Josep Maria Minguella, były kandydat na prezydenta FC Barcelona, krytycznie odniósł się do tegorocznych zakupów katalońskiego klubu. W programie 'Els millors anys de la nostra vida' emitowanym na antenie Catalunya Radio szczególne niezadowolenie wyraził z transferu Henrique: "To śmierdząca sprawa. Rzadko zdarza się, że płaci się 10 mln euro za gracza, który rozegrał ledwo pięć meczów w swoim zespole. Takie działanie jest nielogiczne".
"Normalne jest to co zrobił Villarreal w przypadku Martina Caceresa. Zapłacił za niego 1,5 mln euro, po czym go wypożyczył. Normalne nie jest natomiast płacenie tylu milionów za zupełnie nieznanego zawodnika (Henrique - przyp. red.), który w dodatku nie grał za dużo w pierwszym zespole", kontynuował.
Minguella poruszył także kwestię praw do karty zawodniczej poszczególnych graczy, zwracając uwagę, iż Barça dokonuje transferów piłkarzy, którzy są własnością korporacji: "Kupujemy gracza, który nie należy do klubu, lecz do firmy. Tak jest w przypadku Henrique i tak jest też z grającym w Sao Paulo Hernanesem, bo prawa do obu posiada agencja marketingowa Traffic".
W związku z powyższym, Minguella przypomniał sytuację sprzed roku kiedy na Camp Nou przybył Yaya Toure, którego karta zawodnicza również nie należała do Monaco, a do agenta Dimitry Sellyuka.
Minguella, który był jednym z pierwszych socios jacy udzielili poparcia Oriolowi Giraltowi pracującemu nad wnioskiem o wotum nieufności dla Joana Laporty, zaapelował tym samym do zarządu, aby "wyjaśnił dlaczego dokonuje takich, a nie innych transferów".
[źródło: Mundo Deportivo]
Minguella: Transfery Barçy są niedorzeczne
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)