Niedzielan: Nie jedziemy robić zdjęć

Dylu

13 sierpnia 2008, 20:25

22 komentarze
- Porzućmy kompleksy, musimy przestać myśleć o sobie jako o kimś dużo gorszym. Ogromny stadion, znane nazwiska, miliony wydane na wzmocnienia nie mogą nas sparaliżować - mówi napastnik Wisły Kraków przed pierwszym meczem z Barceloną o Ligę Mistrzów

Krzysztof Staszak: Widział pan reakcję dyrektora Wisły Jacka Bednarza na wiadomość, że zagracie z Barceloną. W swoim fotelu wydawał się trzy razy mniejszy niż zwykle.

Andrzej Niedzielan: Nie dziwię się, bo wszyscy byliśmy w szoku. Każdemu, kto usłyszy hasło "Barcelona", natychmiast stają przed oczami trybuny pełne kibiców i znakomici piłkarze. Ciężko być megaoptymistą przed takim dwumeczem. Z jednej strony jest radość, że możemy się sprawdzić w spotkaniu z tak mocnym rywalem, a z drugiej żal, bo mogliśmy trafić na słabszego rywala. Ale nie pozostaje nam nic więcej, jak tylko wyjść w środę na boisko z nadzieją, że możemy osiągnąć dobry wynik.

Beitarowi strzelaliście pięć bramek, ale teraz w obronie staną przeciwko wam Carles Puyol czy Rafael Márquez.

- To są piłkarskie Himalaje, to są przecież mistrzowie w swoim fachu, jedni z najlepszych zawodników na świecie. Piłka nożna jest jednak nieprzewidywalna, już nieraz faworyci przegrywali. Rola zespołu skazywanego na porażkę nam odpowiada. Bo w Polsce przez cały sezon to nam wszyscy patrzą na ręce i oczekują koncertowej gry.

Potrafi pan wyobrazić sobie scenariusz, który kończy się awansem Wisły do Ligi Mistrzów?

- Jestem profesjonalistą i gram po to, by wygrywać. Ale nie jestem hipokrytą i nie powiem, że zwyciężymy. Ale nigdy nie można zakładać przegranej. Nie powiem, że na Camp Nou strzelimy trzy bramki, ale jeśli wrócimy do Krakowa z remisem, to na naszym stadionie wszystko się może zdarzyć. Pod Wawelem każdy musi się nas obawiać.

Barcelona to kolejny rywal czy nagroda za mistrzostwo w ostatnim sezonie?


- To jest właśnie największy problem polskich piłkarzy. Przestańmy być tak zakompleksieni, musimy przestać myśleć o sobie jako o kimś dużo gorszym. Ojejku, Barcelona. Musimy wyjść na boisko z podniesionymi głowami. Wiadomo, że piłkarsko jesteśmy słabsi, ale jeśli będziemy głodni zwycięstwa, to jesteśmy w stanie zagrać dobry mecz. Nie jedziemy na Camp Nou, by zrobić sobie zdjęcia.

Wisła już rozpoczęła sezon, a rywale są na etapie sparingów.


- I gromią wszystkich po kolei, ale dla nich nie ma znaczenia, czy to mecz towarzyski, czy liga, czy puchary. To jest wielki klub, który podobnie jak my w Polsce nie może sobie pozwolić na lekceważenie rywali. Z każdym przeciwnikiem zwycięstwo trzeba wybiegać, a na boisku zostawić mnóstwo serca. Nie szukamy szansy w tym, że Barcelona jeszcze nie zainaugurowała sezonu. Tam wszyscy zawodnicy wiedzą, że nie mogą sobie pozwolić na chwile słabości.

Dla Barcelony to ma być sezon, w którym zmażą plamę z poprzednich rozgrywek.

- I my tym stu milionom euro wydanym na transfery stajemy na drodze. Trzeba się zmierzyć z takimi pieniędzmi. Stadion, znane nazwiska, miliony wydane na wzmocnienia nie mogą nas sparaliżować.

Jako młody piłkarz marzył pan o grze w Barcelonie?

- To zawsze był jeden z moich ulubionych klubów, a gdyby jeszcze udało się im dokopać, to naprawdę byłoby coś fantastycznego. Piłkarze z Barcelony czarują każdym ruchem, imponują przygotowaniem fizycznym i bajeczną techniką. To są wybrańcy, którzy urodzili się z darem pozwalającym wznieść się na wyżyny piłkarskich umiejętności. Fajnie będzie się z nimi zmierzyć.

[źródło: Sport.pl]
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (22)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze