Pierwsza połowa
Widowisko rozpoczęło się od dynamicznych prób sforsowania obrony FC Basel poprzez akcje przeprowadzane lewą stroną boiska. Najpierw pod linię końcową zapędził się Andres Iniesta. Po kilku minutach z nieco większym powodzeniem na bramkę gości szarżował Thierry Henry. Francuz był zresztą całkiem blisko pokonania Constanzo, jednak piłka przeleciała minimalnie obok prawego słupka. Niestety, na tych dwóch akcjach praktycznie się zakończyło. Nie było dwu- lub trzy-bramkowego "wejścia smoka" w pierwszym okresie gry, do jakiego przyzwyczaili nas gracze Barçy w ostatnich dniach. Zamiast gradu goli zawodnicy zaserwowali dosyć nudne i jednostajne widowisko.
W dalszej części spotkania Barcelona zamknęła Szwajcarów w swojej połowie, lecz nie mogła przekuć tego na przewagę bramkową. Ani Márquez i Sylvinho, ani Bojan nie potrafili wstrzelić się między słupki Constanzo. Najbliżej tej sztuki był w 36 minucie Henry, ale bramkarz wybronił piłkę po strzale głową Francuza. "Titi" stał się natomiast bohaterem kuriozalnej sytuacji 10 minut później. W ferworze walki omal nie złamał nosa Carlitosowi, lecz na szczęście obyło się bez kartki. Reasumując - pierwsza połowa przebiegała pod znakiem "szarpanej" gry FC Barcelona, przerywanej od czasu do czasu rachitycznymi kontratakami gości.
Druga połowa
Gdy po kwadransie drugiej części meczu obraz gry wciąż nie ulegał zmianie, Guardiola podjął słuszną decyzję o wprowadzeniu zmian. W miejsce rozgrywającego dość średnie zawody Victora Sancheza zameldował się Xavi Hernandez. Bojan Krkic, który przez całe spotkanie sprawiał wrażenie nieco zagubionego, ustąpił pola Leo Messiemu. Na efekty tych roszad nie trzeba było długo czekać, gdyż po wejściu na boisko dwóch wyżej wymienionych panów, gra Barcelony w jednej chwili nabrała tempa i polotu. Efektem tego była sytuacja z 62 minuty, kiedy to po podaniu Henry'ego Leo Messi zupełnie bez wysiłku wpakował piłkę do siatki pomiędzy lewym słupkiem a bramkarzem FC Basel.
Przemiana jaka zaszła w szeregach Dumy Katalonii po pojawieniu się Xaviego i Messiego była tak wyraźna, że dalsze gole wydawały się tylko kwestią czasu. W 81 minucie po główce Pique gości uratował słupek. W chwilę później to jednak oni cieszyli się z bramki. Eren Derdiyok, wykorzystując moment nieuwagi stoperów Blaugrany przy dośrodkowaniu, przepięknym sytuacyjnym uderzeniem z woleja pokonał Victora Valdésa. Barcelona do końca spotkania próbowała nerwowymi atakami doprowadzić do korzystnego rezultatu, ale nie przyniosły one efektu. Wynik nie uległ zmianie.
Analiza
Po obejrzeniu tego meczu każdemu Cule musi nasunąć się kilka zasadniczych przemyśleń. Pierwsze z nich dotyczy rezerwowego zestawienia przednich formacji drużyny. Zawodnicy tacy jak Bojan czy Victor Sanchez nie są w stanie na ten moment udźwignąć odpowiedzialności za grę ofensywną swojego zespołu. Kwestia ta przedstawia się nieco lepiej jeżeli jest ktoś kto organizuje grę w środku pola. Kimś takim miał dzisiaj być Andres Iniesta, jednak do momentu swojego zejścia w nie potrafił wczuć się w rolę playmarkera. Dopiero pojawienie się Xaviego przywróciło normalną cyrkulację podań pomiędzy formacjami pomocy i ataku Blaugrany.
Inną podstawową sprawą jest kwestia Thierry'ego Henry. Pep Guardiola to już drugi z kolei trener Barçy, który nie potrafi pojąć, że w wieku 31 lat nie da się przemienić rasowego środkowego napastnika w skrzydłowego. Francuz próbuje, stara się jednakże jego instynkt strzelecki marnuje się gdzieś w okolicach bocznej liniii, bądź też w narożnikach boiska. O ile lepiej przedstawiałaby się skuteczność w akcjach podbramkowych, gdyby rolę najbardziej wysuniętego gracza ataku pełnił doświadczony Thierry Henry!
Trzecią refleksja dotyczyć będzie serii zwycięskich spotkań, która właśnie została przerwana przez FC Basel. Nie ukrywajmy- dla drużyny to dobrze, że to stało się właśnie w takim momencie, a nie w grudniu, kiedy euforia po wygraniu n-tego meczu wpędziłaby katalońskich dziennikarzy w stan przypominający ekstatyczną orgię. Za przerwanie im tej iluzji w pojedynkach z Valencią czy Realem Madryt oberwałoby się oczywiście Guardioli i piłkarzom. Natomiast o remisie z Bazyleą zarówno kibice, jak i żurnaliści szybko zapomną.
Sukces
Na zakończenie trzeba napisać, że w FC Barcelona zapewniła sobie awans do 1/8 finału. Szachtar poległ w Lizbonie 0:1, w związku z tym nie zdobędzie już 10 punktów. Blaugrana może więc chwilowo skupić swoją uwagę na krajowych rozgrywkach.
FC Barcelona - FC Basel 1:1
Bramki: Leo Messi (62) - Eren Derdiyok (82).
Sędziował: Alexandru Tudor (Rumunia).
Widzów: 40 000.
Barcelona: Victor Valdés; Carles Puyol, Rafael Márquez, Gerard Pique, Sylvinho; Victor Sanchez (60-Xavi), Sergi Busquets, Andres Iniesta (67-Samuel Eto'o), Aleksandr Hleb; Bojan Krkic (60-Lionel Messi), Thierry Henry.
Basel: Franco Costanzo; Reto Zanni, Beg Ferati, Francois Marque, Behrang Safari; Carlitos, Ivan Ergic, Benjamin Huggel, Valentin Stocker (83-Marcos Gelabert), Marko Perovic (59-Eduardo); Marco Streller (69-Eren Derdiyok).
FC Barcelona - FC Basel
1 - gole - 1
12 - strzały w światło bramki - 2
8 - strzały niecelne - 2
2 - strzały zablokowane - 0
0 - żółte kartki - 1
0 - czerwone kartki - 0
6 - faule - 13
7 - rzuty rożne - 2
1 - spalone - 3
43' 9''- posiadanie piłki (czas) - 22' 48''
65% - posiadanie piłki (%) - 35%
Komentarze (216)