Odważny Rijkaard, magiczne zmiany
Zwycięstwo wymęczone, ale zasłużone
Mamy ligę, mamy nadzieję. Wszystko wciąż jest możliwe, chociaż wczoraj mogło być inaczej. Dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry do bramki rywali trafił Xavi, co dało Barcelonie ważne trzy punkty i zredukowało stratę do Realu do sześciu oczek. To było wymęczone, ale wypracowane i zasłużone zwycięstwo. W sobotę Real przegrał z Almerią i taka okazja nie mogła nie zostać wykorzystana. Po raz kolejny Barça w pierwszej połowie miała tyle sytuacji, że mogła więcej niż rozstrzygnąć losy meczu. To nasz problem, który należy rozwiązać. Dziesięć rzutów rożnych, z których nie wynikało kompletnie nic. Dzięki Bogu jednak trafił Xavi i oszczędził drużynie krytyki, która spadłaby dzisiaj na nią z siłą nie mniejszą niż padający w niedzielę na Camp Nou deszcz.
Przytkany zespół
Bramka zdobyta w 88. minucie celebrowana była co najmniej tak, jakby dała Barcelonie mistrzowski tytuł. Wybuch radości był ogromny, Rijkaard aż podskoczył z ławki okazując niezwykłe szczęście, Valdés zaczął biegać jak szalony z rękami uniesionymi w geście triumfu, a Laporta w loży honorowej wziął głęboki oddech po wielu minutach trzymających go w niepewności. To było jak sprawa życia i śmierci. Remis oznaczał klęskę Barçy, ale wygrana pozwoliła zredukować stratę do sześciu punktów, co sprawia, że możemy z umiarkowanym optymizmem patrzeć na kolejne ligowe mecze.
Ale Barcelona musi poprawić skuteczność. W drugiej połowie gospodarze wyraźnie spuścili z tonu i widać było, że w ich grze coś się zacięło. Brakowało szybkości, reakcji na to co robi przeciwnik. Może wpływ na taką, a nie inną grę po przerwie miał stan nasiąkniętej wodą murawy, choć przecież Osasuna skupiła się tylko na defensywie, stąd przez 80 minut Valdés był bezrobotny.
Sukces Rijkaarda
Rijkaard podjął odważne decyzje. O ile często krytykujemy zmiany dokonywane przez Holendra w trakcie meczu, tym razem trzeba oddać mu chwałę za to, że odważył się zaryzykować. Nie bał się zdjąć zmęczonego Henry'ego po 62 minutach gry i wprowadzić za niego Dos Santosa, który był bardzo aktywny i wypracował bramkę. Rijkaard pozostał też niewzruszony kiedy za prezentującego więcej chęci niż dobrej gry Messiego wpuszczał Ronaldinho. Najważniejszą okazała się jednak zmiana grającego niczym jadący z pustym bakiem samochód Deco za Xaviego. To było magiczne. To wielka zaleta mieć wspaniały zespół, w którym nie istnieją święte krowy. Tonując jednak pozytywne nastroje, nie zapominajmy, że w sobotę zagramy na wyjeździe z Sevillą i musimy wygrać, aby nie przegrać tego co zyskaliśmy w niedzielę wieczorem.
Autor: Josep Maria Casanovas
[źródło: Sport]
Mamy ligę, mamy nadzieję. Wszystko wciąż jest możliwe, chociaż wczoraj mogło być inaczej. Dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry do bramki rywali trafił Xavi, co dało Barcelonie ważne trzy punkty i zredukowało stratę do Realu do sześciu oczek. To było wymęczone, ale wypracowane i zasłużone zwycięstwo. W sobotę Real przegrał z Almerią i taka okazja nie mogła nie zostać wykorzystana. Po raz kolejny Barça w pierwszej połowie miała tyle sytuacji, że mogła więcej niż rozstrzygnąć losy meczu. To nasz problem, który należy rozwiązać. Dziesięć rzutów rożnych, z których nie wynikało kompletnie nic. Dzięki Bogu jednak trafił Xavi i oszczędził drużynie krytyki, która spadłaby dzisiaj na nią z siłą nie mniejszą niż padający w niedzielę na Camp Nou deszcz.
Przytkany zespół
Bramka zdobyta w 88. minucie celebrowana była co najmniej tak, jakby dała Barcelonie mistrzowski tytuł. Wybuch radości był ogromny, Rijkaard aż podskoczył z ławki okazując niezwykłe szczęście, Valdés zaczął biegać jak szalony z rękami uniesionymi w geście triumfu, a Laporta w loży honorowej wziął głęboki oddech po wielu minutach trzymających go w niepewności. To było jak sprawa życia i śmierci. Remis oznaczał klęskę Barçy, ale wygrana pozwoliła zredukować stratę do sześciu punktów, co sprawia, że możemy z umiarkowanym optymizmem patrzeć na kolejne ligowe mecze.
Ale Barcelona musi poprawić skuteczność. W drugiej połowie gospodarze wyraźnie spuścili z tonu i widać było, że w ich grze coś się zacięło. Brakowało szybkości, reakcji na to co robi przeciwnik. Może wpływ na taką, a nie inną grę po przerwie miał stan nasiąkniętej wodą murawy, choć przecież Osasuna skupiła się tylko na defensywie, stąd przez 80 minut Valdés był bezrobotny.
Sukces Rijkaarda
Rijkaard podjął odważne decyzje. O ile często krytykujemy zmiany dokonywane przez Holendra w trakcie meczu, tym razem trzeba oddać mu chwałę za to, że odważył się zaryzykować. Nie bał się zdjąć zmęczonego Henry'ego po 62 minutach gry i wprowadzić za niego Dos Santosa, który był bardzo aktywny i wypracował bramkę. Rijkaard pozostał też niewzruszony kiedy za prezentującego więcej chęci niż dobrej gry Messiego wpuszczał Ronaldinho. Najważniejszą okazała się jednak zmiana grającego niczym jadący z pustym bakiem samochód Deco za Xaviego. To było magiczne. To wielka zaleta mieć wspaniały zespół, w którym nie istnieją święte krowy. Tonując jednak pozytywne nastroje, nie zapominajmy, że w sobotę zagramy na wyjeździe z Sevillą i musimy wygrać, aby nie przegrać tego co zyskaliśmy w niedzielę wieczorem.
Autor: Josep Maria Casanovas
[źródło: Sport]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)