Valencia upokorzona przez Real
Real Madryt zdruzgotał Valencię na Estadio Mestalla. Po pierwszej połowie "Królewscy" prowadzili aż 4:0 ze zdziesiątkowaną kontuzjami drużyną gospodarzy. Skończyło się 5:1, a Valencia kończyła mecz w dziesiątkę. Nowy trener "Los Ches" Ronald Koeman już na początku pracy w Valencii będzie musiał wyciągnąć drużynę z dołka
Jeżeli zwolnienie Quique Sancheza Floresa po porażce 0:3 z Sevillą miało być lekarstwem na słabą formę Valencii, to zadziałało wręcz przeciwnie. Nowy trener Ronald Koeman, który ma objąć drużynę w poniedziałek, musiał być zdruzgotany zaprezentowaną przez Valencię formą.
Real rozpoczął strzelanie już w pierwszej minucie. Robinho przedarł się przez niezdarnie interweniującą linię obronną Valencii, podał do Raula, a ten uderzeniem z krańca pola karnego pokonał Timo Hildebranda. Dwie szanse zmarnował Ruud van Nistelrooy, ale zrehabilitował się w 25. minucie, odpierając ataki byłego kolegi z Realu Ivana Helguery i pięknym, technicznym strzałem lobując Hildebranda.
Valencia nie zdążyła się jeszcze otrząsnąć z szoku, kiedy straciła kolejnego gola. Pięć minut po uderzeniu Holendra swoją cegiełkę do zwycięstwa dołożył obrońca Sergio Ramos, wykańczając strzałem z ostrego kąta świetne prostopadłe podanie Gutiego. Czwarta bramka padła siedem minut później - Guti zmyślnym podaniem uruchomił Robinho, który z kolei oddał piłkę van Nistelrooyowi, a Holender z kilku metrów nie zwykł się mylić.
Po przerwie Valencia odrobiła jedną bramkę straty dzięki Miguelowi Angelowi Angulo, ale pięć minut później Robinho zwiódł jednego z obrońców gospodarzy i pokonał ostrym strzałem Hildebranda.
Mistrzowie Hiszpanii dzięki środowemu zwycięstwu mają już cztery punkty przewagi nad drugim w tabeli Villarreal i pięć nad trzecią Barceloną, która w czwartek zagra na wyjeździe z Valladolid.
Villarreal awansował na drugie miejsce po efektownym zwycięstwie 3:0 nad ostatnim w tabeli Levante. Bramki strzelali Guillermo Franco, Giuseppe Rossi (z karnego) i Pascal Cygan. Goście znajdują się w opłakanej sytuacji - po dziesięciu kolejkach jako jedyni nie wygrali jeszcze meczu i mają tylko jeden punkt w dorobku.
Pasjonujący mecz obejrzeli kibice Atlético Madryt. Walka w meczu z Sevillą toczyła się do ostatniej minuty, a skończyło się na wyniku 4:3 - ostatniego gola goście strzelili w drugiej minucie doliczonego czasu, minutę po czwartym golu dla Atlético! Madrytczycy dzięki wygranej przeskoczyli w tabeli Valencię i zajmują czwarte miejsce.
[źródło: Gazeta]
Jeżeli zwolnienie Quique Sancheza Floresa po porażce 0:3 z Sevillą miało być lekarstwem na słabą formę Valencii, to zadziałało wręcz przeciwnie. Nowy trener Ronald Koeman, który ma objąć drużynę w poniedziałek, musiał być zdruzgotany zaprezentowaną przez Valencię formą.
Real rozpoczął strzelanie już w pierwszej minucie. Robinho przedarł się przez niezdarnie interweniującą linię obronną Valencii, podał do Raula, a ten uderzeniem z krańca pola karnego pokonał Timo Hildebranda. Dwie szanse zmarnował Ruud van Nistelrooy, ale zrehabilitował się w 25. minucie, odpierając ataki byłego kolegi z Realu Ivana Helguery i pięknym, technicznym strzałem lobując Hildebranda.
Valencia nie zdążyła się jeszcze otrząsnąć z szoku, kiedy straciła kolejnego gola. Pięć minut po uderzeniu Holendra swoją cegiełkę do zwycięstwa dołożył obrońca Sergio Ramos, wykańczając strzałem z ostrego kąta świetne prostopadłe podanie Gutiego. Czwarta bramka padła siedem minut później - Guti zmyślnym podaniem uruchomił Robinho, który z kolei oddał piłkę van Nistelrooyowi, a Holender z kilku metrów nie zwykł się mylić.
Po przerwie Valencia odrobiła jedną bramkę straty dzięki Miguelowi Angelowi Angulo, ale pięć minut później Robinho zwiódł jednego z obrońców gospodarzy i pokonał ostrym strzałem Hildebranda.
Mistrzowie Hiszpanii dzięki środowemu zwycięstwu mają już cztery punkty przewagi nad drugim w tabeli Villarreal i pięć nad trzecią Barceloną, która w czwartek zagra na wyjeździe z Valladolid.
Villarreal awansował na drugie miejsce po efektownym zwycięstwie 3:0 nad ostatnim w tabeli Levante. Bramki strzelali Guillermo Franco, Giuseppe Rossi (z karnego) i Pascal Cygan. Goście znajdują się w opłakanej sytuacji - po dziesięciu kolejkach jako jedyni nie wygrali jeszcze meczu i mają tylko jeden punkt w dorobku.
Pasjonujący mecz obejrzeli kibice Atlético Madryt. Walka w meczu z Sevillą toczyła się do ostatniej minuty, a skończyło się na wyniku 4:3 - ostatniego gola goście strzelili w drugiej minucie doliczonego czasu, minutę po czwartym golu dla Atlético! Madrytczycy dzięki wygranej przeskoczyli w tabeli Valencię i zajmują czwarte miejsce.
[źródło: Gazeta]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)