Kredyt zaufania wyczerpany

Looky

26 grudnia 2007, 10:29

Brak komentarzy
Porażka z Realem Madryt może spowodować w Barcelonie konsekwencje bardziej znaczące niż siedmiopunktowa strata do lidera czy upokorzenie ze strony odwiecznego rywala. Teraz potrzebne są decyzje mogące pozytywnie wpłynąć na grę drużyny w drugiej części sezonu. Władze klubu milczą, choć pewnie też dlatego, iż tuż po Gran Derbi każdy udał się na świąteczną przerwę i nie myślał o analizie popełnionych błędów.

Nie ulega wątpliwości, iż to na Rijkaardzie i Ronaldinho skupia się obecnie największa krytyka. Zarząd klubu jest świadomy, że nie może siedzieć z założonymi rękami, wszyscy mają bowiem w pamięci jak zakończył się poprzedni sezon. Zbyt wiele rzeczy wydarzyło się w minionym tygodniu, czego wynikiem jest fakt, że i trener i Brazylijczyk nie są już w Katalonii ludźmi wiarygodnymi.

Niedzielny klasyk był "piłką meczową" dla Gaúcho, której zdaniem wielu obserwatorów piłkarz nie wykorzystał. Podobnie było zresztą w przypadku Rijkaarda, bowiem jego decyzje przed i w trakcie meczu okazały się co najmniej dziwne.

Kredyt zaufania wyczerpany

W związku z zaistniałą sytuacją, niewielu jest członków w zarządzie Barcelony, którzy ufają obecnemu trenerowi. Ich zdaniem Rijkaard nie ma już argumentów mogących przekonać władze, iż zespół wyeliminuje błędy. Taka sytuacja nie oznacza jednak rychłego zwolnienia Holendra. Przed sezonem mówiło się, że "ta Barça budzi strach", tymczasem na półmetku sezonu ów zespół podwinął ogon pod siebie i radość przez łzy u Culés może wywoływać jedynie pamięć po niedawnym losowaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym zmierzymy się z Celtikiem.

Wielu dyrektorów jest zdania, że Rijkaard Barcelony już nie zawojuje. Całkiem możliwe, iż mają rację, bowiem nie pierwszy raz zdarza się, że posada Holendra na Camp Nou kwestionowana jest ze wszystkich stron. Co więcej, poprzednia taka sytuacja miała miejsce nie dalej niż kilka tygodni temu.

Tydzień El Clasico

Grudzień miał być miesiącem prawdy dla Franka. W trudnych wyjazdowych meczach z Espanyolem, Lyonem i Valencią zespół zaprezentował się korzystnie, co mogło budzić optymizm wśród członków zarządu. Nawet tych, którzy Rijkaarda nie widzą już w roli szkoleniowca Barcelony. Przyszedł jednak pojedynek z Realem i klęska, bowiem za taką można uznać triumf "Królewskich" na Camp Nou. Tydzień poprzedzający klasyk był zresztą bardzo niespokojny w stolicy Katalonii. Rijkaard nie potrafił uciąć prasowych spekulacji odnośnie Ronaldinho i Deco, popełniając ostatecznie bardzo duży błąd, kiedy w niedzielę miast postawić na konsekwencję i posadzić obu na ławce rezerwowych, desygnował ich do gry od pierwszej minuty. Brak żelaznych zasad u Franka zabolał chyba jeszcze bardziej niż sama porażka na boisku.

Czas na decyzje

Rijkaard nie ma już wśród zawodników wymaganego autorytetu. Jeśli po powrocie do pracy nic się nie zmieni (a Rijkaard i Ronaldinho będą spokojnie kontynuować swoją przygodę na Camp Nou - pisze "Mundo Deportivo"), będzie to dla zespołu wiadomość, iż status quo pozostanie tu jeszcze przez długi czas.

Słaba postawa trenera miała spowodować rozpoczęcie na Camp Nou długofalowego "planu B", mającego na celu uzdrowienie sytuacji. Kredyt zaufania dla Rijkaarda został wyczerpany, ale trudno pokusić się o stwierdzenie, że faworyt Culés - Jose Mourinho, będzie następcą Holendra.

Samych problemów mniej powinno być ze sprzedażą Ronaldinho już w zimowym oknie transferowym. Nie ulega wątpliwości jednak, iż to sam gracz musiałby wyrazić zgodę na odejście.

[źródło: Mundo Deportivo]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze