Adios Copa; Valencia - FC Barcelona 3:2
Na nic zdała się premia jaką obiecał zawodnikom Joan Laporta za awans do finału. Barcelona poległa w Walencji 2:3 i nie zagra 16 kwietnia w ostatnim meczu tych rozgrywek z Getafe. Uczyni to zespół Ronalda Koemana, który mimo, że od jesieni na całej linii zawodzi, to dziś potrafił pokonać wicelidera Primera Division, który jeszcze kilka godzin temu przebąkiwał o potrójnej koronie. Marzenia trzeba jednak odłożyć przynajmniej na przyszły sezon, bowiem na Mestalla, zwłaszcza w pierwszej połowie, oglądaliśmy w wykonaniu Barçy ten sam marazm, którym zespół "raczył" nas przez ostatnie tygodnie.
Golazo Baraja
Początek spotkania nie wróżył jednak pierwszego upadku w roku 2008. Barça prowadziła grę, a bliski zdobycia prowadzenia był Milito, którego strzał z linii bramkowej wybił Miguel. W 18. minucie Valencia zadała pierwszy, skuteczny cios. Strzał marzenie oddał Baraja, po którym piłka wylądowała w lewym górnym rogu bramki Valdésa.
Przez kilkanaście kolejnych minut goście bili głową w mur i choć bardzo chcieli, nie potrafili przedrzeć się przez szeregi obronne broniącej się niemal całą drużyną Valencii. Koeman triumfował, bowiem jego zapowiedzi o "obronie Częstochowy" okazały się mieć pełne pokrycie z rzeczywistością. Na domiar złego (dla Barcelony), tuż przed przerwą na 2:0 podwyższył Mata wykorzystując kompletną niemoc obrońców i Xaviego. Po podaniu Villi, strzałem w krótki róg po raz drugi pokonał Valdésa.
Błąd za błąd
W pierwszych minutach po przerwie zmieniło się niewiele. Gospodarze znów postawili na defensywę, a ataki Barcelony nie przynosiły zamierzonego skutku. Za Toure na boisku pojawił się Henry, a miejsce Abidala zajął Sylvinho i to oni dali prawdziwy sygnał do ataku. Po znakomitym dośrodkowaniu Brazylijczyka, w 72. minucie najwyżej wyskoczył Henry i bardzo ładnym strzałem głową zaskoczył Hildebranda.
Nasza radość paradoksalnie trwała chyba za długo, bowiem po chwili piłka ponownie znalazła się w siatce Valdésa. Valencia wykorzystała dezorganizację w szeregach obronnych gości, Silva podał do Maty, a ten po rękach Victora trafił na 3:1 i pozwolił miejscowym odetchnąć. Niespodziewanie jednak mieliśmy w końcówce emocje, a to za sprawą Eto'o, który wykorzystał bierną postawę obrońców rywala i mierzonym strzałem z kilkunastu metrów zmienił rezultat na 3:2. Po chwili znakomitą szansę miał Bojan, ale uderzył nad poprzeczką. W doskonałej sytuacji znalazł się też Henry, lecz tym razem arbiter dopatrzył się faulu Francuza. Zaangażowanie Barçy w końcowych minutach było bardzo ładne dla oka, tyle tylko, że zabrakło go zwłaszcza w pierwszej połowie. Mecz zakończył się zwycięstwem Valencii, która awansowała do finału.
Pożegnania nadszedł czas
Marcowy bilans Azulgrany jest fatalny. Abstrahując już od tego, że podopieczni Rijkaarda zdołali wygrać tylko jedno spotkanie (1:0 z Celtikiem), w pięciu meczach straciliśmy łącznie 11 bramek ponosząc przy tym aż trzy porażki. Dla porównania, przez cały styczeń i luty piłkarze Barcelony ani razu nie schodzili z boiska pokonani.
Drugi raz z rzędu żegnamy się z Copa del Rey w półfinale. Niby to najmniej znaczące trofeum ze wszystkich trzech najważniejszych, jakie były w tym sezonie do zdobycia. Problem jednak w tym, że mistrzowski tytuł La Liga wkrótce także może okazać się nie dla nas, a i konfrontacja z Schalke w Lidze Mistrzów budzi u Culés uczucie niepewności. Sezon nie jest jeszcze przegrany i powinni uświadomić sobie to zwłaszcza ci, którzy lekką ręką już teraz zwalniają trenera lub wyrzucają pół składu. Jeśli w maju okaże się, że zostaliśmy z pustymi rękoma, wówczas zmiany zapewne nadejdą i kilka osób pożegna się z Camp Nou.
Dziś Valencia zasłużyła na awans, była drużyną lepszą, popełniającą mniej błędów, które są nieodłączną częścią futbolu. My po raz kolejny w tym aspekcie zawiedliśmy. Pocieszeniem może tylko fakt, że każda czarna seria ma kiedyś swój koniec. A i forma musi w końcu kiedyś do nas zapukać.
Valencia: Hildebrand, Miguel, Marchena, Albiol, Moretti, Mata, Maduro, Banega, Silva, Joaquín, Villa.
FC Barcelona: Valdés, Zambrotta, Puyol, Milito, Abidal, Toure, Xavi, Iniesta, Bojan, Gudjohnsen, Eto'o.
Bramki:
1:0 Baraja 18'
2:0 Mata 44'
2:1 Henry 72'
3:1 Mata 73'
3:2 Eto'o 80'
Szczegóły meczu w relacji live.
Golazo Baraja
Początek spotkania nie wróżył jednak pierwszego upadku w roku 2008. Barça prowadziła grę, a bliski zdobycia prowadzenia był Milito, którego strzał z linii bramkowej wybił Miguel. W 18. minucie Valencia zadała pierwszy, skuteczny cios. Strzał marzenie oddał Baraja, po którym piłka wylądowała w lewym górnym rogu bramki Valdésa.
Przez kilkanaście kolejnych minut goście bili głową w mur i choć bardzo chcieli, nie potrafili przedrzeć się przez szeregi obronne broniącej się niemal całą drużyną Valencii. Koeman triumfował, bowiem jego zapowiedzi o "obronie Częstochowy" okazały się mieć pełne pokrycie z rzeczywistością. Na domiar złego (dla Barcelony), tuż przed przerwą na 2:0 podwyższył Mata wykorzystując kompletną niemoc obrońców i Xaviego. Po podaniu Villi, strzałem w krótki róg po raz drugi pokonał Valdésa.
Błąd za błąd
W pierwszych minutach po przerwie zmieniło się niewiele. Gospodarze znów postawili na defensywę, a ataki Barcelony nie przynosiły zamierzonego skutku. Za Toure na boisku pojawił się Henry, a miejsce Abidala zajął Sylvinho i to oni dali prawdziwy sygnał do ataku. Po znakomitym dośrodkowaniu Brazylijczyka, w 72. minucie najwyżej wyskoczył Henry i bardzo ładnym strzałem głową zaskoczył Hildebranda.
Nasza radość paradoksalnie trwała chyba za długo, bowiem po chwili piłka ponownie znalazła się w siatce Valdésa. Valencia wykorzystała dezorganizację w szeregach obronnych gości, Silva podał do Maty, a ten po rękach Victora trafił na 3:1 i pozwolił miejscowym odetchnąć. Niespodziewanie jednak mieliśmy w końcówce emocje, a to za sprawą Eto'o, który wykorzystał bierną postawę obrońców rywala i mierzonym strzałem z kilkunastu metrów zmienił rezultat na 3:2. Po chwili znakomitą szansę miał Bojan, ale uderzył nad poprzeczką. W doskonałej sytuacji znalazł się też Henry, lecz tym razem arbiter dopatrzył się faulu Francuza. Zaangażowanie Barçy w końcowych minutach było bardzo ładne dla oka, tyle tylko, że zabrakło go zwłaszcza w pierwszej połowie. Mecz zakończył się zwycięstwem Valencii, która awansowała do finału.
Pożegnania nadszedł czas
Marcowy bilans Azulgrany jest fatalny. Abstrahując już od tego, że podopieczni Rijkaarda zdołali wygrać tylko jedno spotkanie (1:0 z Celtikiem), w pięciu meczach straciliśmy łącznie 11 bramek ponosząc przy tym aż trzy porażki. Dla porównania, przez cały styczeń i luty piłkarze Barcelony ani razu nie schodzili z boiska pokonani.
Drugi raz z rzędu żegnamy się z Copa del Rey w półfinale. Niby to najmniej znaczące trofeum ze wszystkich trzech najważniejszych, jakie były w tym sezonie do zdobycia. Problem jednak w tym, że mistrzowski tytuł La Liga wkrótce także może okazać się nie dla nas, a i konfrontacja z Schalke w Lidze Mistrzów budzi u Culés uczucie niepewności. Sezon nie jest jeszcze przegrany i powinni uświadomić sobie to zwłaszcza ci, którzy lekką ręką już teraz zwalniają trenera lub wyrzucają pół składu. Jeśli w maju okaże się, że zostaliśmy z pustymi rękoma, wówczas zmiany zapewne nadejdą i kilka osób pożegna się z Camp Nou.
Dziś Valencia zasłużyła na awans, była drużyną lepszą, popełniającą mniej błędów, które są nieodłączną częścią futbolu. My po raz kolejny w tym aspekcie zawiedliśmy. Pocieszeniem może tylko fakt, że każda czarna seria ma kiedyś swój koniec. A i forma musi w końcu kiedyś do nas zapukać.
Valencia: Hildebrand, Miguel, Marchena, Albiol, Moretti, Mata, Maduro, Banega, Silva, Joaquín, Villa.
FC Barcelona: Valdés, Zambrotta, Puyol, Milito, Abidal, Toure, Xavi, Iniesta, Bojan, Gudjohnsen, Eto'o.
Bramki:
1:0 Baraja 18'
2:0 Mata 44'
2:1 Henry 72'
3:1 Mata 73'
3:2 Eto'o 80'
Szczegóły meczu w relacji live.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)