3 punkty na początek; Barça - Sporting 3:1 (1:0)

komandor

16 września 2008, 20:02

291 komentarzy
Pep Guardiola na siłę potrzebował zwycięstwa, by przekonać wszystkich do tego, że drużyna czyni postępy, a ostatnie słabe wyniki to wpisane w ten fach koszta będące rezultatem budowania nowej drużyny. Barcelona zwyciężyła i choć po meczu pozostają jeszcze pewne wątpliwości, na pewno trzy punkty zdobyte przeciwko Sportngowi ocieplą atmosferę na Camp Nou... przynajmniej do następnego spotkania.

Barcelona zaczęła ten mecz bardzo z mocnym postanowieniem odniesienia wyczekiwanego w Katalonii zwycięstwa. Piłkarze od pierwszej minuty zabrali się do roboty i nie pozwolili gościom narzucić swojego tempa. Barça dominowała, atakowała, a gdy już trzeba było, świetnie radziła sobie w defensywie, przez co Victor Valdés nie mógł pochwalić się wieloma interwencjami. Kiedy dochodziła dwudziesta minuta, można było odnieść wrażenie, że znów gramy dobrze, ale co z tego skoro nie potrafimy strzelić bramki. Czarne scenariusze rozwinęły się pewnie w głowach niejednego Cule, na szczęście sytuację uratował Rafa Márquez.

Katalończycy wywalczyli rzut rożny, do jego wykonania stanął jak zwykle Xavi Hernandez, którego dośrodkowanie w pole karne znalazł bez problemu, właściwie nie pilnowany przez rywali Márquez. Meksykanin huknął z główki tak mocno jak tylko mógł, a piłka przeleciała obok bramkarza i wpadła do siatki. Barcelonismo odetchnęło z ulgą, pierwszy krok do zwycięstwa został wykonany, ale to jeszcze nie był koniec meczu.

Do końca pierwszej połowy udało się dowieść jednobramkową przewagę. Co najważniejsze Barcelona dalej atakowała, nie odpuszczając zepchniętemu na własną połowę rywalowi. Na prawej stronie chyba swój najlepszy oficjalny mecz w tym sezonie zagrał Alves, choć i we wtorek nie omijały go błędy związane z brakiem precyzji. Messi starał się czarować, jak tylko mógł, ale jego rajdy albo kończyły się na nogach rywala, albo piłka po strzale Argentyńczyka mijała bramkę Sportingu. W końcu na szpicy pograł trochę Henry, który wykazał się w końcu większą aktywnością.

Na drugą połowę Barcelona wyszła w niezmienionym składzie. Podopieczni Paulo Bento dostali w szatni nowe instrukcje i po gwizdku wznawiającym grę na Camp Nou ruszyli do ataku. Na szczęście gospodarze szybko uspokoili sytuację i zaczęli szukać podwyższenia wyniku. Swoją szansę znów miał Messi, ale piłka wpadła do bramki Sportingu po strzale Eto'o. W 57. minucie Abel sfaulował w polu karnym Czarną Perłę i nie było tutaj mowy o niższym wymiarze kary dla Portugalczyków, jak tylko rzut karny. Chwilę później do wykonania jedenastki podszedł sam poszkodowany i pewnym strzałem nie dał szans bramkarzowi.

Guardiola postanowił w tym czasie nieco zmodyfikować taktykę, ściągając na ławkę Eto'o, a wpuszczając za niego Touré. Iniesta zszedł na lewą stronę, a Henry mógł w końcu z pełną swobodą ustawić się na środku formacji ofensywnej. Nieliczne ataki gości nie stwarzały pod bramką Valdésa zbyt dużego zagrożenia, aż do minuty 72. Defensywa Barcelony znów nie popisała się przy stałym fragmencie gry. Veloso zagrał z rzutu wolnego, a niepokryty należycie Tonel wpakował piłkę do siatki. Mimo prowadzenia, był to dla Barcelony wyraźny sygnał, że losy spotkania mogą się jeszcze diametralnie odmienić. Jak można było się spodziewać, gracze Sportingu uskrzydleni zdobyciem gola, dostali nowych sił i to oni na chwilę zdominowali spotkanie.

Kiedy Barcelonie znów udało się dojść do głosu, widać było, że piłkarze są zdesperowani, by na nowo przywrócić w swoich szeregach spokój, jaki mogłaby zagwarantować kolejna bramka. Dwie dogodne szanse miał Messi, ale nie był to dla Argentyńczyka udany wieczór. Na szczęście strzelali inni. I tak w samej już końcówce spotkania świetnym dośrodkowaniem popisał się Iniesta. Hiszpan wrzucił piłkę w pole karne, ruszył do niej Xavi i jeden z obrońców lizbońskiej ekipy, który starał się wślizgiem sprzątnąć piłkę Mistrzowi Europy spod nóg, nie trafił w nią. Za to wychowanek katalońskiego Klubu sięgnął piłki i ustalił wynik meczu na 3:1.

FC Barcelona wystartowała w tej fazie rozgrywek Ligi Mistrzów bardzo dobrze. Podobać się mogła gra, a cieszy przede wszystkim zwycięstwo. Wciąż pozostaje wiele pracy do wykonania na treningach, ale postępy widać gołym okiem. Dwa z trzech goli padły po stałych fragmentach gry. Podobnie bramka dla gości. Na razie jednak powinno to w zupełności wystarczyć, bo nie da się rozpędzić tak wielkiej machiny w dwa tygodnie.

Barcelona: Valdés; Alves, Piqué, Márquez, Puyol (Sylvinho, 88'); Xavi, Keita, Iniesta; Messi, Eto'o (Touré Yayá. 66') i Henry (Pedro, 74')

Sporting: Rui Patricio; Abel, Polga, Tonel, Caneira (Pereirinha, 79'); Romagnoli (Veloso, 64'), Rochemback, Moutinho, Derlei, Izmailov oraz Yannick (Postiga, 61')

Arbiter: Laurent Duhamel (Francja).

Gole:
1-0, Márquez (20')
2-0, Eto'o (p) (58')
2-1, Tonel (72')
3-1, Xavi (87')

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (291)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze