Adios Campeon, Barça 0:0 Espanyol

robertinho

19 kwietnia 2008, 19:45

Brak komentarzy
Każde derby, niezależnie czy odbywają się w Polsce, w Hiszpanii, w Anglii czy choćby w Katarze są spotkaniem, do którego rywalizujące drużyny podchodzą ze szczególnym zaangażowaniem. Jest to taki typ meczu, w którym walczy się nie tylko o punkty ligowe, ale również o prestiż w mieście. Jak to się zwykle mówi, ta drużyna, która wygra derby rządzi w mieście przez przynajmniej pół roku. Wydawałoby się, że na Camp Nou czeka nas dzisiaj fantastyczne spotkanie całkowicie odmienne od pojedynków Barcelony i Espanyolu z innymi drużynami w Primera Division.

Obie jedenastki wystawiły możliwie najmocniejsze składy na czele z ich charyzmatycznymi kapitanami: Puyol w Barcelonie i Tamudo w Espanyolu. Początek spotkania był jednak bardzo wolny i nieprognozujący zażartego widowiska. Obie drużyny nie paliły się do zdecydowanych ataków, co dało dwadzieścia minut praktycznie bezowocnej gry. Próbowali strzelać Eto'o czy Gudjohnsen, ale te uderzenia były albo zbyt lekkie, albo niecelne. Dopiero wtedy spotkanie nieco się ożywiło. Piłka zagrana na ponad 50 metrów trafiła do Krkicia znajdującego się pod polem karnym. Młody Hiszpan minął jednego obrońcę, ale uderzył obok bramki. Na odpowiedź Espanyolu nie trzeba było długo czekać, bo już w następnej akcji piłka uderzana przez Lusia Garcię, odbiła się od jednego z obrońców Barçy i wylądowała na siatce bramki Valdésa. Rzut rożny dla Espanyolu przyniósł... okazję do kontrataku dla Barçy, w efekcie, którego również wywalczyła stały fragment gry wznawiany z narożnika boiska. Dośrodkowanie Xaviego przejęli zawodnicy Espanyolu i... wyprowadzili kontrę zakończoną strzałem Coro nad bramką Barçy. Kolejna akcja zdecydowanie najgroźniejsza ze wszystkich W sytuacji sam na sam znalazł się Eidur Gudjohnsen, ale to Idriss Kameni był górą w tym pojedynku broniąc strzał Islandczyka. Chwilę później piłkę na prawym skrzydle otrzymał Zambrotta i mocnym strzałem przeniósł piłkę minimalnie nad poprzeczką. Tak naprawdę te dziesięć minut gry 'akcja za akcję' były całym widowiskiem pierwszej połowy, bo końca tej części gry nie wydarzyło się nic godnego uwagi.

W drugiej połowie, Frank Rijkaard chciał wyraźnie wzmocnić siłę ataku i od pierwszych minut na boisku pojawili się Lionel Messi oraz Andres Iniesta, za słabo grających Gudjohnsena i Giovaniego Dos Santosa. Już minutę po wznowieniu gry, rajd prawą stroną przeprowadził Argentyńczyk, ale znów górą był Kameni. Cztery minuty później szybką wymianę podań Iniesty i Eto'o próbował wykorzystać ten drugi, ale skuteczność Kameruńczyka w dzisiejszym meczu pozostawiała wiele do życzenia. Kolejne minuty spotkania to pokaz bezsilności Barcelony, oraz całkowitego zaniku kreatywności co jest ewenementem jak na drużynę z takim potencjałem. Espanyol skupiał się jedynie na przerywaniu akcji i ewentualnych próbach kontrataku, ale defensywa Barçy spisywała się dobrze i rozbijała praktycznie każdy. Gospodarze zdecydowali się jeszcze na ostateczny zryw pięć minut przed końcem. Było w tym jednak więcej chaosu niż przemyślanych ataków. W 89. minucie bardzo dobre dośrodkowanie w pole karne posłał Andres Iniesta, ale Samuel Eto'o nie trafił w piłkę głową na siódmym metrze. Chwilę później ostatni akcję rozpaczy zainicjował jeszcze raz Iniesta. Podał na lewą stronę do Bojana i ten zamiast próbować uderzać zza pola karnego, to próbował przedrylować trzech obrońców co skończyło się stratą i remisem w derbach Barcelony.

Koniec marzeń o triumfie w La Liga, bo inaczej nie można tego określić. Teoretycznie matematyczne szanse na wygranie ligi jeszcze pozostają, ale jeśli Real wygra swój mecz z Racingiem, to wystarczą mu już tylko wygrane w dwóch kolejnych meczach by móc triumfować w La Liga. Barcelona rozegrała kolejny fatalny mecz na Camp Nou. Walkę i zaangażowanie widać było tylko fragmentami, bo tak zawodnicy nie kwapili się do gry. Najmłodsi widać bardzo dużo chcą, ale jeszcze widać brak tzw. cwaniactwa boiskowego no i doświadczenia. Ogólną słabą dyspozycję można jeszcze tłumaczyć tym, że zawodnicy myślami byli już przy dwumeczu Ligi Mistrzów z Manchesterem United. Jeśli faktycznie tak było i w środę pokażą nam kawał dobrego futbolu to będzie im wybaczone, a jeśli faktycznie zagrali słabo, bo brak im motywacji to jak to określili hiszpańscy dziennikarze: "Niech Bóg ma ich w opiece".

FC Barcelona: Valdés; Zambrotta, Puyol (Márquez, 65'), Milito, Sylvinho; Xavi, Touré, Gudjohnsen (Iniesta, 45'); Bojan, Eto'o, Giovani (Messi, 45')

RCD Espanyol: Kameni; Zabaleta, Jarque, Torrejón, Chica; Moises, Angel, Rufete (Riera, 57'), Corominas, Luis García (Ewerthon, 57'), Tamudo (Lola, 84').

Arbiter: Pérez Lasa.

Żółte kartki: Moisés Hurtado (15'); Gudjohnsen (40'); Rufete (43'); Angel (61'); Jarque (65'); Chica (65'); Puyol (65'); Tamudo (76'); Iniesta (82'); Kameni (87'); Milito (90'); Messi (90'); Xavi (90'): Ewerthon (90')

Widzów: 75 451
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (0)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze