Barcelona nie będzie galaktyczna

Looky

16 grudnia 2007, 22:00

Brak komentarzy
Sam tej wróżby nie wymyśliłem, zobaczyłem ją przed chwilą w oczach ślęczącego na ławce rezerwowych Ronaldinho, który nie podrywał się z entuzjazmem po golach strzelanych Valencii przez jego kolegów. Bo niby co miał celebrować? Kolejne dowody, że jest katalońskiej potędze zbędny? Rolę zmienników musiało już ścierpieć wielu wybitnych piłkarzy, ale jego - dopiero co obwoływanego najlepszym graczem globu - boli pewnie specjalnie.

A tuż przed przerwą, kiedy kontuzji doznał Leo Messi, trener Frank Rijkaard zareagował tak, jakby chciał Ronaldinho ostatecznie poniżyć. Pchnął na boisko młokosa Giovaniego dos Santosa.

Nie są to dobre wieści dla Realu Madryt. Jego bramkarz Iker Casillas, który ogłaszał niedawno, że Katalończycy weszli w erę galaktyczną, ewidentnie się pomylił. Dzielił się swoją refleksją z niejaką satysfakcją, bo dla niego przymiotnik "galaktyczny" - zrodzony z podziwu dla gwiazd hurtowo skupowanych kilka lat temu przez madryckiego potentata - ma wydźwięk szyderczy. W stolicy Hiszpanii "galaktyczne" święte krowy zepchnęły sport na dalszy plan, niezależne od formy miejsce w drużynie gwarantowały im względy marketingowe, nietykalności nie odbierała żadna klęska.

I Real - zarabiając gigantyczne pieniądze - odcierpiał najdłuższy okres porażek w dziejach klubu.

Barcelona na miano "galaktycznej" zasługuje na razie z jednego względu - rzeczywiście kolekcjonuje fantastycznych piłkarzy, i to w każdej formacji, po raz pierwszy od lat nie rażąc nierównowagą obrony i ataku. Prowadzi wzorową politykę transferową, luki w składzie - jeśli w ogóle wypada używać takiego terminu - uzupełnia graczami nie zawsze błyszczącymi w telewizyjnych reklamówkach, ale zawsze świetnymi (Abidal, Milito, Yaya Toure, Gudjohnsen etc). Ewentualnie - cudownymi dziećmi własnej receptury (Iniesta, dos Santos, Krkić). Gdyby jakoś skwantyfikować i policzyć futbolowy talent w najpotężniejszych europejskich klubach, okazałaby się pewnie murowanym faworytem Ligi Mistrzów.

Cała reszta z osławioną madrycką "galaktycznością" nie ma dużo wspólnego. Na nic złość sponsorów, trener Rijkaard pozostaje nieugięty i marketingowy skarb Barcelony - Ronaldinho - zsyła na ławkę rezerwowych.

Na tydzień przed batalią z Realem Madryt mogliby zatem być kibice z Katalonii absolutnie pewni siebie, gdyby nie jeden drobiazg - rywale, choć mniej pośród nich pełnokrwistych piłkarskich osobowości, wydają się grupą bardziej zwartą, zdeterminowaną, głodną triumfów. Czyli również nie mającą kompletnie nic wspólnego z erą galaktyczną.

I całe szczęście - przed starciem hiszpańskich potęg znów nie sposób wskazać faworyta. Można za to spodziewać się spektaklu na poziomie tego z wiosny.

Autor: Rafał Stec

[źródło: Gazeta]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze