Barça wraca do gry: Zaragoza - Barcelona 1:2

Dylu

16 lutego 2008, 21:44

Brak komentarzy
W futbolu jak w życiu, nigdy nie wiadomo co nowego przyniesie kolejny dzień. W sobotni wieczór Zaragoza podejmowała u siebie drużynę Barcelony. Goście od dłuższego czasu toczą korespondencyjny pojedynek z Realem Madryt, który zakończył swój mecz tuż przed spotkaniem na La Romareda. I kto powiedział, że liga hiszpańska nie jest ciekawa?! Aktualny lider postarał się o nie lada sensację, przegrywając z Betisem 1-2. Trudno powiedzieć czy wiedza o wydarzeniach w Sewilli pomogła czy raczej rozkojarzyła piłkarzy. Na szczęście zespół Rijkaarda nie kalkulował i ugrał komplet punktów, dzięki czemu La Liga będzie jeszcze ciekawsza.

Od samego początku piłkarze Barcelony starali się narzucić rywalowi swój styl gry. Blaugrana przeważała w posiadaniu piłki, natomiast gospodarze ograniczali się do sporadycznych, aczkolwiek groźnych kontrataków. Patrząc na pierwsze minuty spotkania można było zgodzić się po części z Rijkaardem, który po ostatnim meczu odpierał zarzuty Cruyffa dotyczące linii pomocy. Faktycznie, druga linia nie zagrała wiele lepiej niż z Sevillą, jednak gra wyglądała zupełnie inaczej. Przede wszystkim w poczynaniach Dumy Katalonii widać było dynamikę, grę na jeden kontakt i walkę o każdą piłkę. Pierwszymi obrońcami byli nasi napastnicy, a duża ruchliwość w środku pola i gra na całej szerokości boiska sprawiły, iż mogliśmy oglądać zupełnie inny zespół. Niestety nie jest to jeszcze Barça jaką chcielibyśmy oglądać, gdyż mimo posiadania inicjatywy, to gospodarze mieli lepsze okazje do zdobycia gola. Pierwszą był strzał Diego Milito (5'), który bez problemów obronił Valdés. Następnie o uderzenie pokusił się ex-zawodnik Barcelony Sergio García, który na szczęście posłał piłkę w chmury. Brat Gabriela Milito mógł dać swojej drużynie prowadzenie (23'), ale jego strzał świetnie obronił kataloński portero, któremu z pomocą przyszli jego koledzy.

Barcelona pierwszą groźną akcję przeprowadziła dopiero w 25. minucie, kiedy to na bramkę Cesara uderzał Dos Santos. Natomiast w 34. minucie bramkarz gospodarzy musiał skapitulować. Deco świetną wrzutką z głębi pola obsłużył wbiegającego w pole karne Henry'ego, który zgasił piłkę na klatce i nie pozwalając jej opaść lekkim, płaskim strzałem tuż obok bramkarza posłał ją do siatki. Po chwili radości wydawało się, że zespół pójdzie za ciosem i będzie szukać kolejnego trafienia, jednakże jeszcze przed przerwą w 41. minucie Márquez sfaulował w polu karnym Oliveirę i sędzia podyktował 'jedenastkę'. Do piłki podszedł D. Milito, po którego strzale piłka otarła się o poprzeczkę i wyszła poza linię końcową. Do przerwy nic się nie zmieniło, dlatego Barcelona zeszła do szatni ze skromnym prowadzeniem 1-0.

Niestety po wizycie w szatni przeżyliśmy deja vu. Wróciła Barça, jaką widzieliśmy w ostatnich spotkaniach, czyli wolna, apatyczna i ospała. Ktoś, wcale nie bezzasadnie, mógł zadać sobie pytanie czy leci z nami pilot, czy przypadkiem Rijkaard nie uciął sobie drzemki. Jeśli tak, to piłkarze Zaragozy okazali się 'niegościnni' i nie dali pospać Holendrowi. W 51. minucie pierwsze ostrzeżenie w postaci strzału wysłał D. Milito, ale na szczęście Valdés był, gdzie być powinien. Niestety, już minutę później Sergio García podał piłkę do Oliveiry, a ten nie upilnowany przez Márqueza płaskim, mocnym strzałem doprowadził do remisu. Od tego momentu role się odwróciły, gdyż to gospodarze ruszyli do zdecydowanej ofensywy. W zespole Barcelony jedynie Milito starał się uprzykrzać życiem swoim byłym kolegom. Błędu nie ustrzegł się nawet Valdés, który nieszczęśliwe sparował piłkę tuż pod nogi D. Milito. Na szczęście brat nie zamierzał ułatwiać mu zadania i w ostatniej chwili wybił piłkę na rzut rożny. W tej sytuacji zmiany dokonane przez Franka Rijkaarda były jak najbardziej zrozumiałe. Najpierw Touré wszedł za Edmílsona, a następnie na 17 minut przed końcem Ronaldinho zastąpił Giovaniego. Przy linii rozgrzewał się jeszcze Iniesta, ale ostatecznie za Messiego na boisku pojawił się Bojan. Ów roszady miały spowodować ożywienie w szeregach Blaugrany, jednak jej piłkarze zamiast w poszukiwaniu drugiej bramki 'gryźć trawę', prawdopodobnie wypatrywali już na La Romareda czterolistnej koniczynki. I o dziwo, któremuś z graczy chyba się udało, gdyż w 81. minucie Juanfran zagrał ręką w polu karnym, co mimo niezadowolenia publiki zaowocowało rzutem karnym. Do piłki podszedł Ronadinho, który myląc Cesara podwyższył na 1-2. Parę chwil później Brazylijczyk mógł zostać bohaterem zdobywając gola na 1-3, jednak zabrakło mu czucia piłki i precyzji. Końcówka meczu obfitowała w faule, a Zaragoza mimo kilku rzutów wolnych nie potrafiła już pokonać Valdésa i goście wywieźli komplet punktów.

Po 24. kolejce Barcelona traci do Realu Madryt jedynie 5 punktów. Widać oba zespoły były dziś myślami przy swoich najbliższych meczach Champions League, jednak ekipie Franka Rijkaarda mimo chimerycznej gry udało się osiągnąć zamierzony cel. Niestety nie widać jeszcze znaczącej, a przede wszystkim trwałej poprawy postawy zespołu na boisku. Nie najlepsze zawody rozegrali dziś Márquez, Edmílson, Messi, Deco czy Abidal, z drugiej strony cieszy przede wszystkim postawa Gabriela Milito i wracającego po kontuzji Puyola. Odkładając na bok dywagacje na temat nieobecności w wyjściowym składzie Iniesty, Ronaldinho i Touré, czy pełnych 90. minut kapitana, warto skupić się na środowym wyjazdowym meczu z drużyną Celtic Glasgow. Być może europejskie puchary będą swojego rodzaju odmianą i spowodują, że w kolejnych spotkaniach będziemy podziwiali taką Barçę jaką widzieliśmy podczas pierwszej połowy meczu z Realem Zaragoza.

Real Saragossa: Cesar, Diogo, Fernandez, Ayala, Juanfran, Luccin, Zapater, Sergio García, Gabi, Oliveira.

FC Barcelona: Valdés, Puyol, Milito, Márquez, Abidal, Edmílson, Xavi, Deco, Messi, Giovani, Henry.

Bramki:
0-1: Henry 34'
1-1: Oliveira 53'
1-2: Ronaldinho 84' k.

Szczegóły w relacji live!
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze