Oceny graczy za pucharowy mecz z RCD Mallorca
Przypominamy zasady jakimi kierujemy się oceniając poszczególnych graczy. Zapoznaj się z kryterium oceny zawodników.
Pinto - 5 - Okradziony. Partnerzy odebrali mu znaczną część pracy. Jego obecność na boisku sprowadzała się do rozgrywania piłki nogami i wyłapywania niezbyt mocnych i sporadycznych wrzutek, oraz zbyt mocnych podań od pomocników do napastników (dwa razy musiał pofatygować się do linii wyznaczającej pole karne). Jedyny w miarę celny strzał, jeśli można tak określić zagranie Castro, spadł wysokim łukiem na poprzeczkę, a i tak Pinto był na posterunku. Gdy wydawało się, że będzie miał swoją pierwszą poważną interwencję w drugiej połowie spotkania, gwizdek sędziego przerwał rozegranie rzutu rożnego drużyny z Balearów, przez co wypiąstkowana po wrzutce piłka nie znalazła się w raportach statystyków.
Alves - 6 - Kolejny solidny występ Brazylijczyka. Mamy świadomość, iż niekomfortowo jest wciąż wałkować temat o jego niepodważalnych atuty, które pokazuje na boisku. Dziś może zabrakło kluczowego podania, czy nawet gola w jego wykonaniu kibicom, którzy mają wobec naszego prawego defensora coraz większe wymagania. Alves w swoim stylu próbował posyłać charakterystyczne dla niego, podkręcone piłki w pole karne. Niestety z reguły jego dośrodkowania bez historii przelatywały nad głowami napastników, lub trafiały pod nogi obrońców. W defensywie natomiast, Dani zagrał bardzo poprawnie. Wyłuskał kilka piłek i nie dał się ogrywać przez ofensywnie usposobionych piłkarzy Mallorki. Nie można jednak pominąć drastycznego spadku jakości rzutów wolnych, wykonywanych przez Brazylijczyka. Niestety w ostatnim czasie Culés, zgromadzeni na trybunach za bramką, mają sposobność do znalezienia kilku powodów do złości na prawego obrońcę Blaugrany, gdyż bilans ran od uderzeń piłką monotonnie wzrasta. Wydaje się, że Alves powinien odpocząć od wykonywania rzutów wolnych kosztem Márqueza.
Márquez - 7 - Oglądania gry tego zawodnika nie zaleca się osobom o słabym sercu. Najbardziej chimeryczny piłkarz Barcelony. W pierwszej połowie dobrze radził sobie z najważniejszymi dla obrońcy zadaniami, a mianowicie wygrywał górne piłki, czyścił wrzutki i dobrze odbierał, oraz przechwytywał bezpańskie piłki. Niestety jeśli chodzi o wyprowadzanie akcji, szło mu słabo, lub wręcz beznadziejnie, jak choćby w 25 minucie, gdzie w dziecinny sposób oddał piłkę przeciwnikowi. Na szczęście zaraz potem naprawił swój błąd. W drugiej połowie wstąpiły w niego nowe siły. Kilka razy doskonale asekurował partnerów (wystarczy wspomnieć o akcji z 82 minuty, gdy powstrzymał szarżującego rywala, z którym nie dawali sobie rady Piqué i Sylvinho), oraz popisywał się zagraniami na najwyższym poziomie. Do tego strzelił przepiękną bramkę udowadniając, że nie wszyscy nasi obrońcy muszą kopać wysoko nad poprzeczką. W doliczonym czasie gry po wspaniałym, choć ryzykownym,wślizgu w polu karnym nabił piłką rywala zażegnując niebezpieczeństwo.
Piqué - 7 Z każdym kolejnym meczem wychowanek Barcelony zyskuje coraz większą pewność w grze. Niesamowitym zjawiskiem jest fakt, że ten wciąż młodziutki zawodnik (w dodatku środkowy obrońca) osiągnął taką regularność i stabilność w grze. Były zawodnik Manchesteru bardzo mądrze wykorzystuje na boisku wszystkie swoje atuty. Nie zostawia wiele swobody szarżującym oponentom oraz wygrywa praktycznie wszystkie pojedynki główkowe. In minus, dwa wizualnie ryzykowne zagrania (przepuszczenie Pinto mocno bitej piłki, a także zbyt lekkie rozegranie jej na ostatniej linii przed bramką). Oczywiście wymienionym zagraniom daleko do statutu błędów. To skromna sugestia dla Guardioli, aby przy chwaleniu Katalończyka za świetny występ, nie omieszkał wprowadzić mu do głowy kilku drobnych korekt.
Sylvinho - 6 - Na początku spotkania zaliczył dwie proste straty, przez co później wolał nie zapędzać się do przodu. W obronie grał bardzo pewnie i nie zostawiał rywalom aż tyle wolnej przestrzeni co Alves. Potrafił znaleźć się na środku obrony, żeby głową wybić wrzutkę ze stałego fragmentu gry, a w 34 minucie spotkania przypomniał widowni zgromadzonej na Camp Nou, że potrafi wspaniale uderzyć z dystansu. Tym razem nie uświadczyliśmy ani jego słynnych rajdów, ani precyzyjnych dośrodkowań.
Gudjohnsen - 5 - Zgodnie z przewidywaniami został obdarzony wyraźną szansą na pokazanie się trenerowi. Wydaje się jednak, iż nie wykorzystał jej najlepiej, gdyż najbardziej adekwatnym zwieńczeniem jego występu był brak historii i błysku. Islandczyk momentami próbował kreować grę, aczkolwiek z każdą minutą był coraz bardziej gaszony przez znakomicie dysponowanego kolegę po fachu - Iniestę. W pierwszej połowie bardzo ładnie wyszedł do piłki, po perfekcyjnym zgraniu od Bojana. Niestety sędzia odgwizdał dyskusyjnego spalonego, a Gudi do bramki i tak nie trafił, przez co wspomniana akcja zostanie zapewne szybko zapomniana. W drugiej odsłonie gra Ice Mana nie uległa poprawie, więc Pep jak najbardziej słusznie zdecydował się ściągnąć z boiska statycznego oraz unikającego walki i ostrych starć Islandczyka.
Touré - 5 - Znacznie poniżej oczekiwań. Notował wiele prostych strat (jak choćby tę z 22 minuty), a do tego przegrywał wiele pojedynków powietrznych z dużo niższym Pierrem Webó. Za dużo energii poświęcił na głupie faule i dyskusje z arbitrem, a do tego starał się nonszalancko uratować swój występ próbą skopiowania solowej akcji ze styczniowego meczu właśnie przeciwko Mallorce. Wówczas skończyło się to golem, a tym razem stratą. Na swoje szczęście nie zapomniał jak się odbiera piłkę rywalom, co zapewne uratowało go od usłyszenia kilku niemiłych słów od trenera po meczu. Zagrał na swoje absolutne minimum.
Iniesta - 7 - Opaska kapitańska dodała mu skrzydeł. W przekroju całego meczu był najlepszym zawodnikiem na boisku. Doskonale dyrygował grą zespołu, zagrywał bardzo dobrze i momentami nieszablonowo, a dryblingi przesuwały akcje do przodu. Grał skutecznie w odbiorze, rozgrywał dwójkowe akcje (jak choćby tę popisową z Messim), starał się strzelać. Niestety nie wykorzystał dogodnej okazji w 30 minucie meczu po zagraniu Henry'ego. Jak na rozgrywającego przystało, po jego podaniach w dobrych sytuacjach znajdowali się m.in. Krkić, Henry i Gudjohnsen, lecz niestety żadna z nich nie zakończyła się w efekcie golem. Oszukując w 73 minucie zwodem rywala doprowadził do podyktowania rzutu wolnego, którego na bramkę zamienił Márquez.
Hleb - 6 - Mało efektywny. Choć w samej pierwszej połowie po jego odegraniach w dobrej sytuacji znalazł się Bojan, trudno uznać występ Białorusina za udany. Wikłał się niepotrzebne dryblingi, które nie przesuwały akcji do przodu, a niekiedy nawet kończyły się stratami. Poza kilkoma momentami, nie potrafił znaleźć wspólnego języka z Alvesem grającym po jego stronie boiska. Natomiast bardzo dobrze pracował w odbiorze i pokazał w kilku sytuacjach ogromną zadziorność. "Przeprowadzka" w drugiej połowie ze skrzydła na środek pomocy wyraźnie wyszła mu na plus. Wszyscy życzymy sobie tego, żeby podania do partnerów, lub strzały szły mu równie dobrze co kiwki. Wystawianie Hleba w drugiej linii może być świetnym rozwiązaniem na spożytkowanie ogromnego potencjału drzemiącego w tym zawodniku. Na razie nie przekłada się on na akcje bramkowe.
Krkić - 6 - W pierwszej połowie wypracował sobie po podaniach od Hleba dwie znakomite sytuacje, lecz nie potrafił zamienić ich na bramkę. Po zmianie stron również oddał groźny strzał z bardzo ostrego kąta. Ponadto popisał się doskonałym podaniem do Henry'ego, któremu nie pozostało nic innego jak umieścić piłkę w siatce. Bojan starał się dużo walczyć i być pod grą, lecz niewiele z tego wynikało. Po przerwie wyszedł wyraźnie zdekoncentrowany i bezskutecznie próbował dryblować rywali w sytuacjach, gdy powinien podawać.
Henry - 6 - Titi nie najlepiej wszedł w to spotkanie. Być może było to spowodowane nieco ośmieszającym potknięciem o własne nogi i w konsekwencji upadkiem przy jednej z pierwszych prób dryblingu. Z biegiem czasu Francuz wciąż nie potrafił złapać odpowiedniego rytmu gry, tudzież odszukać formy z poprzednich spotkań. Piłka go nie słuchała, przez co zaliczył kilka prostych strat. Występ naszej "14", uratowała jednak bardzo ważna bramka, która otworzyła wynik meczu. Oczywiście należy podkreślić, iż wrzutka, którą popisał się Bojan była tak perfekcyjna, że grzechem dla piłkarza klasy Thierry'ego byłoby jej nie wykończyć. Henry uderzył piłkę dość dziwnie, aczkolwiek istotne, że wpadła do siatki idealnie przy prawym słupku, co uniemożliwiło Luxowi jej dosięgnięcie. Warte odnotowania jest również efektowne zagranie piętą do Iniesty. Szkoda, że ww. akcja nie zakończyła się golem, bo z pewnością ocena obu piłkarzy poszybowałaby
w górę o jedno oczko.
Rezerwowi:
Busquets - 6 - Wszedł na boisko w drugiej połowie. Już po dziesięciu minutach jego występu nie można było nie zauważyć wyraźnego kontrastu, jaki utworzył się w zestawieniu Sergiego oraz Gudjohnsena, który usiadł na ławce kosztem dwudziestolatka. Różnica polegała przede wszystkim na zadziorności, spokoju w konstruowaniu akcji, oraz ogólnym pomyśle na grę. Wychowanek Barcelony wniósł powiew świeżości do lekko rozluźnionej drużyny. Popisał się kilkoma efektownymi zagraniami z różnych kategorii - Od ostrych, "angielskich" wślizgów, po efektowne "brazylijskie" sztuczki techniczne. Rośnie nam prawdziwy diament. Aż kusi, aby zapytać kibiców Atletico "Czy rzeczywiście najbardziej utalentowany pomocnik w Hiszpanii to Ignacio Camacho?".
Messi - 6 - Jak to zwykle bywa, wraz z pierwszym gwizdkiem arbitra, ławka rezerwowych wręcz parzyła Argentyńczyka... Kiedy nadszedł długo oczekiwany moment, pojawienia się geniusza z Rosario na boisku, widać było u niego ogromną chęć pokazania się wspaniałej katalońskiej widowni z jak najlepszej strony. Leo od początku swojego udziału w meczu, zachwycał aktywnością w grze i diabelską szybkością. Oddał dwa bardzo groźne uderzenia na bramkę Luxa, kolejno po magicznej wymianie podań z Iniestą oraz po niewiarygodnym znalezieniu luki w obronie gości, wieńcząc indywidualną akcję. Cieszy, że Messi potrafi z bardzo dużą łatwością dochodzić do okazji strzeleckich. Niestety geniusze mają skłonność do chwilowego przeceniania swoich możliwości pod wpływem chwili, tudzież emocji. Szkoda, że nasz Crack zaliczył kilka prostych strat oraz, że nie zdecydował się w jednej z akcji, mając sporo czasu i miejsca, na podanie do świetnie ustawionego Krkicia. Do wyższej oceny zabrakło efektywnej gry zespołowej. Pomimo poprawnego występu Argentyńczyka, Guardiola powinien odbyć z nim krótką rozmowę na temat oczywistych mankamentów, jakie dziś zaistniały.
Eto'o - bez oceny - Pojawił się na boisku w 86 minucie meczu, zmieniając Krkicia. Trzykrotnie miał piłkę przy nodze. Najpierw wywalczył ją pod polem karnym przeciwnika i odegrał partnerowi, chwilę potem cofając się do środka boiska podał obrońcy, a na koniec zaliczył wpadkę: nie będąc naciskanym przez żadnego z rywali wywinął orła prowadząc piłkę. Przebywał na placu gry zbyt krótko, żeby można go było ocenić.
[źródło: Własne]
Pinto - 5 - Okradziony. Partnerzy odebrali mu znaczną część pracy. Jego obecność na boisku sprowadzała się do rozgrywania piłki nogami i wyłapywania niezbyt mocnych i sporadycznych wrzutek, oraz zbyt mocnych podań od pomocników do napastników (dwa razy musiał pofatygować się do linii wyznaczającej pole karne). Jedyny w miarę celny strzał, jeśli można tak określić zagranie Castro, spadł wysokim łukiem na poprzeczkę, a i tak Pinto był na posterunku. Gdy wydawało się, że będzie miał swoją pierwszą poważną interwencję w drugiej połowie spotkania, gwizdek sędziego przerwał rozegranie rzutu rożnego drużyny z Balearów, przez co wypiąstkowana po wrzutce piłka nie znalazła się w raportach statystyków.
Alves - 6 - Kolejny solidny występ Brazylijczyka. Mamy świadomość, iż niekomfortowo jest wciąż wałkować temat o jego niepodważalnych atuty, które pokazuje na boisku. Dziś może zabrakło kluczowego podania, czy nawet gola w jego wykonaniu kibicom, którzy mają wobec naszego prawego defensora coraz większe wymagania. Alves w swoim stylu próbował posyłać charakterystyczne dla niego, podkręcone piłki w pole karne. Niestety z reguły jego dośrodkowania bez historii przelatywały nad głowami napastników, lub trafiały pod nogi obrońców. W defensywie natomiast, Dani zagrał bardzo poprawnie. Wyłuskał kilka piłek i nie dał się ogrywać przez ofensywnie usposobionych piłkarzy Mallorki. Nie można jednak pominąć drastycznego spadku jakości rzutów wolnych, wykonywanych przez Brazylijczyka. Niestety w ostatnim czasie Culés, zgromadzeni na trybunach za bramką, mają sposobność do znalezienia kilku powodów do złości na prawego obrońcę Blaugrany, gdyż bilans ran od uderzeń piłką monotonnie wzrasta. Wydaje się, że Alves powinien odpocząć od wykonywania rzutów wolnych kosztem Márqueza.
Márquez - 7 - Oglądania gry tego zawodnika nie zaleca się osobom o słabym sercu. Najbardziej chimeryczny piłkarz Barcelony. W pierwszej połowie dobrze radził sobie z najważniejszymi dla obrońcy zadaniami, a mianowicie wygrywał górne piłki, czyścił wrzutki i dobrze odbierał, oraz przechwytywał bezpańskie piłki. Niestety jeśli chodzi o wyprowadzanie akcji, szło mu słabo, lub wręcz beznadziejnie, jak choćby w 25 minucie, gdzie w dziecinny sposób oddał piłkę przeciwnikowi. Na szczęście zaraz potem naprawił swój błąd. W drugiej połowie wstąpiły w niego nowe siły. Kilka razy doskonale asekurował partnerów (wystarczy wspomnieć o akcji z 82 minuty, gdy powstrzymał szarżującego rywala, z którym nie dawali sobie rady Piqué i Sylvinho), oraz popisywał się zagraniami na najwyższym poziomie. Do tego strzelił przepiękną bramkę udowadniając, że nie wszyscy nasi obrońcy muszą kopać wysoko nad poprzeczką. W doliczonym czasie gry po wspaniałym, choć ryzykownym,wślizgu w polu karnym nabił piłką rywala zażegnując niebezpieczeństwo.
Piqué - 7 Z każdym kolejnym meczem wychowanek Barcelony zyskuje coraz większą pewność w grze. Niesamowitym zjawiskiem jest fakt, że ten wciąż młodziutki zawodnik (w dodatku środkowy obrońca) osiągnął taką regularność i stabilność w grze. Były zawodnik Manchesteru bardzo mądrze wykorzystuje na boisku wszystkie swoje atuty. Nie zostawia wiele swobody szarżującym oponentom oraz wygrywa praktycznie wszystkie pojedynki główkowe. In minus, dwa wizualnie ryzykowne zagrania (przepuszczenie Pinto mocno bitej piłki, a także zbyt lekkie rozegranie jej na ostatniej linii przed bramką). Oczywiście wymienionym zagraniom daleko do statutu błędów. To skromna sugestia dla Guardioli, aby przy chwaleniu Katalończyka za świetny występ, nie omieszkał wprowadzić mu do głowy kilku drobnych korekt.
Sylvinho - 6 - Na początku spotkania zaliczył dwie proste straty, przez co później wolał nie zapędzać się do przodu. W obronie grał bardzo pewnie i nie zostawiał rywalom aż tyle wolnej przestrzeni co Alves. Potrafił znaleźć się na środku obrony, żeby głową wybić wrzutkę ze stałego fragmentu gry, a w 34 minucie spotkania przypomniał widowni zgromadzonej na Camp Nou, że potrafi wspaniale uderzyć z dystansu. Tym razem nie uświadczyliśmy ani jego słynnych rajdów, ani precyzyjnych dośrodkowań.
Gudjohnsen - 5 - Zgodnie z przewidywaniami został obdarzony wyraźną szansą na pokazanie się trenerowi. Wydaje się jednak, iż nie wykorzystał jej najlepiej, gdyż najbardziej adekwatnym zwieńczeniem jego występu był brak historii i błysku. Islandczyk momentami próbował kreować grę, aczkolwiek z każdą minutą był coraz bardziej gaszony przez znakomicie dysponowanego kolegę po fachu - Iniestę. W pierwszej połowie bardzo ładnie wyszedł do piłki, po perfekcyjnym zgraniu od Bojana. Niestety sędzia odgwizdał dyskusyjnego spalonego, a Gudi do bramki i tak nie trafił, przez co wspomniana akcja zostanie zapewne szybko zapomniana. W drugiej odsłonie gra Ice Mana nie uległa poprawie, więc Pep jak najbardziej słusznie zdecydował się ściągnąć z boiska statycznego oraz unikającego walki i ostrych starć Islandczyka.
Touré - 5 - Znacznie poniżej oczekiwań. Notował wiele prostych strat (jak choćby tę z 22 minuty), a do tego przegrywał wiele pojedynków powietrznych z dużo niższym Pierrem Webó. Za dużo energii poświęcił na głupie faule i dyskusje z arbitrem, a do tego starał się nonszalancko uratować swój występ próbą skopiowania solowej akcji ze styczniowego meczu właśnie przeciwko Mallorce. Wówczas skończyło się to golem, a tym razem stratą. Na swoje szczęście nie zapomniał jak się odbiera piłkę rywalom, co zapewne uratowało go od usłyszenia kilku niemiłych słów od trenera po meczu. Zagrał na swoje absolutne minimum.
Iniesta - 7 - Opaska kapitańska dodała mu skrzydeł. W przekroju całego meczu był najlepszym zawodnikiem na boisku. Doskonale dyrygował grą zespołu, zagrywał bardzo dobrze i momentami nieszablonowo, a dryblingi przesuwały akcje do przodu. Grał skutecznie w odbiorze, rozgrywał dwójkowe akcje (jak choćby tę popisową z Messim), starał się strzelać. Niestety nie wykorzystał dogodnej okazji w 30 minucie meczu po zagraniu Henry'ego. Jak na rozgrywającego przystało, po jego podaniach w dobrych sytuacjach znajdowali się m.in. Krkić, Henry i Gudjohnsen, lecz niestety żadna z nich nie zakończyła się w efekcie golem. Oszukując w 73 minucie zwodem rywala doprowadził do podyktowania rzutu wolnego, którego na bramkę zamienił Márquez.
Hleb - 6 - Mało efektywny. Choć w samej pierwszej połowie po jego odegraniach w dobrej sytuacji znalazł się Bojan, trudno uznać występ Białorusina za udany. Wikłał się niepotrzebne dryblingi, które nie przesuwały akcji do przodu, a niekiedy nawet kończyły się stratami. Poza kilkoma momentami, nie potrafił znaleźć wspólnego języka z Alvesem grającym po jego stronie boiska. Natomiast bardzo dobrze pracował w odbiorze i pokazał w kilku sytuacjach ogromną zadziorność. "Przeprowadzka" w drugiej połowie ze skrzydła na środek pomocy wyraźnie wyszła mu na plus. Wszyscy życzymy sobie tego, żeby podania do partnerów, lub strzały szły mu równie dobrze co kiwki. Wystawianie Hleba w drugiej linii może być świetnym rozwiązaniem na spożytkowanie ogromnego potencjału drzemiącego w tym zawodniku. Na razie nie przekłada się on na akcje bramkowe.
Krkić - 6 - W pierwszej połowie wypracował sobie po podaniach od Hleba dwie znakomite sytuacje, lecz nie potrafił zamienić ich na bramkę. Po zmianie stron również oddał groźny strzał z bardzo ostrego kąta. Ponadto popisał się doskonałym podaniem do Henry'ego, któremu nie pozostało nic innego jak umieścić piłkę w siatce. Bojan starał się dużo walczyć i być pod grą, lecz niewiele z tego wynikało. Po przerwie wyszedł wyraźnie zdekoncentrowany i bezskutecznie próbował dryblować rywali w sytuacjach, gdy powinien podawać.
Henry - 6 - Titi nie najlepiej wszedł w to spotkanie. Być może było to spowodowane nieco ośmieszającym potknięciem o własne nogi i w konsekwencji upadkiem przy jednej z pierwszych prób dryblingu. Z biegiem czasu Francuz wciąż nie potrafił złapać odpowiedniego rytmu gry, tudzież odszukać formy z poprzednich spotkań. Piłka go nie słuchała, przez co zaliczył kilka prostych strat. Występ naszej "14", uratowała jednak bardzo ważna bramka, która otworzyła wynik meczu. Oczywiście należy podkreślić, iż wrzutka, którą popisał się Bojan była tak perfekcyjna, że grzechem dla piłkarza klasy Thierry'ego byłoby jej nie wykończyć. Henry uderzył piłkę dość dziwnie, aczkolwiek istotne, że wpadła do siatki idealnie przy prawym słupku, co uniemożliwiło Luxowi jej dosięgnięcie. Warte odnotowania jest również efektowne zagranie piętą do Iniesty. Szkoda, że ww. akcja nie zakończyła się golem, bo z pewnością ocena obu piłkarzy poszybowałaby
w górę o jedno oczko.
Rezerwowi:
Busquets - 6 - Wszedł na boisko w drugiej połowie. Już po dziesięciu minutach jego występu nie można było nie zauważyć wyraźnego kontrastu, jaki utworzył się w zestawieniu Sergiego oraz Gudjohnsena, który usiadł na ławce kosztem dwudziestolatka. Różnica polegała przede wszystkim na zadziorności, spokoju w konstruowaniu akcji, oraz ogólnym pomyśle na grę. Wychowanek Barcelony wniósł powiew świeżości do lekko rozluźnionej drużyny. Popisał się kilkoma efektownymi zagraniami z różnych kategorii - Od ostrych, "angielskich" wślizgów, po efektowne "brazylijskie" sztuczki techniczne. Rośnie nam prawdziwy diament. Aż kusi, aby zapytać kibiców Atletico "Czy rzeczywiście najbardziej utalentowany pomocnik w Hiszpanii to Ignacio Camacho?".
Messi - 6 - Jak to zwykle bywa, wraz z pierwszym gwizdkiem arbitra, ławka rezerwowych wręcz parzyła Argentyńczyka... Kiedy nadszedł długo oczekiwany moment, pojawienia się geniusza z Rosario na boisku, widać było u niego ogromną chęć pokazania się wspaniałej katalońskiej widowni z jak najlepszej strony. Leo od początku swojego udziału w meczu, zachwycał aktywnością w grze i diabelską szybkością. Oddał dwa bardzo groźne uderzenia na bramkę Luxa, kolejno po magicznej wymianie podań z Iniestą oraz po niewiarygodnym znalezieniu luki w obronie gości, wieńcząc indywidualną akcję. Cieszy, że Messi potrafi z bardzo dużą łatwością dochodzić do okazji strzeleckich. Niestety geniusze mają skłonność do chwilowego przeceniania swoich możliwości pod wpływem chwili, tudzież emocji. Szkoda, że nasz Crack zaliczył kilka prostych strat oraz, że nie zdecydował się w jednej z akcji, mając sporo czasu i miejsca, na podanie do świetnie ustawionego Krkicia. Do wyższej oceny zabrakło efektywnej gry zespołowej. Pomimo poprawnego występu Argentyńczyka, Guardiola powinien odbyć z nim krótką rozmowę na temat oczywistych mankamentów, jakie dziś zaistniały.
Eto'o - bez oceny - Pojawił się na boisku w 86 minucie meczu, zmieniając Krkicia. Trzykrotnie miał piłkę przy nodze. Najpierw wywalczył ją pod polem karnym przeciwnika i odegrał partnerowi, chwilę potem cofając się do środka boiska podał obrońcy, a na koniec zaliczył wpadkę: nie będąc naciskanym przez żadnego z rywali wywinął orła prowadząc piłkę. Przebywał na placu gry zbyt krótko, żeby można go było ocenić.
[źródło: Własne]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (35)