Nerwówka i wielka radość; Barcelona 2:0 Real

M_k

13 grudnia 2008, 21:22

871 komentarzy
Do 80. minuty dzisiejszego widowiska zastanawiałem się co napiszę w tym podsumowaniu, jeżeli spotkanie zakończy się niespodzianką, na którą wyraźnie się zanosiło. FC Barcelona natrafiła dziś na dobrze zorganizowaną drużynę, która przyjechała do Katalonii z jasno postawionym celem - nie przegrać meczu. Real był bliski sukcesu, jednak ostatecznie konsekwentna gra w ofensywie była tym, co przesądziło o zwycięstwie zespołu Guardioli.

Pierwsza połowa

Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z przewidywaniami. FC Barcelona szybko narzuciła swoje tempo gry, czego wyrazem były dogodne sytuacje bramkowe. Najpierw w 7. minucie Messi w błyskotliwy sposób ograł obrońcę, lecz niestety trafił w Casillasa. Chwilę potem szczęścia próbował Henry. Po jego uderzeniu piłka przeleciała tuż obok bramki Realu. Minutę później w polu karnym znów znalazł się Messi, jednak wślizg Cannavaro zapobiegł poważniejszym konsekwencjom. Natomiast w 10. minucie miała miejsce pierwsza groźna akcja przyjezdnych, ale Rafa Márquez spisał się na medal.

Pierwszy kwadrans zapowiadał absolutną wręcz dominację Barçy. Szybko okazało się jednak, że w pozornej bezradności Królewskich była ukryta metoda na sukces w tym meczu. Goście rozpoczęli realizowanie założeń taktycznych od odpowiedniego "ustawienia" sobie Leo Messiego. Argentyńczyk podczas całej pierwszej połowy padał ofiarą brutalnych fauli. W wyniku tego, praktycznie od razu utracił cały impet oraz dynamikę z początku spotkania i nie odzyskał tych atrybutów aż do samego końca. Dopiero wtedy we właściwy sobie sposób odpłacił Realowi za wyrządzone krzywdy.

Drugim elementem strategii zespołu Ramosa była gra na czas. Od pierwszych minut goście długo celebrowali stałe fragmenty. W procederze tym przodował Iker Casillas. Każdy wykop piłki trwał u niego minimum 30 sekund. Kibice bezlitośnie go wygwizdywali, ale doświadczony reprezentant Hiszpanii nie zwracał na to uwagi.

Wyłączenie Leo Messiego z gry w znaczący sposób utrudniło Barcelonie przedostawanie się pod bramkę przeciwnika. Co z tego, że piłkarze Guardioli zamknęli Real na własnej połowie, skoro nie potrafili przekuć tego na gole. Absolutna przewaga gospodarzy około 25. minuty zaczęła topnieć. Niezłą okazję miał Gonzalo Higuain, ale przeniósł piłkę nad poprzeczką. Doszło nawet do tego, że w sytuacji "jeden na jednego" znalazł się Drenthe, jednak Valdés wyszedł z tej akcji zwycięsko.

Jednak Barça szybko ochłonęła po tym nagłym "przebudzeniu" gości. Położenie tych drugich pogorszyło jeszcze zejście Sneijdera. Około 35. minuty obraz meczu wrócił do normy, to znaczy do totalnej przewagi naszych piłkarzy, ale Dumie Katalonii ciągle brakowało tego "czegoś" co nadawało jej grze polotu i skuteczności w poprzednich spotkaniach.

Druga połowa

Po przerwie dalej oglądaliśmy całkowitą dominację Barcelony w każdym sektorze boiska. Guardiola przeprowadził pewne roszady w ataku. Na środku tej formacji pojawił się Leo Messi. W 56. minucie po jego nieudanym zagraniu piłka trafiła do Eto'o, jednak ten z ostrego konta minimalnie przestrzelił.

FC Barcelona w dalszym ciągu nie mogła znaleźć drogi do siatki rywala. Mecz chwilami stawał się "szarpany" było dużo walki o każdy centymetr boiska, czy raczej połowy Realu Madryt, bo tam głównie toczyła się gra. Kluczowy moment spotkania mógł nadejść w 70. minucie. Właśnie wtedy, wprowadzony chwilę wcześniej Busquets był faulowany przez Salgado w polu karnym. Do ustawionej na jedenastym metrze piłki podszedł Samuel Eto'o i... strzelił w najgorszy możliwy sposób. Iker Casillas doskonale wyczuł intencje Kameruńczyka i wybronił rzut karny.

Zdarzenie to wcale nie podłamało gospodarzy. Niestety, nie podłamało także Casillasa. Bramkarz Realu w 72. minucie w cudowny sposób wybronił niesygnalizowany strzał Samuela Eto' i dobitkę Messiego z najbliższej odległości. Victor Valdés nie pozostawał w tyle. W 78. minucie intuicyjnie sparował uderzenie Palanci, który wyszedł na czystą pozycję. Wydarzenia na boisku w prostej linii zmierzały do otwartej wymiany ciosów. Jednak było jasne, że im bliżej do końca spotkania, tym ciężej będzie Barcelonie zdobyć zwycięską bramkę.

Wreszcie, w 83. minucie stało się to na co wszyscy czekali. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Xaviego piłka trafiła na głowę Puyola, po czym poleciała w stronę Samuela Eto'o. Kameruńczyk wepchnął piłkę do bramki obok zaskoczonego Casillasa. Zarówno na boisku jak i na trybunach wiwatom nie było końca. Do historii przejdzie scena, kiedy nasz najlepszy napastnik podbiega do siedzącego na ławce Bojana i rzuca mu się w ramiona.

Po tym golu gra obydwu zespołów stała się bardzo otwarta. Ze strony Realu dominowały długie przerzuty pod pole karne. Goście nieco za bardzo się odkryli, co natychmiast wykorzystała Barcelona. W 90. minucie dokładne podanie od Henry'ego wykorzystał Leo Messi i pięknym technicznym strzałem pokonał bramkarza rywali, czym ustalił wynik meczu.

FC Barcelona: Valdés; Alves, Márquez, Puyol, Abidal; Touré, Xavi (Keita, 91'), Gudjohnsen (Busquets, 63'); Messi, Eto'o (Hleb, 88') i Henry.

Real Madryt: Casillas; Michel Salgado, Metzelder, Cannavaro, Sergio Ramos; Sneijder (Palanca, 36'), Gago, Guti (Javi García, 74'), Drenthe; Higuaín (Van der Vaart, 76') oraz Raúl.

Gole:
Eto'o (83')
Messi (92').

Arbiter: Medina Cantalejo.

Widzów: 96 059.

MULTIMEDIA Z POJEDYNKU BARCA - REAL
REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (871)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze