"Jeśli Barça miałaby zarobić milion euro, przyjechaliby wszyscy piłkarze"
Burmistrz Sant Carles de la Ràpita, Miquel Alonso wyraził dezaprobatę dla decyzji Pepa Guardioli, który na dzisiejsze spotkanie z Sant Andreu nie powołał żadnego piłkarza pierwszego zespołu. Na miejscowym stadionie La Devesa rozegrane zostaną dwa spotkania, o 19:30 Espanyolu z Santboią, a o 22 Barcelony z Sant Andreu.
"Oczekiwania były wysokie, a kiedy okazuje się, że nie pojawi się żaden gracz pierwszej drużyny Barçy, ludzie czują się zawiedzeni. Chociaż mieliśmy świadomość, iż mecz odbywa się we wtorek, że w weekend odbędzie się ligowa kolejka, mieliśmy nadzieję, że zagrają chociaż parę minut, że dzieci będą mogły zobaczyć w akcji swoich idoli i że otrzymają kilka autografów", mówił Alonso dla ONA FM.
Ludzie są rozczarowani, bowiem "nie mają wielu okazji", aby na żywo obserwować poczynania Barcelony czy Espanyolu. Zdaniem burmistrza taka sytuacja ostudziła nieco zainteresowanie publiczności i to do tego stopnia, że część ludzi "zwróciła bilety" na mecz Barçy z Sant Andreu. Alonso dodał, iż taka postawa Guardioli burzy mit o naturalnej rywalizacji.
"Czujemy się poniżeni. Położyliśmy sztuczną trawę najnowszej generacji, która została zatwierdzona przez FIFA, dlatego nie sądzę, by 10- czy 15-minutowy występ powodował ryzyko wystąpienia kontuzji. Założę się, że gdyby Barça miała zarobić za ten mecz milion euro, każdy zawodnik pojawiłby się na murawie", komentował.
"Nie rozumiem i nie podzielam decyzji Guardioli", dodał Alonso, który jest bratem byłego gracza Barçy i Espanyolu, Pichi Alonso. Burmistrz stwierdził również, iż oszukani czują się młodzi mieszkańcy miasta, którzy być może nigdy nie będą mieli okazji zobaczyć postaci z Barcelony.
[źródło: Marca]
"Oczekiwania były wysokie, a kiedy okazuje się, że nie pojawi się żaden gracz pierwszej drużyny Barçy, ludzie czują się zawiedzeni. Chociaż mieliśmy świadomość, iż mecz odbywa się we wtorek, że w weekend odbędzie się ligowa kolejka, mieliśmy nadzieję, że zagrają chociaż parę minut, że dzieci będą mogły zobaczyć w akcji swoich idoli i że otrzymają kilka autografów", mówił Alonso dla ONA FM.
Ludzie są rozczarowani, bowiem "nie mają wielu okazji", aby na żywo obserwować poczynania Barcelony czy Espanyolu. Zdaniem burmistrza taka sytuacja ostudziła nieco zainteresowanie publiczności i to do tego stopnia, że część ludzi "zwróciła bilety" na mecz Barçy z Sant Andreu. Alonso dodał, iż taka postawa Guardioli burzy mit o naturalnej rywalizacji.
"Czujemy się poniżeni. Położyliśmy sztuczną trawę najnowszej generacji, która została zatwierdzona przez FIFA, dlatego nie sądzę, by 10- czy 15-minutowy występ powodował ryzyko wystąpienia kontuzji. Założę się, że gdyby Barça miała zarobić za ten mecz milion euro, każdy zawodnik pojawiłby się na murawie", komentował.
"Nie rozumiem i nie podzielam decyzji Guardioli", dodał Alonso, który jest bratem byłego gracza Barçy i Espanyolu, Pichi Alonso. Burmistrz stwierdził również, iż oszukani czują się młodzi mieszkańcy miasta, którzy być może nigdy nie będą mieli okazji zobaczyć postaci z Barcelony.
[źródło: Marca]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (20)