Barcelona - Schalke 20:45
W minorowych nastrojach przyjdzie kibicom Barçy oglądać rewanżowy mecz ich pupili z Schalke. Fatalny marzec już się skończył, ale niemoc drużyny z miasta Gaudiego trwa w najlepsze, czego efektem jest zatrważająco słaby bilans - ledwie jedna wygrana w ostatnich sześciu ligowych meczach. W środę na Camp Nou zagoszczą piłkarze z Gelsenkirchen, teoretycznie i mimo wszystko także praktycznie, najsłabszej drużyny w ośmiozespołowej ćwierćfinałowej stawce Ligi Mistrzów.
Na Veltins Arena Katalończycy uzyskali wynik-marzenie biorąc pod uwagę ich aktualną formę. Jeśli spojrzymy na nazwy drużyn i ich dokonania, zwycięstwo 1:0 w obliczu rewanżu stawia nas w roli zdecydowanego faworyta. Jeżeli jednak zwrócimy uwagę na aktualny impas podopiecznych Rijkaarda, nic nie jest już takie oczywiste. Mirko Slomka podkreśla, że kluczem do sukcesu będzie nieustający pressing na przeciwniku. Ma rację, bo Barça z wysoko broniącym się rywalem, który nie pozwala na mozolne konstruowanie ataku pozycyjnego i wejście z piłką do bramki, po prostu sobie nie radzi.
W Barcelonie standardowo już zabraknie trójki Deco, Ronaldinho, Messi, ale kto przed sezonem odważyłby się powiedzieć, iż nie będzie dla nich godnych zastępców? Niestety drużynie, która 2 lata temu sięgała po Puchar Mistrzów wiele brakuje, aby nawiązać do tych chlubnych momentów. Brakuje pomysłu, szybkości, pressingu; brakuje bramek i... skrzydłowych. Eto'o i Henry udowadniają, że grając przy linii bocznej znacznie tracą na wartości. Tyle, że niezmienny system 4-3-3 wymusza występ przynajmniej jednego z nich na skrzydle.
Barça i Man Utd to w obecnej edycji Ligi Mistrzów jedyne zespoły, które nie zaznały jeszcze smaku porażki. Taki stan rzeczy powinien utrzymać się także po środowych meczach, tym bardziej, że historia i statystyki stoją po naszej stronie. Champions League jest swego rodzaju talizmanem Rijkaarda, bowiem w owych rozgrywkach jego zespół, mimo nie zawsze olśniewającej gry, po prostu robi swoje. Schalke, które wciąż dzierży tytuł wicemistrza Niemiec, teoretycznie skazane jest na pożarcie, ale w rzeczywistości może być różnie. Nasi środowi rywale zwycięstwo i awans będą chcieli po prostu wybiegać, co jak pokazały ostatnie spotkania Barçy, jak najbardziej może się udać. Ale jeśli Katalończycy w końcu zaczną czynić to samo, wówczas szanse na sukces gości znacznie maleją.
Klasę rywali pokroju Celticu czy Schalke można umniejszać, lecz ostatnie lata pokazują, że po Puchar Mistrzów może sięgnąć nie ten kto imponuje formą przez cały sezon, a ten kto potrafi wykazać się nią w najważniejszych momentach na europejskiej arenie. Tak było w przypadku Milanu, tak było też jeśli przypomnimy sobie triumf Liverpoolu. Wyjątki od reguły są zawsze, bowiem w pierwszej połowie 2006 roku fantastycznie grała Barcelona, a dwa lata wcześniej, pod wodzą Mourinho piłkarską Europę zaczarowało Porto. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet z tą formą, w przypadku awansu, nie podłożymy się Manchesterowi dając sobie wbić 5 bramek, co sugerował ostatnio pewien ekspert w studio TVP.
Gospodarze środowego pojedynku wszelkie atuty mają po swojej stronie. Camp Nou, choć z wystawionym na sporą próbę zaufaniem fanów, zaliczkę z pierwszego meczu, historię, lepszy skład i paradoksalnie fatalną grę w La Liga, na którą odpowiedzieć mogą dobrymi występami na europejskiej arenie. Jeśli z sezonu 2007/08 można cokolwiek uratować, największą szansę Barcelona ma w Lidze Mistrzów, gdzie do finału pozostały jedynie trzy spotkania. Jeśli nie wydarzy się nic nieoczekiwanego, pod koniec kwietnia zobaczymy Barcelonę grającą w półfinale tych rozgrywek. I wielu Culés powie wówczas: "Dopiero teraz zaczyna się prawdziwa gra", a słaba dyspozycja nie przeszkodzi im wierzyć w awans swoich ulubieńców.
Prawdopodobne składy:
Barcelona: Valdés; Abidal, Puyol, Milito, Zambrotta; Toure, Xavi, Iniesta; Eto'o, Bojan, Henry.
Schalke: Neuer; Rafinha, Bordon, Krstajic, Westermann; Pander, , Ernst; Asamoah, Jones; Altintop, Kuranyi.
Na Veltins Arena Katalończycy uzyskali wynik-marzenie biorąc pod uwagę ich aktualną formę. Jeśli spojrzymy na nazwy drużyn i ich dokonania, zwycięstwo 1:0 w obliczu rewanżu stawia nas w roli zdecydowanego faworyta. Jeżeli jednak zwrócimy uwagę na aktualny impas podopiecznych Rijkaarda, nic nie jest już takie oczywiste. Mirko Slomka podkreśla, że kluczem do sukcesu będzie nieustający pressing na przeciwniku. Ma rację, bo Barça z wysoko broniącym się rywalem, który nie pozwala na mozolne konstruowanie ataku pozycyjnego i wejście z piłką do bramki, po prostu sobie nie radzi.
W Barcelonie standardowo już zabraknie trójki Deco, Ronaldinho, Messi, ale kto przed sezonem odważyłby się powiedzieć, iż nie będzie dla nich godnych zastępców? Niestety drużynie, która 2 lata temu sięgała po Puchar Mistrzów wiele brakuje, aby nawiązać do tych chlubnych momentów. Brakuje pomysłu, szybkości, pressingu; brakuje bramek i... skrzydłowych. Eto'o i Henry udowadniają, że grając przy linii bocznej znacznie tracą na wartości. Tyle, że niezmienny system 4-3-3 wymusza występ przynajmniej jednego z nich na skrzydle.
Barça i Man Utd to w obecnej edycji Ligi Mistrzów jedyne zespoły, które nie zaznały jeszcze smaku porażki. Taki stan rzeczy powinien utrzymać się także po środowych meczach, tym bardziej, że historia i statystyki stoją po naszej stronie. Champions League jest swego rodzaju talizmanem Rijkaarda, bowiem w owych rozgrywkach jego zespół, mimo nie zawsze olśniewającej gry, po prostu robi swoje. Schalke, które wciąż dzierży tytuł wicemistrza Niemiec, teoretycznie skazane jest na pożarcie, ale w rzeczywistości może być różnie. Nasi środowi rywale zwycięstwo i awans będą chcieli po prostu wybiegać, co jak pokazały ostatnie spotkania Barçy, jak najbardziej może się udać. Ale jeśli Katalończycy w końcu zaczną czynić to samo, wówczas szanse na sukces gości znacznie maleją.
Klasę rywali pokroju Celticu czy Schalke można umniejszać, lecz ostatnie lata pokazują, że po Puchar Mistrzów może sięgnąć nie ten kto imponuje formą przez cały sezon, a ten kto potrafi wykazać się nią w najważniejszych momentach na europejskiej arenie. Tak było w przypadku Milanu, tak było też jeśli przypomnimy sobie triumf Liverpoolu. Wyjątki od reguły są zawsze, bowiem w pierwszej połowie 2006 roku fantastycznie grała Barcelona, a dwa lata wcześniej, pod wodzą Mourinho piłkarską Europę zaczarowało Porto. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet z tą formą, w przypadku awansu, nie podłożymy się Manchesterowi dając sobie wbić 5 bramek, co sugerował ostatnio pewien ekspert w studio TVP.
Gospodarze środowego pojedynku wszelkie atuty mają po swojej stronie. Camp Nou, choć z wystawionym na sporą próbę zaufaniem fanów, zaliczkę z pierwszego meczu, historię, lepszy skład i paradoksalnie fatalną grę w La Liga, na którą odpowiedzieć mogą dobrymi występami na europejskiej arenie. Jeśli z sezonu 2007/08 można cokolwiek uratować, największą szansę Barcelona ma w Lidze Mistrzów, gdzie do finału pozostały jedynie trzy spotkania. Jeśli nie wydarzy się nic nieoczekiwanego, pod koniec kwietnia zobaczymy Barcelonę grającą w półfinale tych rozgrywek. I wielu Culés powie wówczas: "Dopiero teraz zaczyna się prawdziwa gra", a słaba dyspozycja nie przeszkodzi im wierzyć w awans swoich ulubieńców.
Prawdopodobne składy:
Barcelona: Valdés; Abidal, Puyol, Milito, Zambrotta; Toure, Xavi, Iniesta; Eto'o, Bojan, Henry.
Schalke: Neuer; Rafinha, Bordon, Krstajic, Westermann; Pander, , Ernst; Asamoah, Jones; Altintop, Kuranyi.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)