Mallorca - FC Barcelona 0:2
FC Barcelona, choć wygrała dzisiejszy mecz, to na pewno przegrała wiele u kibiców. Gra Katalończyków była fatalna. Podopieczni Franka Rijkaarda nie grali z nadzwyczaj wymagającym rywalem, ale z dziesiątą w tabeli drużyną. Mimo to nie stworzyli zbyt wielu sytuacji - niemniej jednak dwie z nich zakończyły się bramkami.
Większość kibiców liczyła na swego rodzaju odrodzenie wicemistrza Hiszpanii - trzeba otwarcie powiedzieć, iż się przeliczyła. Barça grała słabo, pierwsza połowa była tak fatalna, że wręcz szkoda o niej pisać. Najlepsza sytuacja, jaką miała Blaugrana podczas pierwszych 45 minut to strzał głową Márqueza, po którym piłka poszybowała mniej więcej metr nad bramką. Dwie, zdecydowanie groźniejsze sytuacje stworzyli sobie gospodarze. Najpierw Valdésa chciał zaskoczyć Guiza, zaś później Basinas.
W trakcie drugiej części spotkania Frank Rijkaard dokonał trzech zmian - w miejsce Gudjohnsena wszedł Bojan, Giovaniego zastąpił Henry, natomiast Edmílson zajął miejsce Toure. Mimo to obraz gry nie zmienił się - mecz nadal był nudy, a piłkarze kopali futbolówką w środkowej strefie boiska. W końcu - ku uciesze katalońskich kibiców po dośrodkowaniu Xaviego najwyżej w powietrze wyskoczył Márquez i pokonał Luxa. Po strzelonej bramce Barça troszkę (trzeba tutaj podkreślić słowo "troszkę") żwawiej ruszyła do ataków. Sędzia nie zaliczył bramki Henry'ego, uznając iż Francuz był na spalony - powtórka pokazała jednak co innego. W doliczonym czasie gry piłkę do siatki wpakował jeszcze Samuel Eto'o. Trzeba przyznać, iż bramka, jaką zdobył Kameruńczyk była nieprzeciętnej urody. Takim oto akcentem zakończył się mecz, w którym Barça mogła stracić wiele - niemniej jednak wyszła z tego pojedynku obronną ręką.
Pomimo zwycięstwa Azulgrany, nie ulega wątpliwości, iż coś niedobrego dzieje się w szeregach granatowo-bordowych. Jeśli chodzi o taktykę, jaką kierowała się dzisiaj drużyna, która dwa lata temu triumfowała w elitarnej Lidze Mistrzów, to była ona fatalna. Następnym argumentem może być fakt, iż zespół zaprezentował dzisiaj straszny dla oka futbol - a przecież Barcelona zawsze uznawana była za europejską reprezentację Brazylii - jeśli chodzi o styl gry. Wielu uważa, iż lekiem na całe zło będzie zmiana trenera, większość za słabą postawę Barcelony w ostatnich tygodniach obwinia Franka Rijkaada, który w mniemaniu kibiców jest po prostu "słabym" trenerem i nie umie poradzić sobie bez pomocy Henka Ten Cate. Na temat powodów słabej gry Barçy rozpisywać się można na całe strony, niemniej jednak nie czas i nie miejsce na tego typu dywagacje.
W chwili obecnej zarząd musi zastanowić się, co zrobić, aby już teraz nie zaprzepaścić szans na mistrzostwo. Jeśli Barça będzie musiała zmierzyć się z silniejszym rywalem i zagra tak jak na Ono Estadi, nie może liczyć na zwycięstwo. Najbliższy mecz Duma Katalonii zagra już w środę, a przeciwnik będzie znacznie bardziej wymagający - rywalem Blaugrany będzie zespół Sevilli...
RCD Mallorca - FC Barcelona 0:2 (0:0)
Mallorca: Lux; Varela, Nunes, David Navarro, Fernando Navarro; Jonás, Basinas (Trejo, 70'), Pereyra, Arango; Ibagaza (Borja Varela, 77'); i Güiza (Víctor Casadesús, 48').
FC Barcelona: Valdés; Puyol, Milito, Márquez, Abidal; Xavi, Touré (Edmílson, 69'), Gudjohnsen (Bojan, 46'); Giovani (Henry, 63'), Eto'o i Iniesta.
Gole: Márquez (63'), Eto'o (92')
Fimy z meczu znajdują się tutaj
Visca el Barca!
Większość kibiców liczyła na swego rodzaju odrodzenie wicemistrza Hiszpanii - trzeba otwarcie powiedzieć, iż się przeliczyła. Barça grała słabo, pierwsza połowa była tak fatalna, że wręcz szkoda o niej pisać. Najlepsza sytuacja, jaką miała Blaugrana podczas pierwszych 45 minut to strzał głową Márqueza, po którym piłka poszybowała mniej więcej metr nad bramką. Dwie, zdecydowanie groźniejsze sytuacje stworzyli sobie gospodarze. Najpierw Valdésa chciał zaskoczyć Guiza, zaś później Basinas.
W trakcie drugiej części spotkania Frank Rijkaard dokonał trzech zmian - w miejsce Gudjohnsena wszedł Bojan, Giovaniego zastąpił Henry, natomiast Edmílson zajął miejsce Toure. Mimo to obraz gry nie zmienił się - mecz nadal był nudy, a piłkarze kopali futbolówką w środkowej strefie boiska. W końcu - ku uciesze katalońskich kibiców po dośrodkowaniu Xaviego najwyżej w powietrze wyskoczył Márquez i pokonał Luxa. Po strzelonej bramce Barça troszkę (trzeba tutaj podkreślić słowo "troszkę") żwawiej ruszyła do ataków. Sędzia nie zaliczył bramki Henry'ego, uznając iż Francuz był na spalony - powtórka pokazała jednak co innego. W doliczonym czasie gry piłkę do siatki wpakował jeszcze Samuel Eto'o. Trzeba przyznać, iż bramka, jaką zdobył Kameruńczyk była nieprzeciętnej urody. Takim oto akcentem zakończył się mecz, w którym Barça mogła stracić wiele - niemniej jednak wyszła z tego pojedynku obronną ręką.
Pomimo zwycięstwa Azulgrany, nie ulega wątpliwości, iż coś niedobrego dzieje się w szeregach granatowo-bordowych. Jeśli chodzi o taktykę, jaką kierowała się dzisiaj drużyna, która dwa lata temu triumfowała w elitarnej Lidze Mistrzów, to była ona fatalna. Następnym argumentem może być fakt, iż zespół zaprezentował dzisiaj straszny dla oka futbol - a przecież Barcelona zawsze uznawana była za europejską reprezentację Brazylii - jeśli chodzi o styl gry. Wielu uważa, iż lekiem na całe zło będzie zmiana trenera, większość za słabą postawę Barcelony w ostatnich tygodniach obwinia Franka Rijkaada, który w mniemaniu kibiców jest po prostu "słabym" trenerem i nie umie poradzić sobie bez pomocy Henka Ten Cate. Na temat powodów słabej gry Barçy rozpisywać się można na całe strony, niemniej jednak nie czas i nie miejsce na tego typu dywagacje.
W chwili obecnej zarząd musi zastanowić się, co zrobić, aby już teraz nie zaprzepaścić szans na mistrzostwo. Jeśli Barça będzie musiała zmierzyć się z silniejszym rywalem i zagra tak jak na Ono Estadi, nie może liczyć na zwycięstwo. Najbliższy mecz Duma Katalonii zagra już w środę, a przeciwnik będzie znacznie bardziej wymagający - rywalem Blaugrany będzie zespół Sevilli...
RCD Mallorca - FC Barcelona 0:2 (0:0)
Mallorca: Lux; Varela, Nunes, David Navarro, Fernando Navarro; Jonás, Basinas (Trejo, 70'), Pereyra, Arango; Ibagaza (Borja Varela, 77'); i Güiza (Víctor Casadesús, 48').
FC Barcelona: Valdés; Puyol, Milito, Márquez, Abidal; Xavi, Touré (Edmílson, 69'), Gudjohnsen (Bojan, 46'); Giovani (Henry, 63'), Eto'o i Iniesta.
Gole: Márquez (63'), Eto'o (92')
Fimy z meczu znajdują się tutaj
Visca el Barca!
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)