były członek 'Dream Teamu' Johana Cruyffa, Jose Mari Bakero jest zdania, że w tym wypadku "nieważne są słowa, lecz czyny". Guillermo Amor przypomina, że za czasów jego kariery w Barcelonie "część zasad była regulowana słownie, a część zapisana w kontrakcie, jak warunki dotyczące ryzyka uprawiania niebezpiecznych sportów. Nie było pisanych zasad samych w sobie, bowiem oczywistym stawał się fakt, że na 48 godzin przed meczem należy powstrzymać się od nocnych wojaży. Piłkarze są profesjonalistami, są dorośli i wiedzą co mają robić".
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)