"Raphinha staje się pionkiem służącym Viníciusowi"

Dawid Lampa

14 czerwca 2026, 11:30

Sport

57 komentarzy

Fot. Getty Images

"W przeciwieństwie do tego, co dzieje się u Hansiego Flicka, Carletto nie potrafił znaleźć mu roli, która wzmocniłaby jego atuty" - tak zaczyna swój artykuł Joaquim Piera z katalońskiego Sportu, który krytykuje podejście Carlo Ancelottiego do Raphinhi i wini go za słaby występ zawodnika w meczu z Marokiem.

Joaquim Piera (Sport):

Gdy zakończył się mecz Brazylia-Maroko (1:1), który zainaugurował zmagania w grupie C mundialu, Raphinha padł na murawę stadionu New Jersey. Wycieńczony wysiłkiem i wyraźnie podłamany słabym występem zarówno zespołowym, jak i indywidualnym, napastnik Barçy był pocieszany przez część kolegów z drużyny oraz członków sztabu szkoleniowego, aż w końcu podniósł go Casemiro, gdy zawodnik nieco już ochłonął.

To nie był debiut, jakiego spodziewał się Rapha czy sama reprezentacja, która mocno rozczarowała i uratowała się przed porażką tylko dzięki pojedynczemu błyskowi geniuszu Viníciusa. Inauguracja mundialu potwierdziła to, co dało się zauważyć już w dwóch wcześniejszych meczach towarzyskich Brazylii z Panamą i Egiptem: Raphinha jest dla selekcjonera, Carlo Ancelottiego, dżokerem do zadań specjalnych. W praktyce jednak działa to na jego niekorzyść, ponieważ gra jednocześnie wszędzie i nigdzie .

Raphinha, obok Viníciusa, ma być kluczową postacią tej wciąż budującej się reprezentacji. Obaj są jej naturalnymi liderami, biorąc pod uwagę, że Neymar wciąż pauzuje z powodu kontuzji (oczekuje się, że w poniedziałek po raz pierwszy wyjdzie na trening z resztą grupy), a jeśli w ogóle zagra w tym turnieju, jego rola będzie marginalna.

Rzecz w tym, że podczas gdy Canarinha kręci się wokół skrzydłowego Realu Madryt, którego rola jest jasno określona, a zespół porusza się i gra pod niego... Raphinha staje się jedynie pionkiem służącym Viníciusowi. Z roli jednego z dwóch solistów zszedł do roli tego, który „nosi fortepian”, jak mawia się w piłkarskim żargonie. A tak, co oczywiste, nie da się błyszczeć.

Rapha rozpoczął mecz, podobnie jak przeciwko Egiptowi, jako lewy półskrzydłowy, by współpracować i napędzać się nawzajem z Viníciusem. W praktyce, wobec ogólnej słabej gry Canarinhi, która w pierwszej połowie została stłamszona przez Maroko, zawodnik Barcelony spędził wiele minut na własnej połowie, łatając dziury w przeciekającym środku pola, gdzie Casemiro zupełnie nie nadążał za tempem meczu i w przerwie musiał zostać zmieniony przez Fabinho.

Później Ancelotti ustawił go szeroko na prawym skrzydle, co dało drużynie więcej przestrzeni i pomogło jej poprawić się pod względem taktycznym. Vinícius docenił to i pochwalił w pomeczowej wypowiedzi. Jednak ze względu na słabą grę Brazylii, piłki nie docierały do Raphinhi. Był odcięty od gry, tak jak wszyscy jego koledzy z ataku... bo gol Viniego również padł po indywidualnej akcji. To spektakularna klęska Ancelottiego, jeśli chodzi o stworzenie jakkolwiek stabilnej struktury taktycznej.

W drugiej połowie Raphinha kontynuował grę na prawym skrzydle, dopóki włoski szkoleniowiec nie wpuścił na boisko byłego gracza Betisu, Luiza Henrique: skrzydłowego opierającego swoją grę na dryblingu. Wtedy Rapha wrócił na swoją wyjściową pozycję półskrzydłowego, grając już mniej chaotycznie i bardziej angażując się w grę.

Konkluzja tych ciągłych zmian jest taka, że Raphinha miał tylko jedną klarowną okazję w 77. minucie, kiedy to uderzył z pierwszej piłki lewą nogą po dobrym podaniu Viníciusa, co pewnie obronił Bono. Było to jedno z niewielu udanych połączeń między tą dwójką.

Ancelotti mocno pomylił się w swoich decyzjach personalnych na otwarcie mundialu. Środkowy obrońca Ibáñez był dziurawy jak ser szwajcarski na prawej obronie, z której musiał zejść w przerwie, ustępując miejsca Danilo. On natomiast, biorąc pod uwagę poziom, jaki prezentował w tym roku we Flamengo, w ogóle nie powinien znaleźć się na mistrzostwach świata.

Wystawienie Igora Thiago jako podstawowej „dziewiątki” brzmiało jak żart. Zastąpił go Matheus Cunha, podczas gdy brazylijska prasa domaga się Endricka, co zresztą wypomniano Ancelottiemu na konferencji prasowej po meczu. Z kolei Casemiro, którego Carletto wyciągnął z niebytu, gdy kibice zdążyli już o nim zapomnieć, również musiał zejść z boiska w przerwie.

Teraz Włoch musi ponownie przemyśleć swoje podejście do Raphinhi, na nowo dać mu swobodę i zwrócić pozycję lidera, którą sam mu odebrał. Jeśli tak się nie stanie, Rapha będzie mieć cały czas pod górkę i pojawią się spore szanse na to, by został błąkającą się duszą na suchych amerykańskich murawach (na co skarżył się Vinícius)... gdzie będzie biegać tam i z powrotem jak kura bez głowy, tylko po to, by błyszczeli inni.

Analizując ten taktyczny bałagan Carletto, trudno się dziwić, że Raphinha tęskni za Hansim Flickiem: trenerem, który zrozumiał go najlepiej i który, nawiasem mówiąc, swoimi zwycięstwami w barwach Barçy w bezpośrednich starciach z Włochem doprowadził ostatecznie do jego zwolnienia z Realu Madryt.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (57)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze