Giganci z Camp Nou
Carles Puyol zamknął 2008 rok wspaniałą asystą do Samuela Eto'o, łamiąc przy tym solidną wówczas obronę Realu Madryt. Swój wyczyn kapitan Barçy powtórzył w pierwszym meczu po świątecznej przerwie, wykładając piłkę Henry'emu, który doprowadził do remisu w meczu z Mallorcą. Wspomnieć należy też o asyście we wrześniowym meczu przeciwko Sportingowi Gijon, kiedy to po podaniu Puyola na 2:0 podwyższył Eto'o.
Trzy rzuty rożne, trzy asysty, trzy ładne bramki. Stoper Barçy stał się istotnym elementem także ofensywnej strategii, co udowodnił w sobotni wieczór.
Kapitan rozpoczął mecz na prawej stronie obrony, zastępując Daniego Alvesa, który dopiero co wrócił z przerwy świątecznej i nie był gotowy do gry przez 90 minut. Można krytykować Guardiolę za ustawianie Puyola na każdej stronie obrony, ale spojrzawszy na grę zespołu, krytycy muszą zamilknąć. Puyol godnie zastąpił Alvesa, dużo biegając przy linii, dobrze wykonując obowiązki obrońcy, śląc dokładne podania i wreszcie przeprowadzając ładne dla oka akcje z Xavim.
Kiedy w 56. minucie Alves zastąpił Sancheza, Puyol przeniósł się na lewą stronę. Mało tego, w wyniku drobnego urazu Márqueza, ostatni fragment spotkania Puyol rozegrał w środku obrony. Do końca spotkania Carles grał bardzo skoncentrowany, skrupulatnie wypełniając założenia Pepa Guardioli. I kto powiedział, że brakuje lidera?
Od ‘Yayazo' do 'Tourinho'
Przybył do Barcelony 24 czerwca 2007 roku w cieniu Thierry'ego Henry, który pojawił się w stolicy Katalonii kilka godzin później. Na jego prezentacji na Camp Nou zjawiło się 1500 widzów, co było tylko kroplą w porównaniu do 30 000 kibiców, którzy przyszli powitać ‘Titiego'. A rok później, kiedy w Barcelonie skończyła się 'era Rijkaarda', pomimo braku sukcesów drużyny, Yaya Toure był jednym z jej najjaśniejszych punktów, zaskarbiając sobie w sercach fanów więcej sympatii niż Henry.
Nowy pomocnik szybko zyskał przydomek ‘Yayazo' (od słowa ‘golazo'), na co zasłużył sobie dwiema strzelonymi bramkami w przeciągu kilku dni. Najpierw popisał się fantastyczną bombą z 30 metrów w meczu z Interem Mediolan o Puchar Gampera (5:0). Piłka szybowała z prędkością 107 km/h! W kolejnym meczu, z Athletic Bilbao (3:1), reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej uderzył tym razem lewą nogą, z nieco tylko mniejszą mocą (prędkość piłki 98 km/h). Futbolówka odbiła się od poprzeczki i wyszła w pole. Sędzia stwierdził jednak, że piłka przekroczyła linię bramkową i uznał bramkę dla Barçy.
Później Toure nie strzelał już prawie wcale, skupił się za to na wypełnieniu luki w pomocy Barçy. Strzelił jednego, choć bardzo ważnego gola, który dał Barcelonie awans do półfinału Ligi Mistrzów (9 kwietnia, Barcelona 1-0 Schalke).
Dziewięć miesięcy po tym wydarzeniu, Toure z ‘Yayazo' stał się niczym Ronaldinho, ‘Tourinho'. W mecz z Mallorcą w iście artystycznym stylu minął trzech obrońców po czym pokonał Luxa, bramkarza gości. Po tym strzale na Camp Nou wybuchła euforia radości. Zarówno kibiców, jak i Yaya Toure.
[źródło: Mundo Deportivo]
Trzy rzuty rożne, trzy asysty, trzy ładne bramki. Stoper Barçy stał się istotnym elementem także ofensywnej strategii, co udowodnił w sobotni wieczór.
Kapitan rozpoczął mecz na prawej stronie obrony, zastępując Daniego Alvesa, który dopiero co wrócił z przerwy świątecznej i nie był gotowy do gry przez 90 minut. Można krytykować Guardiolę za ustawianie Puyola na każdej stronie obrony, ale spojrzawszy na grę zespołu, krytycy muszą zamilknąć. Puyol godnie zastąpił Alvesa, dużo biegając przy linii, dobrze wykonując obowiązki obrońcy, śląc dokładne podania i wreszcie przeprowadzając ładne dla oka akcje z Xavim.
Kiedy w 56. minucie Alves zastąpił Sancheza, Puyol przeniósł się na lewą stronę. Mało tego, w wyniku drobnego urazu Márqueza, ostatni fragment spotkania Puyol rozegrał w środku obrony. Do końca spotkania Carles grał bardzo skoncentrowany, skrupulatnie wypełniając założenia Pepa Guardioli. I kto powiedział, że brakuje lidera?
Od ‘Yayazo' do 'Tourinho'
Przybył do Barcelony 24 czerwca 2007 roku w cieniu Thierry'ego Henry, który pojawił się w stolicy Katalonii kilka godzin później. Na jego prezentacji na Camp Nou zjawiło się 1500 widzów, co było tylko kroplą w porównaniu do 30 000 kibiców, którzy przyszli powitać ‘Titiego'. A rok później, kiedy w Barcelonie skończyła się 'era Rijkaarda', pomimo braku sukcesów drużyny, Yaya Toure był jednym z jej najjaśniejszych punktów, zaskarbiając sobie w sercach fanów więcej sympatii niż Henry.
Nowy pomocnik szybko zyskał przydomek ‘Yayazo' (od słowa ‘golazo'), na co zasłużył sobie dwiema strzelonymi bramkami w przeciągu kilku dni. Najpierw popisał się fantastyczną bombą z 30 metrów w meczu z Interem Mediolan o Puchar Gampera (5:0). Piłka szybowała z prędkością 107 km/h! W kolejnym meczu, z Athletic Bilbao (3:1), reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej uderzył tym razem lewą nogą, z nieco tylko mniejszą mocą (prędkość piłki 98 km/h). Futbolówka odbiła się od poprzeczki i wyszła w pole. Sędzia stwierdził jednak, że piłka przekroczyła linię bramkową i uznał bramkę dla Barçy.
Później Toure nie strzelał już prawie wcale, skupił się za to na wypełnieniu luki w pomocy Barçy. Strzelił jednego, choć bardzo ważnego gola, który dał Barcelonie awans do półfinału Ligi Mistrzów (9 kwietnia, Barcelona 1-0 Schalke).
Dziewięć miesięcy po tym wydarzeniu, Toure z ‘Yayazo' stał się niczym Ronaldinho, ‘Tourinho'. W mecz z Mallorcą w iście artystycznym stylu minął trzech obrońców po czym pokonał Luxa, bramkarza gości. Po tym strzale na Camp Nou wybuchła euforia radości. Zarówno kibiców, jak i Yaya Toure.
[źródło: Mundo Deportivo]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (31)