Najgłupszy gol świata, czyli klęska Realu

Looky

25 lutego 2008, 21:04

Brak komentarzy
W cztery kolejki Barcelona odrobiła do Realu 7 pkt. Dziś aż 75,5% hiszpańskich internautów uważa, że drużyna Rijkaarda przegoni lidera z Madrytu.

"Dwa punkty, czyli wszystko znowu w waszych rękach" - napisał do piłkarzy Barcelony tamtejszy "Sport", dodając, że ostatnia kolejka Primera Division była dla kibiców klubu z Katalonii jak złoty sen, który się spełnił. Hat trick Samuela Eto'o i gol oraz dwie asysty Messiego dały tylko oczekiwany triumf 5:1 nad ostatnim w tabeli Levante, ale prawdziwy prezent podarowało Barçy Getafe, które pokonało Real na jego boisku! Na Santiago Bernabeu klub z Madrytu przegrał po raz pierwszy od 385 dni.

W tym sezonie Real wygrał wszystkie mecze u siebie. Czy można się było dziwić Berndowi Schusterowi, który zapytany o triumf Barçy powiedział: "Na razie mają do nas dwa punkty, ale w poniedziałek będą mieli więcej"? W niedzielną noc Real, który co prawda przegrał dwa ostatnie wyjazdowe mecze z Almerią i Betisem, miał zdobyć łatwe trzy punkty. Tymczasem w 63. minucie stracił gola kuriozum.

- Zachowaliśmy się jak dzieci. To wstyd, żeby tak wielki klub jak Real tracił takie bramki - komentował Guti. On jedyny walczył o to, by zapobiec nieszczęściu, reszta kolegów cieszyła się z nieuznanego gola Robbena. Zanim oprzytomnieli, było 0:1.

- Od razu zobaczyłem, że sędzia gola nie uznał, bo Raul był na spalonym - opowiadał David Belenguer. - Złapałem piłkę, zauważyłem, że z przodu są koledzy, więc wybiłem wolnego. Gdy rywal się zagapi, zawsze szukam okazji do kontry - dodał stoper.

I ta właśnie kontra rozstrzygnęła mecz, a szczęśliwy strzelec Uche stwierdził, że to był gol jego życia.

Wściekłemu dyrektorowi sportowemu Realu wyrwało się, że sędzia powinien przerwać akcję Getafe. Wszyscy wyśmiewają za to Predraga Mijatovica, bo nie arbiter winny jest gapiostwu mistrza Hiszpanii. - Oni myślą, że mają patent na wygrywanie, a jeśli nie mogą wygrać na boisku, to powinien pomóc im sędzia. Niech mówią, co chcą, cała Hiszpania widziała, jak było. Real zapomniał, że my, biedni, też mamy prawo do wygrywania - mówił prezes Getafe Angel Torres.

Piłkarze Realu gremialnie przyznawali się do błędu. - Nawet ja mogłem przerwać akcję, bo zorientowałem się, że gol Robbena nie był uznany. Ale tego nie zrobiłem. Zachowaliśmy się nieodpowiedzialne i zostaliśmy ukarani - powiedział Raul.

Sprawa tytułu znów jest otwarta, a jeszcze cztery kolejki temu Real miał aż dziewięć punktów przewagi. Teraz Barça traci tylko dwa i choć bezpośredni mecz z liderem gra w Madrycie, znów zależy od siebie. - Zwłaszcza że odzyskuje formę i ma przewagę psychologiczną - mówi w "Marce" austriacki gwiazdor sprzed lat Hans Krankl.

Jak podkreślają wszyscy, powrót do składu Samuela Eto'o (był kontuzjowany, a potem wyjechał na Puchar Narodów Afryki) sprawia, że wicelider atakuje szybciej i mniej przewidywalnie. Tymczasem Real przegrał czwarty z ostatnich pięciu meczów i przeżywa kryzys.

- Wciąż jesteśmy liderem, pozbieramy się szybko - obiecuje Schuster. Ale mało kogo to przekonuje. W ankiecie "Marki" aż 75,5 proc. czytelników uważa, że Barcelona przegoni lidera.

Triumf Getafe jest ostrzeżeniem dla klubu Ebiego Smolarka, który w czwartek gra z nim w Madrycie pierwszy mecz półfinału Pucharu Hiszpanii. Dla zespołu Polaka to mecz sezonu. Jutro w drugim półfinale hit Barcelona - Valencia na Camp Nou. U gości nie zagra kontuzjowany Marchena.

[źródło: Sport.pl]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze