Plus i minus, czyli futbol na tak z nutą realizmu
Barcelona zdobyła twierdzę w Glasgow, tym samym kończąc 3,5-letnią serię spotkań bez porażki Celticu na własnym stadionie. Zwycięstwo cieszy tym bardziej, że wreszcie przebudziła się linia ataku i zagrała na równym poziomie z defensywą. Niestety dochodzimy do wniosku, że Valdés wciąż ma jakiś kompleks.
Na plus: Henry na szpicy. Dzisiejszy występ Francuza można zaliczyć do jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego, w barwach Barcelony. Dryblował, podawał i co najważniejsze strzelił bramkę i to nie byle jaką. Strzał marzenie - koszmar dla bramkarza. Artur Boruc mógł jedynie dokładnie popatrzeć jak piłka zmierzała idealnie w długi róg jego bramki. Poza tym widać, że Henry wie jak grać z obrońcami na Wyspach.
Na minus: forma Messiego. Trochę to kontrowersyjne, ale widać jeszcze, że kontuzja miała spory wpływ na dyspozycję "katalońskiej perły". Argentyńczyk już nie bryluje na boisku i nie zachwyca swoimi akcjami jak cieszyło to nasze oczy w spotkaniach przed kontuzją. (to że czasem jego indywidualizm brał górę też nie było dobre, ale cieszyło oko).
Na plus: tu też Messi - skuteczność. Może i chwilowo zatracił zmysł biegania slalomem między obrońcami rywala, ale nie zapomniał jak się strzela bramki. Przed meczem mówiło się, że to już prawie 3 miesiące odkąd ostatni raz Messi trafił do bramki rywala. W Glasgow Leo miał dwie sytuacje i w obu zachował się jak rasowy snajper. Duży plus dla niego.
Na minus: rzuty rożne. Temat rzeka i w Barcelonie powtarzający się już od dawna. Stałe fragmenty gry, które we współczesnej piłce są niekiedy kluczem do zwycięstwa, wydają się być całkowicie zapomniane przez zawodników, ale i przez trenerów Blaugrana. Jeszcze niedawno obowiązywał "rekord" półtora roku bez bramki z rzutu rożnego. To chyba o czymś świadczy i zanosi się na powtórkę z rozrywki.
Na plus: dawać szansę Ronaldinho. Nie spodziewałem się, że w najbliższym czasie przyjdzie mi chwalić Brazylijczyka, ale istotnie zasłużył na oklaski po występie w Szkocji. Drybling w kierunku bramki rywala (a nie cofanie i spowalnianie akcji), szybkość i celne podania, były widokiem, który odszedł w zapomnienie już jakiś czas temu. Jak najbardziej zostawił dzisiaj po sobie pozytywne wrażenie.
Na minus: ogłaszać "Powrót Króla". Dobry występ swoją drogą, ale nie zapominajmy, że Ronaldinho jak i cała Barcelona grała przeciwko Celticowi, gdzie linia obrony momentami "kopała się po czołach" (bramka Messiego na 2:3). Defensorzy gospodarzy momentami sami podawali nam piłkę w pole karne.
Na plus: "człowiek mur" Yaya Toure: Dopiero niedawno wrócił z Pucharu Narodów Afryki i miał prawo być zmęczony - co zresztą było widać w meczu z Zaragozą. Dzisiaj jednak pokazał, że wciąż jest w wysokiej formie i mimo iż nie popisywał się efektownymi zagraniami w ofensywie, to w defensywie był nie do przejścia.
Na minus: Valdés i Milito: Do tej pory najmocniejsze punkty defensywy Barcelony, ale tego występu na pewno nie będą wspominali dobrze. Druga połowa przyzwoita, ale po powrocie do domu, obaj zawodnicy muszą sobie dokładnie obejrzeć obie bramki zdobyte przez Celtic i przemyśleć swoje interwencje. Co do Milito to raczej był to wypadek przy pracy, natomiast w przypadku Valdésa odczuwam swego rodzaju "deja vu". Przed rokiem, bramkarz Barçy również miał bardzo dobrą serię meczów w lidze, ale gdy przyszła pora na konfrontacje 1/8 finału Ligi Mistrzów z Livepoolem, jego kiepska interwencja po części pozbawiła nas szans na awans. W tym wypadku Barça raczej nie odpadnie, ale "kompleks Valdésa" naprawdę istnieje...
[źródło: Własne]
Na plus: Henry na szpicy. Dzisiejszy występ Francuza można zaliczyć do jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego, w barwach Barcelony. Dryblował, podawał i co najważniejsze strzelił bramkę i to nie byle jaką. Strzał marzenie - koszmar dla bramkarza. Artur Boruc mógł jedynie dokładnie popatrzeć jak piłka zmierzała idealnie w długi róg jego bramki. Poza tym widać, że Henry wie jak grać z obrońcami na Wyspach.
Na minus: forma Messiego. Trochę to kontrowersyjne, ale widać jeszcze, że kontuzja miała spory wpływ na dyspozycję "katalońskiej perły". Argentyńczyk już nie bryluje na boisku i nie zachwyca swoimi akcjami jak cieszyło to nasze oczy w spotkaniach przed kontuzją. (to że czasem jego indywidualizm brał górę też nie było dobre, ale cieszyło oko).
Na plus: tu też Messi - skuteczność. Może i chwilowo zatracił zmysł biegania slalomem między obrońcami rywala, ale nie zapomniał jak się strzela bramki. Przed meczem mówiło się, że to już prawie 3 miesiące odkąd ostatni raz Messi trafił do bramki rywala. W Glasgow Leo miał dwie sytuacje i w obu zachował się jak rasowy snajper. Duży plus dla niego.
Na minus: rzuty rożne. Temat rzeka i w Barcelonie powtarzający się już od dawna. Stałe fragmenty gry, które we współczesnej piłce są niekiedy kluczem do zwycięstwa, wydają się być całkowicie zapomniane przez zawodników, ale i przez trenerów Blaugrana. Jeszcze niedawno obowiązywał "rekord" półtora roku bez bramki z rzutu rożnego. To chyba o czymś świadczy i zanosi się na powtórkę z rozrywki.
Na plus: dawać szansę Ronaldinho. Nie spodziewałem się, że w najbliższym czasie przyjdzie mi chwalić Brazylijczyka, ale istotnie zasłużył na oklaski po występie w Szkocji. Drybling w kierunku bramki rywala (a nie cofanie i spowalnianie akcji), szybkość i celne podania, były widokiem, który odszedł w zapomnienie już jakiś czas temu. Jak najbardziej zostawił dzisiaj po sobie pozytywne wrażenie.
Na minus: ogłaszać "Powrót Króla". Dobry występ swoją drogą, ale nie zapominajmy, że Ronaldinho jak i cała Barcelona grała przeciwko Celticowi, gdzie linia obrony momentami "kopała się po czołach" (bramka Messiego na 2:3). Defensorzy gospodarzy momentami sami podawali nam piłkę w pole karne.
Na plus: "człowiek mur" Yaya Toure: Dopiero niedawno wrócił z Pucharu Narodów Afryki i miał prawo być zmęczony - co zresztą było widać w meczu z Zaragozą. Dzisiaj jednak pokazał, że wciąż jest w wysokiej formie i mimo iż nie popisywał się efektownymi zagraniami w ofensywie, to w defensywie był nie do przejścia.
Na minus: Valdés i Milito: Do tej pory najmocniejsze punkty defensywy Barcelony, ale tego występu na pewno nie będą wspominali dobrze. Druga połowa przyzwoita, ale po powrocie do domu, obaj zawodnicy muszą sobie dokładnie obejrzeć obie bramki zdobyte przez Celtic i przemyśleć swoje interwencje. Co do Milito to raczej był to wypadek przy pracy, natomiast w przypadku Valdésa odczuwam swego rodzaju "deja vu". Przed rokiem, bramkarz Barçy również miał bardzo dobrą serię meczów w lidze, ale gdy przyszła pora na konfrontacje 1/8 finału Ligi Mistrzów z Livepoolem, jego kiepska interwencja po części pozbawiła nas szans na awans. W tym wypadku Barça raczej nie odpadnie, ale "kompleks Valdésa" naprawdę istnieje...
[źródło: Własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)