Gdzie się podział Thierry Henry?

Looky

11 marca 2008, 11:49

Brak komentarzy
Latem 2007 roku przybywał do Katalonii ze statusem autentycznej gwiazdy, która miała wzmocnić i tak już fantastyczny atak Barcelony. Uznał, że przyszedł czas na zmianę środowiska i spróbowanie swoich sił w Hiszpanii, gdzie piłka techniczna góruje nad przygotowaniem kondycyjnym. 24 mln euro za jedną z najbardziej medialnych postaci piłkarskiego świata wydawało się niczym dar z niebios, który sprawi, że atak Barçy nie będzie miał sobie równych. Wydawało się...

Thierry Henry ma za sobą ponad pół roku gry dla Dumy Katalonii. Gry, która niestety głównie rozczarowuje. Piłkarz nie może powrócić do dyspozycji jaką imponował w Arsenalu, choć w pierwszych miesiącach jeszcze nikt od niego fantastycznej formy nie wymagał, wszak przybywał na Camp Nou celem zapewnienia równowagi ataku zespołu Rijkaarda. Nie zmienia to jednak faktu, że transfer Francuza był dla Barcelony swego rodzaju luksusem, który miał przynosić wymierne korzyści na tle sportowym.

Żeby być sprawiedliwym należy zaznaczyć, iż Titi ma za sobą całkiem udane spotkania w bordowo-granatowej koszulce. W ligowym meczu z Levante strzelił hattricka, a w pucharowej konfrontacji z Sevillą na Sanchez Pizjuan zdobył ważną bramkę, która jak się okazało zapewniła Katalończykom awans do kolejnej rundy. Dla obserwatorów to jednak za mało, dlatego coraz głośniej mówi się, że Henry w Barcelonie rozczarowuje.

W klubie zastanawiają się co jest powodem słabszej dyspozycji Francuza. Istnieje teoria, całkiem słuszna zresztą, że rozwinięcie skrzydeł piłkarzowi uniemożliwiła chroniczna kontuzja pleców (dyskopatia), z którą zmagał się jeszcze w Arsenalu, a która spowodowała jego nieobecność w składzie Azulgrany w 7 kolejnym spotkaniach. Potem powrócił, zagrał w 11 meczach z rzędu, w których trafiał do siatki rywali. W efekcie jego bilans jest niezły - 13 goli zdobytych we wszystkich rozgrywkach stawia go na drugiej pozycji w klasyfikacji pichichi Barçy w tym sezonie. Lepszy jest tylko Messi. Ów wyczyn to jednak stanowczo za mało, aby kibice uznali, iż powróciła forma Henry'ego jaką prezentował on pod wodzą Wengera.

Kontuzje to nie wszystko. Kilka tygodni temu Francuz powiedział, iż niezbyt dobrze czuje się na skrzydle, na której to pozycji z wielką pasją wystawia go Rijkaard. Faktycznie, zawodnik często grał na lewej stronie, zwłaszcza pod nieobecność Ronaldinho. Nadszedł jednak moment, iż Gaúcho powrócił do jedenastki Barçy, w związku z czym Henry zajął środek ataku - niestety efekt był równie mizerny. Oczywiście każdemu potrzeba czasu, aby zaadaptować się do gry w nowej drużynie, tyle że sam zainteresowany stwierdził, iż ów okres ma już za sobą.

Powodów słabszej postawy jest jednak więcej i nie dotyczą one tylko aspektów sportowych. We wrześniu Thierry rozwiódł się z żoną, po czterech latach małżeństwa. Brytyjskie brukowce nie dawały mu spokoju, a piłkarz chcąc uciec od problemów często podróżował do Londynu i Paryża, aby spędzić czas z rodziną. Wszystko to na pewno nie miało na niego korzystnego wpływu.

Przed nami dwa ostatnie miesiące sezonu i walka o trzy istotne trofea. Nie ulega wątpliwości, że Henry liczy na wsparcie ze strony Rijkaarda, choć musi wiedzieć, że Barcelonismo liczy na niego. Trener Barçy zawsze stawiał na Francuza w najważniejszych meczach, na jego doświadczenie i niebywałe umiejętności. Uraz Messiego sprawił, że na prawym, skrzydle powstała luka, którą nie ma bardzo kto załatać. A w Barcelonie istnieje jeszcze problem, bowiem dwójka ze zdrowego obecnie 'tridente' - Henry i Eto'o to nominalnie środkowi napastnicy. Zmienia to jednak niewiele. Thierry wciąż jest klasowym piłkarzem, urodzonym zwycięzcą, który w każdym momencie może odłożyć dumę na bok, aby dać radość Katalonii.

[źródło: Sport]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze